Archiwa | Poważne

Zgubiło mi się ‘ja’

Źródło: użytkownik

Nie wiem o co mi chodzi. Od jakiegoś czasu po prostu nie radzę sobie ze sobą. Czuję się tak, jakby wszystko co mnie otacza, wszystko co dzieje się wokół, dotyczyło kogoś innego. Jakbym oglądała film, a nie sama w tym wszystkim uczestniczyła. Nie przeżywam tego w pełni, jak gdyby emocje były na <off>. Strasznie mnie to denerwuje, bo przydarzyło mi się w tym czasie wiele rzeczy, które, gdyby przytrafiły się komuś innemu, uznałabym za niezwykle pasjonujące tudzież ekscytujące.

Po pierwsze chyba się zakochałam. Przez to wszystko nawet nie wiem czy rzeczywiście byłam zakochana. W każdym razie zdarzyło mi się to pierwszy raz w życiu. Poznałam kogoś, komu wiem że w przyszłości mogłabym powiedzieć ‘kocham’ w pełni  szczerze. Kogoś, na kim na prawdę zaczęło mi zależeć. Chciałam żeby był szczęśliwy. On miał dużo problemów, rozmawialiśmy, z każdym dniem poznawałam go coraz bardziej i coraz mocniej wkręcałam się w to wszystko. Czułam potrzebę, żeby mu pomóc. Chciałam dzielić jego problemy, być oparciem, kimś, przy kim może być sobą niezależnie od wszystkiego. Mógł okłamywać cały świat, ale ja chciałam być tą jedną jedyną osobą, która znałaby prawdę i nikomu jej nie zdradziła. To miał być nasz mały świat.

Wiem, że to mogło być coś wyjątkowego, ale w ogóle tego nie czułam. To było takie normalne. Nie potrafię tego wyjaśnić. Może dlatego, że czekałam na coś takiego, mówiłam sobie że to musi mnie spotkać, więc uznałam to za zaplanowane. Chodzi o to, że przed nim wielu już wyznawało mi miłość, mówiło jaka to jestem wspaniała itp., ale tylko patrząc na niego czułam taki dziwny niepokój, żeby tylko nie przestał tak myśleć. Zawsze przedtem po takim wyznaniu wycofywałam się, żeby nie robić chłopakowi nadziei, ale przy nim… Chciałam żeby za mną szalał, żeby zależało mu jak jeszcze nigdy, żeby troszczył się o mnie. Chciałam być tylko jego, chciałam żeby był zazdrosny, zawsze trzymał mnie blisko siebie. No i na początku tak był0. Wiem, że w środku nocy przyjechałby do mnie słysząc mój płacz w telefonie. Wiem jak bardzo mu zależało. Aż nagle przestało.

Do tego czasu ja pilnowałam się strasznie. Nie pozwalałam sobie wyolbrzymiać żadnej rzeczy. Idąc za radą Marilyn całowałam nie kochając, słuchałam nie wierząc no i… właśnie. Powinnam była odejść nim zostanę porzucona. W każdym razie pewnego dnia, nagle cały ten piękny obrazek przestał istnieć. Skończyły się smsy na dzień dobry i dobranoc, chuj go obchodziło co u mnie, w dupie miał jak się czuję. Nadal utrzymywaliśmy kontakt, ale bardziej na stopie koleżeńskiej. I to wtedy właśnie role się odwróciły i to on wyszedł na prowadzenie. Mi zaczęło zależeć jak cholera. Czekałam cały dzień na jakiś znak. Cokolwiek. Całymi dniami o nim myślałam. Żeby nie było, że zostawiłam to ot tak i odpuściłam nie walcząc, próbowałam się z nim spotkać, pogadać. Ale on żadnej z tych rozmów nie traktował poważnie. Zachowywał się tak, jak gdyby wszystko to do czego doszliśmy i jak bardzo się zżyliśmy nie istniało. Jakby był moim kolegą ze szkoły, z którym nawet nie za bardzo jest o czym pogadać. Niedługo potem zaczął wspominać o swojej byłej…

Chciałam być dla niego przyjaciółką, więc nie zwracałam uwagi na to jak bardzo mnie to rani i próbowałam zrozumieć jego uczucia. Opowiadał jak długo ze sobą byli, że nigdy nikogo tak nie kochał, że ciężko mu się pozbierać, bo zostawia za sobą kawał życia. I wtedy to do mnie dotarło. On nie chciał mnie nigdy pokochać. Nigdy nie miało mu zależeć. To nie był długoterminowy plan, tylko krótki epizod na pocieszenie. W dodatku jednostronny układ. Szkoda tylko, że do tego czasu już trochę za daleko to poszło i ciężko mi było tak po prostu się odwrócić, chociaż rozsądna dziewczyna tak właśnie powinna zrobić.

Potrzebowałam kilku dni i wszystko wróciło do normy. Przez te kilka dni, przyrzekam, to nie byłam ja. Płakałam po kątach, chociaż tak na prawdę przecież nic nas nie łączyło. Nie kochałam go, po prostu strasznie zależało mi na tym żeby  to on pokochał mnie. Nigdy nie znałam tego uczucia. Nawet teraz nie wiem jak je nazwać. Chciałam tego tak mocno, bo wiedziałam że to niemożliwe. On nie był w stanie pokochać nikogo innego, on nadal kochał ją. Ale ze mnie już taki kawał suki, że jak chcę to muszę i zawsze się to sprawdzało. To była moja pierwsza porażka, pierwszy raz kiedy to ja byłam tą odstawioną. Te kilka dni… Kurwa! Telenowela! Przy wszystkich uśmiechnięta, jak zawsze. Wszystko robiłam na autopilocie. A kiedy tylko zostawałam sama ze sobą, kiedy nic nie zagłuszało moich myśli, w głowie był tylko on. Żeby zachować jakieś resztki godności postanowiłam nie odzywać się do niego pierwsza. Dawniej już po jednym dniu pytałby czy coś się stało. Tym razem wytrzymał kilka tygodni. I chociaż czekałam jak głupia na tego smsa, cieszę się, że dał mi tyle czasu, bo wzięłam się w garść. W myślach krążyło w kółko ‘ogarnij się dziewczyno, do kurwy nędzy!’. Z każdym kolejnym dniem milczenia oddalałam się, zamazywałam wspomnienia. Wszystkie jego problemy, którymi się ze mną podzielił, które chciałam mu pomóc przejść, które nadal były aktualne, weszły mi w dupę tak głęboko, że mogły pogłaskać migdałki.

I to wszystko, chociaż wydawać się może, że przesycone uczuciem, ominęło mnie po łuku. Łzy płynęły same, to nie był smutek. Nie wiem, to było tak, że te łzy tam po prostu pasowały. Nie targały mną jakieś silne emocje, byłam od tego odłączona. Jakby tylko połowa mnie to przeżywała. Jak film, po prostu jakbym oglądała cudzą historię, która wychodziła spod mojego pióra. Oglądając coś, też zdarza mi się wzruszyć itp. I to były tego rodzaju odczucia. Może i prawdziwe, ale nie pełne. I dzisiaj, chociaż gadamy ze sobą i wszystko wydaje się być w porządku, wiem że nigdy mu nie zaufam. Jest między nami niewidzialny dystans niewypowiedzianych słów. I tak już zostanie.

