
Źródło: travel.sky.com
Jako, że napisałam dwa dobre wykurwy, postanowiłam się zalogować i pisać dalej.
Ktoś już tu narzekał na radio w pracy. Ja zamierzam ponarzekać jednak na inne aspekty tej wątpliwej przyjemności.
Dziesiąta rano, ja sobie siedzę w pracy przy komputerku, rozpakowuję śniadanko, które zrobiła mi moja najukochańsza mamusia, jem je sobie ze smakiem, popijam soczkiem albo herbatką, a tu nagle w radyjku, w reklamie, jakaś pani narzeka na problemy z wypróżnianiem, na infekcje dróg rodnych, na nietrzymanie moczu, na wzdęcia. I cały mój apetyt szlag trafia. W ogóle nie mam ochoty już na te ogóreczki i pomidorki w mojej sałatce. Niewyobrażalnie mnie to wkurwia, że w tym grzecznym radyjku pełnym niedojebów nieco kontrowersyjnej piosenki nie puszczą, bo może urazić czyjeś uczucia religijne/narodowe/estetyczne/fochyniefochy, nie poruszą na antenie jakiegoś poważniejszego tematu, bo jakiemuś słuchaczowi może się popsuć humor, gdy posłucha o czymś, co mu się w małym łbie nie mieści. Za to reklamy, w których mowa o sraniu, szczaniu, pierdzeniu lub kile ustnej to już puszczają co piętnaście minut, bo firmy farmaceutyczne im za to płacą. I znowu jakaś pani zachwyca się czopkami.
W ogóle te reklamy leków i suplementów diety. Według ich producentów powinniśmy brać tabletki na zdrową wątrobę, na koncentrację, na skórę, na włosy, na paznokcie, na pamięć, na odchudzanie, na lepsze stolce, na erekcję i lepsze ukrwienie narządów rodnych, na oczy, na wszystko. Oczywiście kretynie, nakupuj sobie tabletek, a przecież wystarczało uważać na biologii, żeby wiedzieć, jakie owoce jeść dla tych konkretnych witamin. Już widzę, jak zdrowa jest osoba, która połknie garść tabletek z rana, popije je kawą, zje pączka a potem będzie siedzieć w pracy na dupie przez osiem godzin. Kurwa, już to widzę.
Banksy, taki grafficiarz, tak naprawdę maluje, bo go wkurwiają reklamy. Wkurwia go to, że reklamy pokrywają każdą powierzchnie, psując nam całą estetykę otoczenia. Reklamy są w internecie, na ścianach, w środkach transportu, na chodniku, nawet na siatce, którą trzymasz. I dopóki to reklamy, czyli ktoś zapłacił za to, żeby zmusić nas do kupna jakiegoś produktu, to wszystko jest okej, nasze wrażenia wszyscy mają w dupie. Ale jakby zamiast reklamy leku na biegunkę jakiś młodociany narysował, na przykład, kilka kucyków pony albo tańczące tuńczyki, to byłby wandalizm. Gdyby wypisał jakiś tekst piosenki zamiast sloganu reklamowego, to byłby wandalizm. Wkurwia mnie to strasznie, ale to strasznie.
Kurwa.
Albo wiecie, co mnie jeszcze wkurwia? Lęk przed polszczyzną.
Zaczęłam studiować na państwowej uczelni, tej, która jest w ścisłej czołówce najlepszych. Ach, duma, będę studentką, będę wykształciuchem. A tu co? Kolega z roku w kółko mówi “włanczać” albo “tu pisze”. Szlag mnie trafia! Skąd tacy ludzie na uczelni wyższej? Inna dziewczyna pyta, czy w mleku jest wapń albo, co to jest cholesterol. Kurwa mać!!
Albo w internecie. Ciągle jakieś błędy w pisowni. I ci, których się poprawia, to się tylko nadymają, że oni mają dysleksję i nie muszą umieć. Ta, fajnie. Bo to straszny problem najpierw to napisać w wordzie i sprawdzić pisownię.
Albo moi dawni znajomi. Ja byłam kiedyś takim biednym żuczkiem, który zawsze pomoże, przytuli, pocieszy i niczego nie wymaga w zamian. I właśnie dlatego, że nie wymaga, dostaje potem kopa w dupę. Nic bardziej nie boli niż fakt, że angażujesz się w czyjeś życie, a ta osoba potem robi z ciebie śmiecia. Wiecznie robiłam za pluszowego misia przytulankę i darmowego psychologa. Efekt był taki, że nagle ktoś stwierdza, że jestem beee. Najgorsze jest tak, że z taką arogancją zazwyczaj zachowuje się ktoś, kto niewiele sobą reprezentuje.
