
Źródło: użytkownik
Witam, od prawie trzech miesięcy jestem szczęśliwym i dumnym posiadaczem prawa jazdy kategorii B, abstrahując od stresu związanego ze zdobywaniem go, ujmując to ściślej pierdoleniem się z systemem urzędowo-inwigilacyjno-kolesiowskim chciałbym, podzielić się z wami swoimi odczuciami młodego kierowcy. Jak wszyscy wiemy, w 2012 roku mamy zorganizować mistrzostwa, w związku z tym wspaniałym wydarzeniem w przeciągu tych kilku lat, stan naszych dróg, nie mówię tu o autostradach których nie ma, ma ulec poprawie. Będąc jeszcze kursantem, stan dróg nie był dla mnie zbyt istotny, moja gehenna zaczęła się dopiero kiedy zostałem kierowcą i posiadaczem samochodu, marki Citroen, model BX. To był mój pierwszy samochód z którego bardzo się cieszyłem, ta radość nie trwała jednak długo, gdyż dzień po zakupieniu auta, kiedy przechodziłem obok miejsca w którym był on zaparkowany, zauważyłem, że ktoś wybił mi tylny reflektor, kurwa, nawet nie wybił a wyjebał, zostawiając na jezdni porozsypywane kawałki plastikowego klosza. Do dziś nie wiem kto był sprawcą, wiem jedno, że osoba która rozpierdoliła mi samochód olała sprawę i nie zadała sobie trudu powiedzenia chociażby jebanego, przepraszam. Reflektor kosztował mnie 50 zł, tak więc nie zraziło mnie to aż tak bardzo.
Wiosną, porą roztopów, jak nie trudno wydedukować wraz ze śniegiem, spłynęły nasze drogi, a wspólnie z przebiśniegami, na ulicach wysypały się dziury, niczym króliki z jebanego cylindra jakiegoś podrzędnego magika. Pierwsza myśl jaka przechodzi przez moją głowę, jest dosyć przygnębiająca, bowiem zawsze przypominam sobie obraz Dubrownika, rozpierdalanego przez Serbską artylerię, budynki leżące w gruzach i drogi… drogi które według polskich standardów, mimo kraterów i pęknięć wielkich jak chuj wieloryba, można by zaklasyfikować jak dobre, kurwa ludzie, za czasów Jagiellonów zbudowano sieć gościńców, kamiennych i solidnych, a mimo upływu lat, kiedy spojrzymy wgłąb stołecznych traktów, tak właśnie w te jebane dziury, na ich dnie ujrzymy co ? Tak, dokładnie królewskie gościńce, bez ryski na jebanym kamyczku wiernie służą swemu królowi, podczas gdy “świeżo zrobiona” droga, oddana do użytku, rozpierdala się w dwa lata po remoncie. To wzbudza we mnie refleksje, świeżo – zrobiona.
Zacznijmy od “zrobiona”, pytanie czemu nasze drogi są takie chujowe, smażą się w lato i pękają w zimie, nurtowało mnie od dawna, postanowiłem więc poszukać odpowiedzi, okazało się, że w naszym pięknym kraju do budowy dróg, wcale nie używa się asfaltu, tylko jakiegoś taniego jebniętego syntetycznego polimerowego utwardzanego gówna, co należy czytać jako “zamiennik”, ów gówno jest np. używane przez “biedniejszych” a więc zarabiających 8000-9000 tys euro, Niemców, do budowy podjazdów, parkingów przy” domkach”, podczas gdy u nas robi się z tego drogi… i jak to ma nie pierdolnąć ?
Od razu nasuwa się drugie, diabelnie nurtujące pytanie, po jaki chuj taka robota? Spróbowałem spytać o to samych drogowców, niechętnie, bo niechętnie ale w końcu przyznali, że chodzi o interes. Otóż gdyby wybudować drogę raz, porządnie, z dobrego materiału, przez kolejne 15-20 lat, nie byłoby co robić… ręce mi kurwa opadły i wbiły się w ziemię, wychodząc po chińskiej stronie.
Wracając do historii dziur, bo o niej przecież mówimy, i mojego pierwszego auta, byłego już niestety, “interesy wyższych sfer biznesu”, spowodowały któreś wiosennej soboty, całkowite upierdolenie przedniego zawieszenia, na marginesie dodam że było ono hydropeumatyczne, powodem pośrednim była studzienka kanalizacyjna jakich mnóstwo, a której pierścień, zatopiony w popękanym asfalcie, niczym zad starego holendra, nie wytrzymał nacisku pojazdu i zarwał się.
Patrząc na absurdy polskiego kodeksu drogowego, sprzeczność przepisów, zawirowania egzaminacyjne związane ze swawolą egzaminatorów którzy w prawym fotelu czują się jak Zeus na jebanej chmurce, ceny paliw,, astronomiczne podatki oraz oczywiście stan naszych pięknych polskich dróg, dochodzę do wniosku, że nasze władze, firmy zajmujące się budową i remontem dróg, oraz sama promienista Generalna Dyrekcja Dróg Polskich i Dwóch Autostrad, chcą przyprawić nas o kurewski ból głowy wariant pierwszy, lub wariant drugi chcą dodać nam skrzydeł ? Czemu skrzydeł ? To proste wtedy nasze problemy przejmie wieża kontroli lotów na Okęciu i LOT. W każdym razie, miejmy nadzieję, że nie będą to skrzydła anielskie i że szlag nas nie trafi przed czasem.