Druga sprawa, że wszystko działo się akurat w czasie, gdy przeżywałam swego rodzaju kryzys osobowościowo-emocjonalny. Chociaż może to kryzys wszystko zapoczątkował. A może był skutkiem? Ciężko powiedzieć.  Tak czy inaczej, przestałam wierzyć we wszystko co do tej pory było oczywiste. Nic nie było pewne, bo ja sama nie byłam już pewna kim jestem. Nie wiedziałam do czego dążę, na czym mi zależy najbardziej, co jest ważne, jakie są moje cele i priorytety. W tej chwili brzmi to jak kryzys wieku średniego, do niczego nie doszłam, nic nie osiągnęłam, nie wiem dokąd zmierzam. Świadomość, że nie wszyscy są stworzeni do wielkich rzeczy i to nagłe olśnienie, że to ja jestem jednym z tych małych, nieudaczników, przeciętnych. Przestałam wierzyć, że jestem zdolna do uczuć. Było mi wszystko jedno. Tak jak z nim. Nie byłam zdolna go pokochać, może kiedyś, w dalekiej przyszłości, gdy wszystko byłoby już poukładane. Wiecie jak wszyscy widzą tą przyszłość, że wszystko się ułoży samo, że będzie po prostu dobrze. Ciężko uwierzyć, że dobrze już było.

Doszłam do wniosku, że już chyba do końca życia będę musiała udawać emocje. Uświadomić sobie coś takiego to na prawdę przykra sprawa. Nie byłam smutna, choć to dość przygnębiające żyć czując się jak za ścianą. Ale nie zależało mi. Nagle całe życie zaczęło mi się jawić jako zwykły kawałek pierdolonej drogi pełnej gówna, gdzie trzeba zatkać nos i po prostu przejść. To co teraz czuję to już nie jest to samo zagubienie. Chociaż, mimo wielogodzinnych ciężkich życiowych przemyśleń, nie doszłam do wniosku kim tak na prawdę jestem i nadal nie wiem czego mogę się sama po sobie spodziewać, tak więc nie mogę ufać sama sobie, pogodziłam się z tym.

W głowie ciągle mam chaos. W moim życiu nie ma nic pewnego, niczego na czym mogłaby się oprzeć. Wszystko jest nagłe i niespodziewane. I wszystko tak samo mnie jebie. Co by się nie działo, żyć trzeba dalej. Nikt nigdy nie dowie się co przeżywam wewnątrz, więc nadal mogę udawać, że wszystko jest ok. I tak przeżyję to moje życie.

Chciałam się tu po prostu wyżalić, sama przed sobą przyznać, że miałam problem i może nadal mam, ale teraz już przynajmniej wiem jaki. Wiem, że jestem suką i ranię ludzi wokół siebie, czasem robię to specjalnie. Jestem egoistką, robię to na co mam ochotę i nie przejmuję się uczuciami innych. Dobrze mi tak, że i on okazał się kawałem chujasa, żeby nie wydawało mi się, że zawsze będzie tak ja ja chcę. Zawsze byłam jak maxi king: z zewnątrz twarda, miękka w środku. Starałam się nie pokazywać prawdziwej twarzy, żeby nikt nie mógł mnie zranić. I polecam, bo w większości przypadków działa. Ciężko jest tak żyć, ale na prawdę się da. Każda porażka przybliża nas do sukcesu. Wiem, że kiedyś będę tak wyrafinowana i perfekcyjna w ukrywaniu prawdziwych uczuć, że manipulacja będzie moim hobby.

Kategorie: Kumulacja, Poważne16 Komentarzy

Bóg, wiara, zło i dobro

Źródło: użytkownik

Wiem, że temat Boga i wiary był już tutaj poruszany, i wiedzcie też, że nie będzie w tym tekście wielkiego wkurwienia, więc jeżeli oczekujesz czegoś ciężkiego i siarczystego – to nie tu. Ale jeżeli masz ochotę przeczytać jakieś rozważania na temat wiary, Kościoła, Boga, dobra i zła to zapraszam.

Dobra, wstęp mamy za sobą. Poruszę kilka tematów:

1. Uleganie złu, początek zła
Zgodnie z tym co mówi Biblia, źródłem zła jest Szatan. Bóg stworzył człowieka, umieścił go w raju, a człowiek nie znając zła ani dobra żył sobie szczęśliwie w Edenie. Ale Szatan nie próżnował, i koniecznie chciał zatruć/zniszczyć taki stan rzeczy, jak wiemy. A więc namówił pierwszych ludzi do złamania zakazu. Teraz moje pytanie – jaka tu jest wina człowieka i jak ją rozpatrywać? Nie znając zła ani dobra, skąd Adam i Ewa mieli wiedzieć, że to co zrobią będzie złe? Owszem, Bóg dał im zakaz, ale nie rozumieli go, zresztą Bóg powiedział “abyście nie pomarli”, a nie “bo poznacie dobro i zło”. Wąż przewyższał ich inteligencją, poszli za jego słowami nie znając ich pełnych konsekwencji. Skąd mieli wiedzieć, że jest on ich wrogiem? Rozumiem karę w sytuacji, gdy ktos świadomie czyni zło i wie, jakie są jego konsekwencje. A tutaj? Problem ten występuje nie tylko w Biblii, motyw pokusy, namowy Złego jest przecież obecny w literaturze. I ten upadek Adama i Ewy ściągnął tyle złego na łeb ludzkości – poznaliśmy zło, cierpienie, “odtąd w bólu będziesz rodzić”, a mężczyzna będzie trudził się aby zdobyć coś do jedzenia, pojawia sie praca, trud i zmęcznie. Zostali wygnani z raju, a klątwa padła na WSZYSTKICH, na cały cholerny rodzaj ludzki aż do końca świata. Why?

Z tym problem wiąże się jeszcze ten grzech pierworodny – dlaczego nowa istota już nosi jakieś tam brzemię grzechu? Nic złego nie zrobiwszy. Nie fair.

2. Czy Bóg jest nam potrzebny, czy istnieje?
Od razu mówię, że wierzę w istnienie Boga. Ateista musi świadomie bądź nie ignorować wszystko co dowodzi jego istnienia, taka jest prawda. Po pierwsze, świat sam się nie stworzył. W naszych rozważaniach musimy dojść do jakiegoś Absolutu, i to jest ten Bóg. Niekoniecznie pojmowany tak jak w katolicyzmie. Po drugie, Biblia. Wiem, że niektórzy piszą, że to stek bzdur, pisana pewnie pod wpływem jakiś środków odurzających itp., ale naprawdę – najpierw zajrzyj, poczytaj, pomyśl nad tym – potem ją oceniaj. Jeżeli człowiekowi jest w ogóle dane ją ocenić. Ta Księga zawiera prawdy życia, do KAŻDEJ sytuacji życiowej! Każdy swój problem, wątpliwość można odnieść do Biblii. I ktoś sądzi, że tak uniwersalną i długą, bogatą w treść, niespotykaną nigdzie indziej Księgę mogłoby napisać paru ludzi pod wpływem czy z nudów? Nawet gdyby, to po chuj mieliby to robić? Po trzecie – wpływ Boga czasem widać na tym świecie. Czy gdyby nie oddanie Bogu, wiara i modlitwa byłyby możliwe takie rzeczy jak cud nad Wisłą? Albo tak długie, nieprzerwane trwanie naszego narodu pomimo tylu przeciwnosci? A cudowne uzdrowienia? A świadectwa ludzi takich jak Jan Paweł II, Matka Teresa?
OK, to moje dowody na istnienie Boga, ale to nie główny problem tego podpunktu. Chodzi mi o to, czy przeciętny człowiek potrzebuje Boga? Czy nie można być dobrym człowiekiem bez wiary? Przykazania wiary (ocz. nie wszystkie, chodzi mi o te dotyczące sposobu życia, bliźniego), jak się nad nimi głębiej zastanowić, mają czyste etyczne podłoże – mają zapobiec złu. Kochaj bliźniego swego – takie trudne, prawda? A przecież gdyby każdy z nas tak robił – koniec kłótni, wojen, sporów. Nie códzołóż – człowiek przyzwyczajony do swobody seksualnej nie stworzy głebokiej, niewzruszonej więzi z drugą osobą. Nie będzie w stanie dotrzymać wierności/albo będzie to bardzo trudne. Nigdy też ich miłosć nie będzie tak pełna i oddana, jak osób, które swoje ciało ofiarują tylko sobie i nikomu więcej. Ale znów – do tego wszystkiego można dojść bez Kościoła i Boga. Tak myśle.

