
Źródło: użytkownik
Dziś odkryłam tę stronkę, trochę pokomentowałam a teraz czas na mojego wykurwa. Nie wiem od czego zacząć, bo historia moich perypetii z mężczyznami jest bardzo długa. Ale może zacznę od końca, sprawy bieżące są zwykle bardziej ekscytujące.
Jakiś czas temu byłam w dość krótkim związku z tak zwanym “porządnym facetem”. Niemożliwie się o mnie chłopaczyna starał, że rok młodszy to miał dodatkowo pod górkę, bo zwykle wiązałam się ze starszymi mężczyznami. I niestety zwykle z okropnymi łotrami. Więc pomyślałam, że może tym razem dam szansę komuś “porządnemu” i tak odpowiedziałam na jego “Kocham” moim “Kocham” choć nieco wymuszonym. Ale po pewnym czasie się przywiązałam, poczułam ciepło i dobrze, więc się również starać zaczęłam. Ale tego już było za dużo dla mojego wybranka…po miesiącu od miłosnego wyznania stwierdził, że “Coś w nim wygasło”. Strasznie niefajna sytuacja, ja tu poważnieje, angażuję, a szczyl zmienia zdanie i wciąż utrzymuje, że miłość była szczera i prawdziwa, ale wygasła…po kilku tygodniach. Ale tak się nieszczęśliwie zdarzyło, że wieczora gdy się rozstawaliśmy zupełnie niechcący na jego oczach poznałam kogoś nowego. Trochę się koło tego nowego pana pokręciłam i po może dwóch tygodniach znajomość się rozkręciła. Mojego poprzedniego chłopaka bardzo interesował rozwój tych wydarzeń, a ja cóż….przedstawiłam mu bardzo okrojoną wersje, choć jak się później okazało niedostatecznie okrojoną, bo jakiś czas temu pojawiły się plotki, że nowy pan, nazwijmy go X, mu mnie odbił. Ale do rzeczy, bo w zasadzie o panu X miał być ten wkurw. Po rozstaniu z “porządnym facetem” włączyła mi się niechęć do stara się być w dobry związku. Ja się starałam, a skończyło się jak zawsze. Nadeszła chęć przygody. I tak pewnego wieczoru Pan X dostaje mój nr. Wymieniamy następnego dnia parę smsów. “Jakiś niemrawy”-myślę sobie. Jak się później okazuje Pan X jest dobry w gadce, jednak nie włada słowem pisanym. Około godziny pierwszej w nocy życzę mu smsownie miłych snów i próbuję się kłaść spać. A tu sms, czy może zadzwonić. “A niech dzwoni”- myślę sobie. Pierwszą rzeczą jaką sobie mówimy jest fakt, że nie szukamy związku, oboje. Rozmowa kończy się koło 3ciej w nocy, jestem nakręcona, jak nakręcona dawno nie byłam. W powietrzu atmosfera seksualnego napięcia. Następnego wieczoru spotykamy się. Pojawia się dużo alkoholu, mnóstwo rozmów, pierwszy i jedyny raz w moim życiu uprawiam seks na pierwszym spotkaniu. Dziki i zwierzęcy, strasznie rajcujący seks. Oboje nas potem wszystko bolało, wyczerpani byliśmy tą orgietką. “Nie no, ta być nie może ja taka nie jestem, nie możemy się więcej spotykać”-obwieszczam mu zasapana. On oczywiście się godzi i oczywiście widujemy się dalej. Pierwszy tydzień znajomości jest tak intensywny, że buźka mi się sama cieszy, najchętniej wykrzyczałabym światu jak jest super…ale wiadomo takim układem się nie chwali. I widujemy się prawie codziennie, uprawiamy seks wszędzie, mnóstwo godzin rozmów, o wszystkim, tak szczerze, przez telefon i na żywo. Żadnej ściemy, kreowania się na nadludzi, jak to bywa na zwyczajnych randkach. Ktoś pewnie spyta o co ten wykurw, skoro było tak super. A no było, ale mu się znudziłam bardzo szybko. Kontakt się rozluźnił, nie było co prawda wyraźnego zakończenia, ale oczywistym było, że układ już nie działa. I znów spytacie “O co ten wykurw”. Przecież układ nastawiony był na luz. A więc o to, że jestem “taka”. Całe moje 20letnie życie, miałam się za wzór moralności i za biedną pokrzywdzoną przez los kobietkę. A teraz wskoczyłam do łóżka randomowemu lovelasowi i na dodatek się do niego przywiązałam. Tak więc wykurw głównie na mnie, że okazałam się zwierzątkiem nie panującym na popędem i chęcią przygody. Tego już z życiorysu nie wymażę.