Na przykład jedna znajoma. Ciągle użalała się nad sobą, więc ja chuchałam na nią i dmuchałam. Co dostałam w zamian? Kiedy się wkurwiła, jak zobaczyła, że mam branie (schudłam i zaczęłam o siebie dbać) nagle pojawiły się setki tysięcy plotek na mój temat. Ludzie, których nie znam, słyszeli o mnie takie rzeczy, które mnie się nie mieściły w głowie? I co? Trzy lata później okazało się, że naszła ją refleksja, że byłam jej najlepszą przyjaciółką i mi mogła tylko ufać. Trzy lata później, jak ja już wiedziałam, że nigdy więcej nie będę bezinteresownie poświęcać się dla innych.
Albo inny facet. Poznałam go wcześnie, pod koniec gimnazjum, znaliśmy się całe liceum. Nasz związek był pomyłką, bo przeszedł z przyjaźni, w której oczywiście ja byłam wieczną pocieszycielką a on rycerzem z wiecznie zranionym sercem przez te wszystkie, podłe harpie z długimi nogami. Oczywiście, uwierzył w plotki wcześniej wspomnianej dziewczyny i odsunął się ode mnie. Powiem, nie byłam bez winy, bo jak wyczułam, że coś się paskudzi, to waliłam go w rogi bez opamiętania. Oczywiście, teraz nie żałuję, bo widzę, że jesteśmy kwita. Ale niedawno też stwierdził, że jako przyjaciółka byłam do rany przyłóż i cudowny ze mnie anioł, jak mógł być w ogóle tak głupi.
Tak, super. Na początku po całej sprawie chciałam ich oboje zmieszać z błotem, ale w momencie, kiedy o sobie przypomnieli, to ja już byłam dwa lata w nowym związku, nowym towarzystwie, zupełnie odmieniona i pod względem wyglądu i charakteru i, szczerze, po takim czasie to mi koło dupy latało. Teraz z nimi jakoś normalnie rozmawiam, bo widzę, że nieco oprzytomnieli, ale nigdy nie będzie już mowy o tym, żebym była tą samą osobą i znowu się pod kogoś podkładała. Chociaż od dawna jestem w udanym związku, teraz wiem, że u mnie na pierwszym miejscu jestem ja, czyli moje studia, moje pasje i moje potrzeby.
Ale wracając. Jest jednak jeden dawny znajomy, z którym nie chcę mieć nawet nic wspólnego. Tamta dwójka napsuła mi krwi porządnie, ale jakoś z nimi po latach normalnie rozmawiam, ale ten typ…
Zacznijmy od tego, że to typowy pasożyt. Zawsze wchodził na imprezę na krzywy ryj. Zawsze zarywał te brzydkie i zakompleksione, bo tylko takie chciały mu dać. Brał ludzi ciągle na litość, bo był po przejściach, a potem wchodził im na głowę. Potrafił zorganizować imprezę w domu znajomego A, z muzyką znajomego B, z alkoholem od znajomego C i z żarciem od znajomego D, po czym ode mnie pożyczyć kasę na bilet, żeby tam w ogóle dojechać. Oczywiście wszystko, co mu się pożyczało, przepadało. Dlatego nigdy nie pożyczyłam mu żadnej książki. Ale przez to mój chłopak nie ma już kilku fajnych ciuchów. Kłamał, że ktoś mu ukradł, po czym ktoś z naszych znajomych widział go pół roku później w rzeczonym ciuchu. Był mitomanem na potęgę. Nie potrafił na swój temat powiedzieć żadnego słowa prawdy. Wedle swoich wersji wydarzeń miał setki kochanków płci obojga, reprezentował niebywały poziom intelektu i obycia, a tak naprawdę rozdziewiczono go (dokładnie tak, nie “rozprawiczono”) kiedy miał 22 lata. A intelekt i obycie… Szkoda gadać. Nie potrafił jednego słowa napisać bez błędu ortograficznego, nawet w przyimkach robił byki… I wykorzystywał perfidnie uczucia innych. Kiedy poznał kolesia z niezłą kasą i wyczaił, że ten facet na mnie leci, na piwo się z nim umawiał tylko ze mną, wtedy dało się go naciągnąć i namówić do wszystkiego. Facet gapił mi się w cycki, ja nieświadoma niczego po prostu dla obu byłam miła, a ten gad naciągał go aż szum szedł. Albo taka jedna para. Dziewczyna go odrzuciła, to tak się wściekł, że próbował jej faceta wpętlić w jakąś aferę z prostytutką.
Pierdolony chuj. Takich powinno się tępić i przed takimi powinno się ostrzegać. Ludzie, nie przymykajcie oczu na takie wady, pierdolnijcie takiego kilka razy w łeb, aż się ocknie. Może niektórzy oprzytomnieją.