Wiec co daje wiara? Pewność, że jest jakieś tam lepsze jutro po śmierci? Nie, tego nikt na 100% nie wie. Czyste sumienie, spokój ducha – to już lepiej. Czyste sumienie = dobry człowiek. Taka prawda. Szczęście? Dziwne, w historii bardzo niewielu jest ludzi, którzy szczęście znajdowali tylko w Bogu i nie potrzebowali niczego innego. Czemu? Bo Bóg ich powołał? Dlaczego ich, a miliony innych nie? A może dlatego, bo dążyli do Niego systematycznie i pokochali Go? Dlaczego miliony ludzi tego nie robi? Jest to za trudne? Czy to w ogóle możliwe dla zwykłego człowieka?

3. Przykazania, Kościół
No wlaśnie. Dążenie do świętości. Dlaczego do jasnej cholery życie święte stoi w sprzeczności z tym światem materialnym? Dlatego, że Szatan znieprawił świat, będący dziełem Boga, o czym pisałem już wcześniej? Mnie na przykład nie pasuje parę spraw, tych zakazów. Np. masturbacja. Człowiek raz to zrobił, a gówno wciąga jak cholera. No i nic, wszyscy faceci to robią/robili kiedyś. I każdy taki akt jest grzechem ciężkim? To dlaczego Bóg tak zaprogramował nasz umysł, że podlegamy takim uzależnieniom? Czy to znów dzieło Szatana? Zwalisz sobie konia – i chuj, już spowiedź nieważna. Ile wytrzymasz bez tego? Kilka dni? I znów 2 miesiące bez łączności z Bogiem. A łączność eucharystyczna naprawdę wiele daje – przekonałem się o tym sam.

Albo te przysięgi i cała abstynencja. Co złego w jednym skręcie, który pozwoli człowiekowi zapomnieć na chwilę o tym świecie i jego chujozie? Piwko, papieros – jeszcze Kościół pozwala, narkotyki – nie. Ja wiem, niszczą itp., pułapka. Ale kurwa, skoro takie konopie rosną na ziemi, no to znów – Bóg tak chciał? Ośmioletnim dzieciom każe sie na Komunii przysięgać że do 18 roku nic nie spożyją. Jak można wymagać takiej przysięgi od dziecka, które nie ma świadomości, jak je będzie ciągnąć do tego w wieku 15 lat. Bezsens. Ale mimo to podziwam abstynentów – ludzi, którzy szukają sensu życia, albo go znaleźli, a nie uciekają od tego w używki. Albo zakaz antykoncepcji. Czy to naprawdę niszczy życie seksualne małżeństwa? Nie sądzę, ale co ja w sumie mogę teraz wiedzieć w takim wieku.

Albo grzech. I chęć poprawy. Jeżeli nie dogaduję się z rodzicami i kłócę się z nimi, to muszę się spowiadać z tych agresywnych słów, braku szacunku do nich itp. Ale tej sytuacji nie umiem zmienić, po prostu ich nie cierpię a oni mnie i już. No i nabijam w chuj grzechów, IV przykazanie wiadomo. A ten, kogo rodzice są normalni, chcą iść na kompromis, albo zwyczajnie go rozpieszczają – grzechów nie ma, bo nie toczy ciągłej wojny z rodzicami. Czy to jest sprawiedliwe?

4.Wątpliwości i to, co podważa to wszystko.
Dlaczego tyle wieków ludzie żyli przed nami, a JC przyszedł raptem 2000 lat temu? Co z tamtymi – potępienie, czyściec? Dlaczego tyle religii, oni myślą że ich jest prawdziwa, a inne nie. Dlaczego choćby człowiek nie wiem jak się starał, zawsze popełnia mnóstwo większych i mniejszych grzechów? Dlaczego Bóg dał nam rozum, a wierząc musimy mu zaprzeczać? Co to za miłość do Boga, którego w pełni nie rozumiemy? Dlaczego życie jest takie trudne, ciężkie, dlaczego choroby, smutki, wojny, niepewność jutra? Ta ziemia jest chujowa, taka prawda. To po cholere sie rodzimy? Tylko po to, aby zasłużyć na Niebo? Wychodzi na to, że najlepsza wiara to wiara na ślepo, bo i tak tego nie ogarniemy.

Wątpię, żeby wierzący ludzie zaglądali na takie portale, ale kto wie? :) Tak czy inaczej, czekam na wasze komentarze i opinie.

Kategorie: Poważne, Pozostałe10 Komentarzy

Płacimy za darmozjadów!

Źródło: użytkownik

Planowałem uczyć się w szkole z internatem, jednak musiałem zrezygnować. Miesięczne utrzymanie to koszt około 500zł. Byłoby nas na to stać, jednak mamy wiele innych, ważniejszych wydatków. Nie powiedziałbym nic, gdyby nie ta wszechogarniająca niesprawiedliwość.

Choć nie stać mnie na naukę w lepszej szkole, to nie przysługuje mi stypendium socjalne, bo zdaniem urzędników jestem “zbyt bogaty”, a wcale na kasie nie śpię. Nie kwalifikuję się też do żadnego stypendium naukowego. Poza tym, nawet gdybym mógł się o takie ubiegać, na pewno przegrałbym z dzieciakiem o słabszych wynikach, ale za to pochodzącym z “biednej” rodziny. Słowo “biednej” napisałem w cudzysłowie, ponieważ biedna wcale nie jest. Dajmy na to taka rodzinę Iksińskich. Ojciec siedzi w więzieniu, a matka nie pracuje, bo jej się nie chce. Mają siedem dzieci (oczywiście narzekają, że nie mają za co dzieci nakarmić, tylko kto kazał im się tyle rozmnażać). Dostają z tego tytułu zasiłek dla bezrobotnych, zapomogę z MOPSu, stypendium socjalne, co miesiąc zapas żywności (całe torby najdroższych produktów, że do domu musza przywozić taksówką), na święta zawsze jakieś dodatki dla dzieci i chuj wie co tam jeszcze im pomoc społeczna da. Plus ekstra wsparcie, jeżeli rodzina pochodzi z byłego PGR. Ubierają się w markowe ciuchy, każdy dzieciak ma własny skuter, telefon za 1000+ zł. Czy są biedni? Mają więcej ode mnie. Jeszcze jak im w Urzędzie Pracy jakieś zajęcie się podsunie, to nie, powie, że za takie pieniądze pracować nie będzie. Oczywiście! Jeszcze pomoc społeczna zasiłek cofnie! Biedaczka! Jaka ona nieszczęśliwa! Pracować będzie musiała!

Sytuacja w Polsce posunęła się do tego stopnia, że nie opłaca się już pracować. Lepiej prowadzić styl życia, jaki opisałem wyżej. Gówno robić i żyć na pomocy społecznej. Ręka by mi uschła gdybym kiedyś miał tak wyłudzać pieniądze. To jest chore. Ten kraj jest chory. Polska jest chorym krajem. Brzydzę się ludźmi, którzy tak postępują. Mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni, choćby rewolucją. Gdyby rzeczywiście nam to pomogło, chciałbym aby rządy przejął dyktator i porządnie rozprawił się z tą niesprawiedliwością. Aby Polska rozwijała się jak za Marszałka Piłsudskiego. Zszedłem trochę z tematu…

Ta niesprawiedliwość boli. To naprawdę przykre. W mojej rodzinie pracuje tylko tata (mama, choć ma wyższe wykształcenie, nie ma dla niej nigdzie pracy) i wcale nie zarabiamy dużo. Dlaczego ludzie, którym nie należy się nic, dostają najwięcej? Dlaczego państwo ma mnie gdzieś? Bo nie jestem bogaty, ani nie jestem oszustem? Bo jestem uczciwy i nie robię żadnych przekrętów, nie kradnę?

Na świecie nie ma sprawiedliwości.

Kategorie: Ludzie, Poważne, Szkoła14 Komentarzy

Szpital, pożal się boże!

Źródło: użytkownik

Gwoli wyjaśnienia:
Zwichnęłam palec u ręki. Wygiął mi się tak, że gdy mama to zobaczyła niemal zemdlała. Pojechałyśmy więc do szpitala z certyfikatem “bez bólu”. Tu zaczyna się komedia.

Jak wiadomo, ręka bolała mnie jak cholera. Około 16:45 byłyśmy w szpitalu. 20 minut stania w kolejce do rejestracji, ludzi w chuj a jedna pielęgniarka wklepująca dane w komputer. Gdy w końcu uzyskałyśmy papiery, udałyśmy się pod gabinet konsultacyjny. Znów ludzi pełno – jakieś 15 osób przed nami. Rzecz która mnie niesamowicie wkur.. zdenerwowała – trójka dzieciorów w wieku przedszkolnym w najlepsze biega po korytarzu. Skoro nic im kurwa nie jest, to po co zajmują kolejkę? Nie dość że się drą umilając godziny czekania, to przedłużają czas czekania dla osób którym naprawdę coś jest.

Po 1,5 godzinie otworzyły się kolejne drzwi – jest drugi lekarz. Przyjął jedną osobę po czym wsiąkł.

Gdy w końcu dostałyśmy się do gabinetu, o  godzinie 19, lekarz stwierdził zwichnięcie i wyłamanie ze stawu. Dostałam skierowanie na prześwietlenie. Jednak najpierw mama musiała iść ze mną do rejestracji po coś tam. Stoimy w kolejce jak nam nakazano, po 25 minutach dochodzimy do okienka, a pani.. przykleja nam naklejkę na skierowanie!! Do tego trzeba było czekać tyle czasu!?

Poszłyśmy więc wkurzone pod gabinet rentgenowski. Ponownie 1500 ludzi, kolejne 2 godziny czekania.

Po zrobieniu zdjęcia idziemy zarejestrować się na oddział – lekarz poradził narkozę. Więc idziemy się rejestrować co trwa kolejne 15 minut. Dostałam łóżko i czekamy na lekarza.

Przyszedł o godzinie 23. I co się okazało? Że po chuja tyle czekałyśmy, bo on to zrobi na miejscowym znieczuleniu! Jedziemy więc do sali, kładą mnie na leżankę. Dostałam 4 zastrzyki – oczywiście w te najbardziej bolące części ręki i wygiął mi palec tak, że zaczęłam płakać;)  Znieczulenie nie działa.. no ale nic. Myślałam że dadzą jakieś mocniejsze, ale nie.. na żywca nastawiają mi palec co do najprzyjemniejszych czynności nie należało.. ale trudno. Po założeniu gipsu wychodzimy ze szpitala o godz. 23:30. Spędziłyśmy w szpitalu 7 godzin, bez środków znieczulających.

Wniosek? “Daleko od noszy” przestaje być komedią, a zaczyna być serialem obyczajowym.

Kategorie: Kumulacja, Poważne, System10 Komentarzy

Osobista kumulacja i przemyślenia

Źródło: www.google.com/images

Witam wszystkich użytkowników tego zacnego portalu. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, iż jest to mój pierwszy wykurw. Przedstawiam w nim mój pogląd na rzeczywistość, możliwe że dla niektórych kontrowersyjny – no cóż bywa, nikt się nie musi z nim zgadzać. Tak więc jedziemy z koksem ;)

1. Pseudo pomoc naszego państwa

Niemiłosiernie wkurwia mnie obecny stan rzeczy związany z pomocą społeczną i socjalną. Państwo niby w miarę nowoczesne, ale socjalizmem śmierdzi na kilometr. Wspieranie nierobów i życiowych nieudaczników. W USA np. państwo na dobrą sprawę ma w dupie przeciętnego obywatela. Nie płaci się tam jakiś 100 tyś chorych składek i podatków i wolałbym, aby tak było u nas. W Polsce jednak zabiorą człowiekowi kupę kasy, a jak przyjdzie co do czego to się wypną na ciebie i tyle. Przykład? Proszę bardzo: jakiś rok temu mój ojciec podczas pracy nadwyrężył sobie plecy. Poszedł do lekarza rodzinnego. Wypisał mu z wielką łaską skierowanie na prześwietlenie. Po otrzymaniu zdjęcia lekarz stwierdził, że doszło do stanu zapalnego, zmiany chorobowej i tu trzeba specjalisty. Wszystko fajnie, ale kolejka do niego taka, że dostał się dopiero po 4 miesiącach… Do tego czasu zapierdalał na jakiś ketonalach i innych prochach, bo przecież jakoś na tą rodzinę zarobić trzeba. Jednym słowem śmiech na sali i tyle w tym temacie…

Nasuwa się tylko jedna myśl: Jebać ten ich cały socjal! Niby pomaga itp. gówno prawda ;] Przyjdzie co do czego to dobiją człowieka zardzewiałym prętem. Po zakończeniu LO w małej mieścinie dość ciężko o jakąkolwiek pracę. Otworzyła się szansa stażu. Wszystko fajnie pół roku przestażowałem i nagle skończyły się pieniądze. Noż kurwa jego mać pytam się co to ma znaczyć? Nie opierdalałem się jak większość, pracowałem nie po to by bujać się po dyskach i dymać spite wcześniej małolaty, tylko by opłacić swoją szkołę i mieć czym do niej dojeżdżać. Nasze państwo jednak woli wspierać bandę nierobów i pasożytów co to nigdy rączek sobie pracą nie ubrudzili niż ludzi chętnych do pracy. Przykład: rodzinka mieszkająca 2 domy ode mnie – 5 dzieci żaden z rodziców nie pracuje. Wychodzą z założenia:” po co mam zapierniczać jak dzika świnia za 1100 zł kiedy mogę nic nie robić, pierdzieć w stołek dostać 600 zł zapomogi, pomarudzić jak to jest mi zajebiście źle, otrzymać jeszcze jakiś dodatek przeciwko walce z alkoholizmem, bo przecież rodzina ta jest patologiczna, w opiece społecznej wyżebrać jakieś jedzenie z Unii Europejskiej i jakoś to tam przeżyjemy”. Oczywiście połowa tych dzieci jest już pełnoletnia i wygląda na to, że pójdą w ślad rodziców… Zresztą już chleją jak pojebani, a ich córeczka w wieku 15 lat zajdzie w ciąże, bo już im tym grozi <lol2>

Jedyne na co zasługują to porządny wpierdol i do lochu ;]

Na chwilę obecną pracę znalazłem, pracuje na stacji benzynowej – kokosów nie zarabiam, ale na szkołę, paliwo, wyjście z dziewczyną, dołożenie się do rachunków czy jakiś ciuch starczy. Nie jest to życie burżuja, ale nie narzekam i cieszę się z tego co mam.

2. Pieprzona biurokracja

Otóż to drodzy czytelnicy. Teraz żeby cokolwiek załatwić w jakieś instytucji trzeba się nalatać jak afrykańskie stado słoni podczas pory suchej ;] Nóż się w kieszeni otwiera jak słyszę te ich wyuczone na pamięć regułki utworzone po to by zbywać „upierdliwych” petentów. Nie generalizuję, bo jednak czasem można trafić tam na człowieka, pomoże doradzi, są to jednak tylko wyjątki od reguły. Nie mówię nawet już o tym ile jest zapierdalania przy staraniu się o środki na prowadzenie działalności gospodarczej ;] Temat rzeka, oklepany jak tyłki kelnerek na Oktoberfest… Miesiące starania się pisania i poprawiania biznesplanu, by na końcu dowiedzieć, że niestety pański wniosek nie przeszedł z powodu ograniczonych środków. I w tym miejscu warto wspomnieć o kolejnej naleciałości z czasów PRL -u. Chodzi oczywiście o pieprzone kolesiostwo. Wniosek nie przeszedł z prostego powodu – córeczka tatusia, który nota bene jest wysoko postawionym radnym, miała w chuj większą siłę przebicia niż jakiś tam marny studencina z zagnojewa ;] W czasach PRL -u przynajmniej się z tym kryli, a teraz robią to bez żadnych ogródek i pieprzenia.

3. Ogólnie o stosunkach międzyludzkich

Siarczyście wkurwiają mnie żale chłopaczków i dziewczyn i ich nieszczęśliwych miłości. Jeżeli szukacie partnera nie tam gdzie trzeba lub na siłę to się nie dziwcie że spotykacie się z dziwkami, skurwielami, lowelasami, blacharami i podobnym skurwysyństwem. Następna akcja: spotykają się z kimś 2 lub 3 tygodnie, a w głowie ułożone już plany na 25 następnych lat… Tak kurwa będziecie mieli piękny dom, 2 lub 3 dzieci, kilka samochodów i będziecie się kochać przez cały związek jakbyście się dopiero poznali (zazdroszcze dilera ;] ) Następnym gwoździem programu jest głupota, ludzka naiwność oraz brak szacunku dla siebie nawzajem. Owszem nie chodzi o to by tańczyć w kółeczku i trzymając się za ręce, śpiewać jakieś tam piosenki, tylko o zwyczajny szacunek do drugiej osoby. Nie rozumiem jak można być tak pozbawioną skrupułów świnią, aby wydymać długoletniego przyjaciela na kasę lub podczas gdy potrzebuje pomocy odwrócić się tyłem i udawać, że się go nie zna…Noż ja pierdole ludzie opanujcie się, bo zachowujecie się gorzej jak zwierzęta – one przynajmniej w stadzie bronią się nawzajem – u człowieka jest tak że ktoś dojebie cie jeszcze szpadlem żebyś nie wstał ;]

Ogólnie można by napisać o tym książkę, ale nie o to chodzi. Mam nadzieję, że ktokolwiek dotrwał do końca. Liczę na szczere komentarze, bo zakłamania i podcierania sobie wzajemnie tyłków nie lubię ;)

Dziękuje, koniec imprezy, dobranoc ;]

Kategorie: Kumulacja, Ludzie, Poważne3 Komentarzy

Moralność Boga a pierwsi ludzie

Źródło: użytkownik

Ilu z was się zastanawiało nad oczywistą sprzecznością w historii Adama i Ewy? Zacznijmy od początku. Historia pierwszych ludzi jest fundamentem na którym opieramy swoje wierzenia i wyjaśnieniem dlaczego na świecie jest zło. A więc Bóg stworzył Adama i Ewe doskonałymi. Nie znali dobra ani zła. No więc mam parę pytań: czy człowiek który nie zna dobra ani zła może być doskonały? Czy gdyby na świecie nie istniało zło wiedzielibyśmy czym jest dobro?

Skąd ludzie mieli wiedzieć że wąż namawia ich do „złego” skoro nie mogli znać ani rozumieć „złego” szatana, nie mogli rozumieć czym jest „kara”, „zły uczynek”, „grzech”? Dlaczego Bóg dobrze wiedząc że człowiek nie rozpozna „złego” uczynku pozwolił istocie wielokrotnie przewyższającej inteligencją człowieka na przebywanie w ogrodzie Eden aby go kusił? Bóg jako istota wszechwiedząca znając szatana i człowieka musiał wiedzieć do czego to doprowadzi.

Dlaczego to właśnie niewinni niczemu ludzie ponoszą brzemię odpowiedzialności za kłótnie na „górze”? Skoro Bóg, wszyscy aniołowie i sam szatan wiedzieli że człowiek nie zna dobra ani zła to czy przypadkiem nie byłoby wielką niesprawiedliwością uczynić nas kozłami ofiarnymi nieporozumień z którymi nie mieliśmy niczego wspólnego?
Przecież my podobno żyliśmy w raju, przepełnieni radością życia, pełni ufności do naszego stwórcy który nas kocha a my jego!

Czy podstawiłbyś swojemu dziecku czajnik z gorącą wodą i ostrzegł że nie wolno ci go dotykać? Gdyby twoje dziecko oparzyło się tą wodą ponieważ mimo twoich ostrzeżeń nie rozumiało że gorąca woda jest „zła” dla niego, to czy wyrzuciłbyś je z domu i kazał nigdy nie wracać bo złamało Twój zakaz? Dlaczego my ludzie potrafimy wybaczyć i zrozumieć to dziecko, otoczyć jeszcze większą troską i miłością i bardziej upatrywać SWOJEJ WINY w tej sytuacji niż u dziecka?

I dlaczego my ludzie cierpimy już tyle lat za „grzech” naszych prarodziców? Czy Bóg uważa że jeszcze nam mało? Dlaczego w ludzkim prawie sprawiedliwym jest by człowiek nie ponosił winy za czyny swoich rodziców, dziadków, pradziadków? Znam miejsce na świecie gdzie ta kara jednak obowiązuje i jest to Korea Północna ale to chyba nie jest najlepszy wzór do naśladowania ;) Ludzie wierzący mówią że nasze sumienie i moralność jest niezaprzeczalnym dowodem na istnienie Boga. Więc czyja moralność za tym stoi? Boska czy ludzka?

Cała Biblia jest usiana tego typu sprzecznościami i dziwi mnie że ludzie wierzący kompletnie ignorują brak logiki w tzw. „piśmie świętym”. Historia Adama i Ewy jest dla mnie kluczowa bo mówi nam z jakich korzeni wyrastamy, mówi o naszym pierworodnym „grzechu”, przyczynie naszego upadku, potępieniu i obietnicy zbawienia. Jak to możliwe że przyjęło się uważać za największą cnotę dla człowieka wiarę w coś czego nigdy nie zobaczysz, nie dotkniesz, nie poczujesz, nie zrozumiesz? Dlaczego Bóg obdarzył nas zmysłami które pozwalają na poznawanie tylko świata materialnego a wymaga od nas wiary w coś co zaprzecza zmysłom? Jak wytłumaczyć to że na świecie jest tyle religii a żeby było jeszcze śmieszniej mnóstwo ich odmian i każda uważa że to właśnie ona mówi „prawdę”. I czym jest ta „prawda”? Czy nie wygląda na to że prawdą dla człowieka jest to w co zdecyduje się uwierzyć? Czy nie jest tak że dostrzegamy tylko to co podtrzymuje nasze wierzenia a resztę odrzucamy? Czy historia nie nauczyła nas że ślepa wiara w „coś” zawsze prowadzi do nieszczęścia? Czy wszechmogący Bóg nie wiedział że być może nie jest najlepszym pomysłem objawić się tylko jednemu ludowi?

Czy mamy po prostu wierzyć bezkrytycznie w to co jest tam napisane i najlepiej to żeby za dużo nie myśleć? No właśnie – myślenie, rozum! Nie ja pierwszy dochodzę do wniosku że rozum to główny grzech przeciwko wierze. Więc czy rozum jest czymś złym? Jeśli wrodzony rozum (dla wierzących musi być rozumiany jako dany od Boga no bo jak inaczej?) zaprzecza religii która jest czymś „z zewnątrz” to o co tu chodzi? Doskonały Bóg się pomylił? No więc nie dość że miałby się pomylić to jest jeszcze „zazdrosny”, „gniewny”, mamy się go „bać” i nawet jeśli będziesz dobrym człowiekiem, stworzysz kochającą rodzinę i będziesz pomagał ludziom to i tak zostaniesz potępiony na wieczność za niewiarę w niego?! Aha! Ale nie zapominajmy.. Bóg nas przecież KOCHA!!? WTF??! Umówmy się że takie emocje jak strach, złość i zazdrość należą do najniższych uczuć jakie posiada człowiek i nijak się mają do „nieskończenie doskonałego, kochającego Boga”.

I wreszcie, czy przypadkiem Bóg biblijny nie jest po prostu wyobrażeniem prymitywnych „ludzi z pustyni” o nim? Jak dziś nazwalibyśmy człowieka który twierdzi że słyszy głos Boga którego nikt poza nim nie słyszy? Prorokiem jak wtedy czy po prostu wariatem?! Dlaczego trzymamy się wierzeń sprzed tysięcy lat i udajemy że nie dostrzegamy barbarzyństwa tamtych nauk? Dlaczego Stary Testament zupełnie nie pasuje do Nowego Testamentu i opisuje jakby dwóch innych Bogów? Może warto szczerze przed samym sobą zacząć zadawać sobie te pytania, wcale nie oczekując odpowiedzi bo nie w tym rzecz, a może wolimy żyć iluzją, wierzyć w „nieomylne” pismo i wybierać z niego to co nam pasuję, a co nie, bezmyślnie usprawiedliwiać tak jakby Bóg tego od nas potrzebował. Czy popełniam śmiertelny grzech wierząc bardziej że to biblia się myli niż że Bóg mógłby się w tym wszystkim pomylić? Nie wierzę w boga biblijnego. Czy istnieje inny, uniwersalny? – Nie wiem – jest moją najlepszą odpowiedzią.

Dziękuję za poświęcony mi czas :)

Pozdrawiam…

Kategorie: Ludzie, Poważne19 Komentarzy

Jestem sobą.

Źródło: www.google.com/images

Witam ! Temat : Dlaczego jestem inna ?

Wiele osób uważa mnie za “dziwną, inną, odmienna” Zastanawiam się dlaczego tak jest. Każdy z nas jest inny tylko, że ja tego nie ukrywam. Większość osób stara się dostosować do otoczenia żeby zostać “zaakceptowany “. Tylko czy to otoczenie będzie dla nas korzystne ? Mam wielu przyjaciół i każdy z Nich wie jaka jestem i to akceptuje. Nie wyobrażam sobie jak mogłabym nie być sobą, tylko po to aby zdobyć przyjaciół. Przecież to nie byłaby prawdziwa i szczera przyjaźń !
Tak więc jestem “inna” bo nie podporządkowałam się systemowi, bo wypowiadam swoje myśli na głos, bo mam własne zdanie, bo nie podoba mi się sytuacja polityczna w Polsce, bo nie tańczę jak mi zagrają ! Bo kurwa chcę anarchii ! Tak… jeśli to świadczy o “inności” to nie chcę wiedzieć jacy są ludzie, którzy uważają mnie za dziwaczkę. Ja nigdy nie schowam się za maską. Zawsze będę sobą. Mówię co myślę bez względu na to “co powiedzą ludzie”.

Jeśli komuś nie pasuje to, jaka jestem to mogę powiedzieć jedno “spierdalaj”. Nie mam zamiaru zmieniać się dla sympatii jakiś osób.

A teraz kieruję to do konkretnej osoby :

Nazywasz mnie “inną” a teraz się zastanów. W moim życiu są osoby, których nie trawię jednak zostawiam je w spokoju. Jeśli moje zachowanie Ci nie pasuje to się odpierdol i tyle. Powiedziałam Ci co mnie wkurwia i od tamtego czasu coś Ci nie pasuje. Najwidoczniej „panna niewinna” boi się prawdy. Masz mi za złe to, że się buntuje i nie dam sobie wejść na głowę. A Ty ? Co Ty kurwa robisz ? Oni mówią “idź tam” a Ty idziesz. Oni mówią “weź to” a Ty to bierzesz. Czy takie zachowanie uważasz za normalne ? Pozwalasz sobą sterować, ja nie !

Cały ten zgiełk i lament ludzi. To zło, które nas otacza. Powiem Ci, że to nie świat się zmienił – to ja inaczej na niego patrzę. Ty najchętniej zamieniłabyś mnie w „przyjaciółeczkę – kukiełkę”, którą mogłabyś sterować. Nie chcę już mówić o tym, że Ci kurwa zaufałam. Popełniam wiele błędów ale nigdy nie zawodzę/ nie zostawiam przyjaciół.

Apeluję do wszystkich – pamiętajcie żeby być sobą i nie zatracić się w natłoku spraw codziennych. ! Nie pozwólcie sobą sterować i nie ulegajcie stereotypom. Przestańmy już szufladkować wszystko : ta inna, ten głupi. KAŻDY INNY WSZYSCY RÓWNI ! Nie warto poświęcać swojej osobowości dla grupy PSEUDO-przyjaciół.

Już zawsze będę sobą . Ale obserwując osoby krytykujące mnie i uważające się za “normalne” cieszę się, że jestem “inna”.
A Tobie będę się śmiała prosto w twarz.
Z innością mi do twarzy.

INNA
Coś nie pasuje ?
Droga wolna !

Kategorie: Ludzie, Poważne8 Komentarzy

Wyścig szczurów-już biegniesz?

Źródło: użytkownik

Od kilku miesięcy przechodzę taki okres w moim 20-paro letnim życiu który(mam nadzieje) każdy z was przejdzie i to jak najprędzej.

Tym wykurwem nie chce się wyżalać jak mi w chuj ciężko bo dziewczyna ma krzywe zęby ani nie chce ponarzekać na babe od maty bo mnie jebie za tabliczkę mnożenia…dzisiaj chce poruszyć chyba najważniejszą sprawę w moim i Twoim życiu mianowicie-jego sens.Przeglądam ten portal dopiero od paru dni ale widzę że naprawdę są tutaj ciekawi ludzie i ciekawe opinie pozwólcie że wyrażę też  swoją dla większości społeczeństwa radykalną opinie.

Wiem,wiem wielu z was będzie to jebało bo lepiej popierdolić o jakiś głupotach a potem iść pograć w CS’a jednak mam nadzieje ze chociaż jedna osoba dotrwa do końca a może nawet przemyśli sobie całe swoje życie? Kto wie.

W czerwcu zeszłego roku skończyłem szkołę średnią i poszedłem do pracy,już wcześniej troszkę sobie dorabiałem,i to wydarzenie dopiero otworzyło mi oczy na to jaki ten świat jest naprawdę popierdolony.Może źle się wyraziłem,nie świat a system rządzący tym światem.Czy nie zastanawialiście się po co właściwie żyjemy? Dla pieniędzy? Dla miłości? Dla kurwa czego? Wielu z was zapewne pomyślało ”tak już musi być” a ja się pytam kto tak powiedział?

Popatrzcie na to z perspektywy tak jakbyście byli ponad tym,od przedszkola wmawiane nam są jakieś śmieszne priorytety-zdobądź wykształcenie,znajdź dobrą pracę,pracuj sumiennie po 8-12 godzin inaczej naszą gospodarke chuj trafi,miej dobre auto,martw się o siebie i swoją rodzinę reszte miej w dupie.Czy tak musi być? Czy nie ma już ludzi marzących o świecie pozbawionym gonitwy za pieniądzem? O świecie w którym główną role odgrywa człowiek a nie ekonomia i gospodarka?

Kilka miesięcy temu trafiłem na jutubie na filmy autorstwa Charliego Veitch’a mam nadzieję że wielu z Was o nim i jego akcjach(w Polsce też już podobne miały miejsce) słyszało dla pozostałych  link http://www.youtube.com/watch?v=8l_meOam55Q teraz wiem że ludzi podobnych do mnie jest cała masa,także w Polsce.Wcale do kurwy nędzy nie musimy tak żyć! Nie musimy wypruwać żył przez 40 lat żeby spłacać kredyty,kupować pierdolone plastikowe ścierwa,auta,domy i chujemuje.

Czy naprawdę uważasz że jeśli kupisz sobie buty z Nike za 200zł będzięsz lepszy(a)? Będziesz szczęśliwszy(a) czy po to żyjemy? Żeby zapierdalać jak króliki napędzając tą spirale? Czy naprawdę musimy wstawać codziennie o 5 rano żeby zdążyć na autobus do jebanej szkoły/uczelni w której ”nauczyciele” będą nas ”nauczać” rzeczy które do niczego się nie przydają? Czy zastanawiałeś się nad tym dlaczego tak jest? Dlaczego właśnie tego rodzaju rzeczy uczy nas ten system edukacyjny? Uczy nas tego żebyśmy nie myśleli,nie zadawali pytań,bo po co? Przecież tak musi być,nic nie da się zrobić prawda?

Uważam że nadszedł kurwa najwyższy czas żeby każdy z nas się obudził,żeby każdy z nas zaczął samodzielnie myśleć.

Najlepszym przykładem tego zniewolenia jest telewizja,ten temat jest tak kurewsko długi że aby go opisać musiałbym napisać chyba jakąś jebaną książkę.W tv od rana do wieczora wpajany nam jest ten sam kit,to samo oszustwo a alternatywny styl życia jest wyśmiewany i wypierdalany na jakiś chory margines.Popatrzcie na siebie-gdy widzicie w tv czy w realnym świecie ludzi ubranych inaczej niż wy palących spokojnie skręta w parku,pijących piwko,nie myślących o tym co będzie jutro ale  nie robiących niczego złego co myślicie? Żule,darmozjady,do roboty kurwa! Prawda? Tak właśnie jesteśmy nauczani,praca od 8-17 potem dom,telewizor i spać jutro znów praca! Jeszcze tylko 40 lat do emerytury! Gospodarka w kryzysie co z emeraturami?! Pracujmy więcej i ciężej! Osz ja pierdole…

Aż dziw mnie bierze że nadal większość ludzi bierze w tym udział…A po śmierci co? Bedziesz żałował że nie pracowałeś więcej! ;) ja pierdole…

Czy tak musi być? Naprawdę nie musimy brać w tym udziału…To wszystko jest w naszych jebanych głowach.

Sam jestem w stałym już niemal 4 letnim związku.Moja dziewczyna jest moją przeciwnością,ona już raczej myśli o ślubie,założeniu rodziny,o domku z ogródkiem i jebanym białym płocie jak z pierdolonych amerykańskich filmów kategorii E,nie mówię jej o moich poglądach bo tak jak większość społeczeństwa zapewne powiedziała by mi żebym zszedł na ziemie.I codziennie kurwa powtarzam codziennie marze o tym żeby zostawić to wszystko,spakować plecak,włożyć słuchawki w uszy i ruszyć przed siebie,pierdoląc wszystko,poznać nowych ludzi,nowe miejsca,pierdolić cały ten jebany wyścig szczurów,pogoń za kasą fajną furą i chuj wie jeszcze czym.

Oczywiście to jest kwestia każdego z nas z osobna,może są ludzie dla których nie liczy się nic więcej jak dupczenie w ubikacji na dyskotece,kupowanie drogich ciuchów i lansowanie się coraz to lepszym autem.

Dla wielu niestety jest już za późno-są jak te jebane roboty,szkoła,praca,śmierć.Zapytaj sam siebie czy Ty w dzieciństwie też marzyłeś o takim życiu? Ja kurwa nie.To jest moje życie i żadna telewizyjna,rządowa czy inna kurwa nie będzie mi wmawiała co jest dobre dla mnie a co nie.Nawet teraz w tym dniu widzimy w tv reklamę naszej minister propagandy ups przepraszam ”edukacji” która napierdala o pójściu 6latków do szkoły…jak widzimy pranie mózgu za kilka lat rozpocznie się tuż po urodzeniu…czy tak kurwa musi być? Do czego nam to potrzebne?

Czy naprawdę nie możemy obudzić się o 12 wypalić wielkiego,tłustego skręta i śmiać się z tego świata? Przecież żyjemy tylko kilkadziesiąt lat a jeśli dla wielu z was a może i dla mnie jest to ostatni dzień w naszym życiu? A jeśli potem nie ma już nic? Mamy tylko tyle ile mamy teraz? Co wtedy? Naprawde chcesz ten czas spędzić w tym jebanym wyścigu szczurów?  Ja nie.

Potrzeba nam wszystkim odwagi,niczego więcej.To bajkowe życie jest tuż za rogiem za jebaną telewizyjno-edukacyjno-pojebaną kurtyną i tylko od nas samych zależy czy będziemy żyli w lepszym,kolorowym,ludzkim świecie czy nie.

Na koniec cytat z utworu Eldoki ”Plaża”

”Szukam sposobu by kiedyś polecieć jak Ikar na skrzydłach tej wolności

I jeśli mam jak on spaść,to spadnę jak on

Ale szczęśliwy,bo żyłem naprawdę!”

Tego Wam i sobie życzę.

Kategorie: Ludzie, Poważne, System, Szkoła30 Komentarzy

Bo to Polska… Własnie.

Źródło: www.google.com/images

Wychodzę na dwór: zimno, słota, po dziurawym chodniku, przystrojonym gdzieniegdzie psim gównem, spacerują pająki. Z nieba leje się ni to deszcz, ni śnieg, upadając razem, z brudnymi od kurzu i smogu, liśćmi. Przechodzę przez kałuże i błoto, zmieszane z niedostojną trawą. Później wędruję przez niewidoczne wręcz pasy, potykając się prawie o dziurę w jezdni.

Kieruję się w stronę szkoły, gdzie ludzie, których nie lubię, nie mający w mych oczach autorytetu, trują mi przez bite siedem godzin, o bzdurach, zupełnie niekoniecznych normalnej obywatelce. Względnie normalnej. Mówią, jak to ważny jest stopień dysocjacji i jak bardzo potrzebny na co dzień jest antyczny dramat, lub pisanie prac na dwieście pięćdziesiąt słów. Rozkazują, by być jak inni, by być wśród norm, by zarobić, pracować, łożyć na ich emerytury.

Wracam. Znów oglądam tych samych, szarych ludzi w przeklętych maskach, w okowach więzień, które sami wybudowali. W sidłach ich słów i ich zawiści. Bo nie podzielą się posiłkiem z bezdomnym, czekającym na szczęście piętro niżej. Bo nie interesuje ich to, że słowem mogą zepsuć wszystko, co ktoś budował przez lat dziesięć czy dwadzieścia nawet. I brną w te monochromatyczne kłamstwa.

Jestem w domu. Otwieram te same drzwi, tymi samymi kluczami, czuję ten sam zapach zupy sprzed tygodnia. Zrzucam ubłocone kozaki i zawieszam kurtkę. Na wieszak, który od roku jest zepsuty i niewinnie spogląda, pragnąc tylko swojego upadku. Włączam telewizor, by popatrzeć w puste twarze. Rozsiadam się na sofie, całkowicie niepasującej do reszty wystroju. Bawię się jej wnętrzem, wyciągając z niej biały puch. Czy może to z poduszek?

„Bo to ich wina!” „Rusofob pierdolony!” „Powódź biblijna” -Słucham sobie tak tego piekła demokracji i przeklinam pod nosem. Powódź grzechów raczej. „Smoleńsk!” Drą się i jedni i drudzy. Ze znużeniem obserwuję teatr dziwnych marionetek. Skaczę po kanałach, że niby cokolwiek interesuje mnie to, co dzieje się po drugiej stronie ekranu. Ale patrzę w okno, tak naprawdę, i oglądam romantyczne piękno jesieni. Choć czasem powracam na ziemię, zasłaniając dłonią twarz, w dziecinnym geście poddania się, lub strachu, patrząc sobie na cyrk, pod białym baldachimem.

Znudzona oddaję się relaksowi. Włączam muzykę, zagłuszając tych zza ściany i ich popieprzone rusko-disko. Jakby napierdalanie młotem o ścianę. Ale nie neguję: każdy ma własny gust. Ich jest spaczony. Pf. Demokracja. Mają pełne prawo do wkurwiania mnie. Całkowite. Więc muzyka już gra, zasiadam przed monitorem, patrząc jak marnuję swój cenny czas młodości. Tępo patrzę w ekran, może w poszukiwaniu ostatniej deski ratunku. Czytam o teoriach spiskowych, o tym, jak ktoś znów był okrutny dla innego, jak słonie nie mają czego do żarcia. Nie neguję. Nie mam prawa. Opisuję, choć brzydko i okropnie, opisuję i wymyślam, uciekając, jak większość, w świat durnych fantazji.

Tak wybija piąta. Postanawiam coś z sobą uczynić. Wychodzę. Gdziekolwiek. Gdzie nogi mnie poniosą, tam pójdę. Tak więc idę nad jeziora, na wzniesienia, oglądam beznamiętne wystawy, oglądam beznamiętnych ludzi. I tak są. Egzystują sobie dzień w dzień z dziecinnym okrucieństwem w oczach. Z dziecinnymi marzeniami.

Prowadzę stoickie życie. Względnie. Nie znam uczuć, jednak, nie znam emocji. Tak jak oni, zatapiam się w nutach, znużonych aferach, beznadziejnych pejzażach, rodem z poprzedniej epoki. Przywykłam. Chronicznie to powtarzam, by w końcu w to uwierzyć.

Znów wracam, tym razem będę dziennik czytała. Tam jakże ciekawe informacje o tym, jak wielki jest kosmos i jak małe wojny mogą zepsuć duży świat. O tym, jak PO z PiSem drą koty i jak PJN korzysta. O tym, jak Dioda powiększyła sobie biust, jakby to mnie interesowało. O tym, jak lekarze lubią wypełnione dłonie i jak nauczyciele znów strajkują, bez korzyści dla uczniów.

Przywykłam i przetrwam. Chyba.

Kategorie: Kumulacja, Ludzie, Poważne21 Komentarzy

Ubóstwo istnieje!

Źródło: tb

Przed kilkoma dniami byłem w supermarkiecie na zakupach. Jako, że moje hobby to gotowanie muszę oczywiście osobiście kupić to co potrzebuje do stworzenia pięknej kompozycji “żarcia”. Przy okazji kupiłem to co potrzebne do spędzenia wesołych i ciepłych świąt czyli trochę™ alkoholu i dużo słodyczy, małe prezenty. To dla gości, którzy nas odwiedzą, bądź odwiedzimy. Kosz był pełen smakołyków dla dorosłych i dzieci. Po godzinie dotarł‚em do kasy.

Widzę bezpośrednio za mną kobietę z trojgiem dzieci. Kobieta zadbana, dzieci bardzo spokojne, wręcz za spokojne. Kosz jest praktycznie pusty. Czego brak w nim ? Tak, zgadza się, słodyczy. Z pod oka widzę 4 pary oczu, które z zazdrością i pewnym bólem obserwują zawartość mojego koszyka.

Odczekałem, kobieta i dzieci przechodzą kasę. Z kosza wyciągam trzy paczki zawierające pluszowe zwierzaki i czekoladowe smakołyki. Daję każdemu dziecku, oczywiście natychmiast słyszę dziecięce “dziekuje”. Matka z otwartymi ustami, prawdopodbnie nie może wymówić słowa, stoi w ręku trzyma chleb. Ja otwieram moja torbe i wyciągam prezent, który właściwie był dla mojej żony, kupiłem wcześniej w “Douglas” i daję mówiąc wesołych świąt. Otrzymałem uśmiech i słowo dziekuję, poczułem nutkę szcześcia u kobiety i jej dzieci.

Na plecach czuję zwrok otoczenia, które jest zdziwione i zbulwersowane, czuję myśli: “czy jego pojebało”, “niech ta kurwa szuka sobie pracy”, “jak suka puszczała się, to teraz ma”, “kurwa idiota, masz za dużo to mi daj”, “dobroczyńca pierdolony” i inne ciche głosy społeczeństwa.

Wkurwia mnie znieczulenie społeczeństwa, polityków i systemów. Gdyby każdy przemyślał i pomyślał, o ludziach, którzy nie mieli tyle szczęścia; o tych biednych, żyjących na skraju ubóstwa; o dzieciach , które na ten świat nie rwały się; o rodzinach, które mogą tylko pomażyć o tym co dla nas jest codziennoscią i normalne; o kobietach, które popełniły błąd, które teraz przez całe życie muszą płacić za naiwność i brak doświadczenia; o ojcach, którzy są w sidle jakim jest alkohol,  – prawdopodobnie nędza i ubóstwo nie istniałoby.

Każdy system, kapitalizm, demokracja, komunizm czy nawet religia walczy o dobrobyt, walczy z biedą, nierównością w społeczeństwie. A jakie są wyniki? Bieda gdzie czlowiek nie spojrzy, a co najgorsze nie potrzeba podróży do Afryki czy Azji wystarczy spojrzeć na sąsiadów, na własną ulicę. Społeczeństwo w większości olewa wszystko! Musi być gdzie błąd skoro bogaci są z dnia na dzień bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi ?

Pod koniec każdego roku, w mediach ukazują się specjalne audycje i programy, których celem jest zbieranie darów i pieniędzy dla biednych. Dla większości to tylko usprawiedliwienie a dla bogatych scena, na której można pokazac jaka dobroć w człowieku tkwi. Nie należy zapomieć, że tylko mała część darów bezpośrenio przechodzi do potrzebujących, reszta to koszta utrzymania organizacji charytatywnych.

Jako jednostka nie można dużo zmienić, można ewentualnie podarować drobnostką troche uśmiechu innej osobie. Jako calość i jako społeczeństwo możemy dużo pomóc i to nie tylko w święta ale codziennie.

Przy okazji informuję, że wszelkie dochody z reklamy tego serwisu bedą przekazane jako dar charytatywny.

Zyczę wszystkim czytelnikom pogodnych i wesołych świąt.

Kategorie: Ludzie, Polityka, Poważne, System22 Komentarzy

Dołącz do fanów!

Wszelkie wpisy w serwisie generowane są przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności.