Archiwa | Szkoła

Moje przemyślenia na temat.

Źródło: użytkownik

Otóż w 1 wpisie chciałbym poruszyć a chuj  kogo to obchodzi , przejde do sedna BEZ OWIJANIA W BAWEŁNE. Mam 15 lat i zanim nazwiesz mnie “Gimbusem” przeczytaj do końca

Na początek przejdzmy do rządzu RP i to oni odpierdalają

- Reforma emerytalna -kurwa powiedzcie mi czy to normalne zapierdalać do roboty do 67 roku życia.

-Przestażały temat srACTA i SOPA ustawy dotyczącej nie tylko neta ale i GMO (żyzwność genetycznie modyfikowana) i leków ale tego nie zrozumiecie.

- Przystąpienie do Uni-wtedy straciliśmy suwerennośc,czasami myślę że Polska jest “szczurem laboratoryjnym” Uni,gdzie najpierw przystąpiono do podpisania ACTA w jakim kraju INDECT wejdzie jako pierwszy.
- Decyzja sprzedania Usraelowi całego gazu łupkowego za cenę 1% wartości.
i wiele innych

Teraz to co wkurwia mnie najbardziej temat że ta muza jest lepsza.Ja słucham 30 Seconds To Mars (tylko do 2 albumu bo 3 to gówno,w 2003 odszedł Solon i sobie porzadzili odszedł Matt to chuj strzelił dawny styl) Breaking Benjamin(The best  rock band ever),Metallic’y i Rage Against In Machine (w skrócie tyklo Ja i mój kolega nie słuchamy Rapu i tu zaczyna się przypierdalanie do tego co słucham, jakoś tego drugiego się nie przypiedolą) jaki to rock jest nie życiowy a metal (ogólnie)to  satamizm.Po 2 hipokryzja (dla części czytających wyjaśniam mówi że to jest złe a sam to robi) ,raz jeden się przypierdolił że rock jest nie życiowy i słucha rapu ponieważ mówi o życiu (z tym się zgodzie) jak następnego dnia pusciłem mu życiową piosenkę to powiedział “Rap musi mneć nutę” a co kurwa z życiowym tekstem.Co do fanów 30 Seconds To Mars wkurwiają mnie pseudo-fanki (nie mylić z antyfankami) (nie poruszam tematów byłeś na koncertach, Ja nie byłem z 2 powodów brak czasu i kasy) pierdolom o tym że są fankami a słyszały tylko “Closer to the edge” i “This is War”,jak bym pokazał zdjęcia Matt’a Wachtera i Solona Bixlera to by nie wiedzieli kim oni byli (w skrócie słuchaja bo Jared jest jak one to określają “Swit”)
Ciśniemy dalej “Ludzie i społeczeństwo”
- Pierwsza sprawa “Mass media” noż kurwa to jak one robią ludzia wode z mózgu.
Przykład większość mojej klasy “odgrzeje” kotleta” sprawa ACTA tylko ja i mój kolega (nie ten co wie o swiecie tyle co ja) nie wiedzieli nawet o co w tej ustawie chodzi (oprócz cenzury i kontroli neta a GMO i PATENTY to co kurwa) dowiedzieli się na 2 tyg przed podpisaniem, pózniej sprawa  demonstracji która zmieniła się w zamieszki w której brali udziął Kibole i zwolennicy PISu,pożniej sprawa  Madzi która jest ofiarą nie tylko moderstwa ale i ofiarą hien z mass mediów (a więc działa to tak szeł jakieś telewizji dostał wiadomość od Premiera żeby odciągną ludzi od ważnej spawy np podając fikcyjny zamach terrorystyczny,porwanie,ludzie się tym interesują a skurwysyn Tusk podpisuje z a naszymi plecami ważną umowę).Czyli Społeczeństwo które nie myśli robi to za nich mass media .
- Dróga sprawa “wszech obecne używki i sex”.Włanczam tv tam sex otwieram gazetę(nie mama tu na myśli playboya ipt.) tu sex,włanczam internet tu sex.
Tera coś o realiach Polski,Jestem mieszkańcem RP mówię po POLSKU,jestem zajebiście dumny z naszej historii ale boję się przyszłości.Zarobki minimalne 1200 zł z czego większość i dzie na podatki i Zus (Rąd rucha nas jak tanią dziwkę,a nasz rząd rucha Unia,Rosja i USA) i co te skurwole z rządu myślą że  jak będę dorosły to za 1200 zł ubiorę się u Armaniego,zjem w drogiej restauracji i wyprawie  dzieci do szkoły i wyleczę się .

Tera kolej na NFZ autentyczny przypadek,kedyś po zabawie w chowanego u gryzł mnie klescz w jednym szpitalu odprawili mnie z kwitkiem słowami “odział dziecięcy zamknięty” i krąrzyłem z rodzicami po Bytomiu aż przyjeli mnie w Chorzowie
Teraz coś o szkolnictwie.
Kolejne posrane reformy (skracają w liceum ilośc godzin min. z historii (nie będzie prawie nic o PRL co Tusk boi się że młodzi ludzie będą kojażyli go z Edwardem Gomułką czy innymi jego mościami) w miejce tych godzi wejdzie zajebisty przedmiot “Śmiech i płacz” lub “Woda cud natury” zajebiście co nie.Teraz o poziomie IQ moich kolegów jak to jedna z mojek klasy ujeła “mniejszy niż przeterminowany jogurt”(co tu dodać) .O tym co się dzieje w szkołach gimnazjanych to niebęde pisał bo na to nie ma słów,w chuj sprawdzianów,kartkówek i zadań domowych (jak to napisał jeden wykurwowicz “szkoła w domu) powiedzcie mi po chuj snajperowi wiedzieć jakie znaczenie w jednym poemacie mają  niebieskie zasłony w domu tego a tego albo pilotowi wzór na ciepło własćiwę.

Wiecej o szkolę i systemi oświaty w innym wykurwie.

Kategorie: Kumulacja, Ludzie, Nowe, Praca, Szkoła9 Komentarzy

Nauka

Źródło: użytkownik

Ja pierdole, jak mnie wkurwia to co wyprawiają nauczyciele. Nie dość, że na naukę poświęcam dużą część z mojego bezsensownego życia to ci potrafią jeszcze dojebać parę sprawdzianów i pierdolonych zadań długoterminowych. Kurwa, a najgorsze jest to że każdy z nich myśli, że przedmiot jakiego naucza najbardziej przyda mi się w życiu. Myli się i to bardzo, skoro poszedłem na profil językowy to chyba oznacza ,że nie chce zostać żadnym geografem ani chemikiem. Po co mi to skoro nie wiąże z tymi naukami żadnej przyszłości.

Chyba tylko po to ,abym obliczył ile procent zrobionej do porannego śniadania  herbaty stanowi cukier wsypany do kubka. Rozumiem, że jakieś podstawy są mi potrzebne, abym mógł normalnie funkcjonować, ale kurwa bez przesady. Z geografii to już całkowicie baba dojebała, trzydzieści pytań (w tym piętnaście otwartych) dotyczących atmosfery, hydrosfery i jeszcze jakiejś innej jebanej sfery na marne 45 minut, a potem zbiera po 30 i mówi: “Przecież to łatwe”. Nie kurwa nie jest to łatwe, chyba tylko dla takiego “geniusza”  jak pani. Pytanie dotyczące rodzajów chmur całkowicie mnie rozjebało. Dla mnie istnieje jeden rodzaj chmury, a brzmi ona CHMURA. Jak tu się nie wkurwiać na grono pedagogiczne, z którego każdy nauczyciel dba tylko o własny przedmiot i dyktuje pierdolone regułki od których zapamiętywania mózg się lasuje, a potem słyszy się napierdalanie matki i ojca za uchem, że jestem nieukiem bo dostałem dwa z geografii, że kurwa mogę skończyć jak żul pod sklepem. Oczywiście z innych przedmiotów nie obchodzi ich jakie mam oceny, tylko uczepią się najbardziej nieprzydatnej geografii, bo tak i chuj. Nie obchodzi ich to, że zarywam noce na naukę, żyje na pograniczu jawy i snu, przysypiam w tramwaju,ale geografia musi być napisana przynajmniej na cztery, bo tak sobie kurwa umyślili. Dziękuje

Kategorie: System, Szkoła6 Komentarzy

Za rok matura. A tymczasem chujnia pełną gębą

Źródło: użytkownik

Wczoraj przed położeniem się spać nagle sczaiłem, że został mi rok do matury. Świetnie kurwa. Odkryłem ostatnio, jak mało czasu ma uczeń liceum na ogarnięcie materiału do matury. A raczej jak nieudolny jest ten system nauczania.

Po pierwsze: przeładowany program. Tego jest po prostu za dużo, więc nauczyciele albo zapierdalają na szybkiego z materiałem i niewiele z tego zostaje w głowie, albo brną powolutku nudząc i ledwo wyrabiając się przed końcem III klasy.
Po drugie: tracenie czasu na niektórych lekcjach. Zdaję na maturze WoS na poziomie rozszerzonym, a mam tylko JEDNĄ godzinę w tygodniu! Muszę zostawać we wtorki na ósmej lekcyjnej oraz jeździć w soboty na dodatkowe godziny, a to i tak jest mało. Zamiast tego w tygodniu szkolnym mam jakieś biologie, chemie, fizyki. Oczywiście, te przedmioty też muszą być i bynajmniej nie popieram tej nadchodzącej reformy, która liceum ogólnokształcące zamieni na kurs do matury, ale… gdyby te poboczne przedmioty były nauczane w ogarnięty, konkretny sposób. Ale to jest jakaś farsa. Materiału z nauk przyrodniczych i ścisłych (poza matematyką) w zakresie podstawowym jest raczej mało. Nauczyciele mogliby się ogarnąć, przyspieszyć tempo na lekcjach albo w ogóle prowadzić je inaczej niż 3/4 lekcji dyktować jakieś notatki do zeszytu. Te lekcje to pierdolona strata czasu, bo chuja się nauczysz pisząc ze słuchu dwustronicową notatkę w zeszycie. Potem jeszcze jeden sprawdzian na semestr i w sumie nic nie zostało w głowie, a kilkadziesiąt godzin zmarnowane.

A teraz tak ponarzekam trochę bez wskazywania konkretnego winowajcy. Został mi rok.
Historia. Nasza nauczycielka historii i WoSu zarazem jest w sumie dość ogarnięta, ale i tak zastanawiam się, kiedy będę powtarzał całą historię. Po prostu nie ma na to czasu. W tygodniu roboczym wracam ze szkoły, godzinka przed komputerem, potem lekcje i uczenie się do bieżących kartkówek, no i dnia nie ma. W weekendy jeszcze gorzej, bo połowa soboty idzie na te dodatkowe zajęcia i powrót z nich (2,5 h czekam na autobus!), a resztę dnia trzeba przeznaczyć na uczenie się do sprawdzianów i komputer. W niedzielę pośpię do 10-11, potem muszę iść do kościółka, żeby uniknąć gniewu rodzicielki, i jak wrócę i zjem obiad to jest 14. Znowu pół dnia zabrało niewiadomo gdzie. Wakacje? W wakacje z kolei muszę pomagać Staremu. Ten jebaniec za najważniejszy element mojej edukacji uważa nie wchłanianie materiału do matury, ale PRACĘ FIZYCZNĄ. Ciekawe na jaki chuj mi tyle pracować fizycznie. Czego ma mnie nauczyć rąbanie drewna siekierą, sprzątanie liści czy wynoszenie popiołu. Jak nie pomagam Staremu to z kolei chciałbym trochę posiedzieć przed kompem. Albo spotkać się z kolegami. Albo książki poczytać.

WoS. Tutaj niby materiału jest niezbyt dużo, ale przeraża mnie praca pisemna. 20 punktów to nie byle co. Dostanę zjebany temat i wynik z matury może znaczenie spaść.

Angielski rozszerzony. Mieszkam na wsi i jestem biedny, więc na dodatkowe zajęcia czy korepetycje nie mam co liczyć. Najlepsze jednak jest to, że jak będzie część ustna, to ze stresu zapomnę połowy słownictwa no i fatalnie zaprezentuję się przed komisją, mamrocząc cichym, przestraszonym głosem kolejne wyrazy.

Polski. W sumie lubię ten przedmiot i od zawsze chciałem go zdawać na rozszerzeniu, ale ostatnio zwątpiłem w to. Tu największym wyzwaniem będzie zapewne wstrzelenie się w klucz. Na egzaminie gimnazjalnym na 15 punktów możliwych do zdobycia za rozprawkę, zdobyłem 7. Dodam tylko, że zawsze dostawałem za rozprawki 4+ lub 5.

No i faworyt: matma. Kuuuurwa. Najgorsze w matematyce jest to, że jej nauka to budowanie wielkiego gmachu, i jeżeli masz jakieś zaległości u podstaw i czegoś zapomniałeś, to cały budynek może się zawalić. Sęk w tym, że ciężko takie ukryte wady i niebezpieczeństwa wykryć, a jak już wykryjesz, to często… nie ma gdzie zajrzeć, żeby sobie to przypomnieć. Np. ja zapomniałem ile to jest sin 120 stopni i teraz to rzuca cień na moje rozumienie planimterii, i muszę się cofnąć do książki z pierwszej klasy. Poza tym, nie mam głowy do tego. Na myśl o jebaniu dziesiątek zadań robi mi się niedobrze. Zrobię najwyżej parę testów. Pamiętam, że na gimnazjalnym za wykorzystanie wiedzy matematycznej w praktyce zdobyłem 3/8 pkt. Czyli jestem chyba debilem. Kurwa, znam podstawy matematyki. Umiem przeliczyć pieniądze w sklepie, obliczyć procent, ułożyć proste równanie, znam twierdzenie Pitagorasa. Nigdy nie użyję w dorosłym życiu równania kwadratowego, nie będę rozkładał wielomianów na czynniki ani udowadniał, że jeżeli kąt alfa = 60 to odcinek BM jest równy MN. A przez takie rzeczy mogę zdobyć z podstawy 50 % i wstyd nie będzie tu bynajmniej największym problemem.

Nie uczestniczę w żadnych aktywnościach pozaszkolnych, nie mam zbyt rozbudowanego życia towarzyskiego, nic. A i tak praktycznie jedyny czas, kiedy mogę się pouczyć do matury, to wakacje. A i wtedy muszę męczyć się z takimi głupotami… muszę planować, kiedy skorzystam z komputera, i to tak, aby mój brat też zdążył skorzystać. Pamiętacie, że wolno mi grać tylko 2 razy dziennie po 2 godziny? Braciszek tak samo, więc np. wstaję rano i kminię tak: od 11 do 13 pogram sobie, potem muszę mu oddać, potem jak on skończy (14-16), to zaraz MUSZĘ siadać ja (16-18), żeby po mnie jeszcze on zdążył przed 21 znów 2 godzinki wyrobić (18-20). Obłęd, a wszystko przez te głupie limity nałożone przez moich Starych. Chyba będę musiał zrezygnować z tego chorego systemu i będę używał kompa raz rano i raz na sam wieczór, żeby chociaż w środku dnia mieć parę wolnych godzin do rozdysponowania.

Gdyby chociaż moje życie osobiste było ogarnięte. Ale gdzie tam. W ostatnim miesiącu zaliczyłem epizod depresyjny z myślami samobójczymi i dojmującym poczuciem pustki. Po świętach zaczynam psychoterapię. Razem z psychologiem i ojcem próbujemy jakoś ogarnąć domowe konflikty. Wciąż nie mam jebanych ubrań. W spodniach rozpierdolił mi się zamek błyskawiczny. Czy to kogoś obchodzi? Dalej muszę w nich chodzić i co chwila podciągać w górę rozjeżdżające się brzegi zamka. Drugie spodnie niedługo pękną, a gdy siadam, to nogawki podjeżdżają powyżej kostek. Mam 3 bluzy, jedną koszulę i granatowy sweter. Gdy pojawia się okazja w stylu “Ubierzcie się ładnie, ale nie w garnitur”, to zwyczajnie nie mam czego na siebie założyć. A propos garnituru, to Starzy kupili mi go w 3 gimnazjum przed egzaminem i nie wiem, czy w ogóle mają zamiar kupić mi kolejny przed studniówką czy też maturą. A przecież marynarka już za ciasna, rękawy koszuli wystają na parę centymetrów, spodnie też uwierają… Własnych pieniędzy mam 50 złotych na miesiąc, więc o kupowaniu ubrań na własną rękę nie ma nawet co wspominać. Przez pierwszą i drugą klasę niestety trochę urosłem… poza tym jestem niewymiarowy – mam krótkie ręce po moim Starym, nogi dłuższe od tułowia, duży łeb, wielkie dłonie a chude ręce…
Dalej mam śmieszne wyniki. Wzrost 174, masa 55 kg. Może coś doradzicie, wykurwowe koksy? :D Tylko od razu mówię, że o siłowni nie ma co marzyć, ale mam hantle 4 kg. No i mogę pompki robić, w I kl. robiłem po 50-60 dziennie, teraz mi się znudziło. Tylko wpierdalam dużo mięsa.

Do tego od roku zakochałem się w dziewczynie, która raz że mało do mnie pasuje, dwa że mnie czasami po prostu wkurwia, to jeszcze niespecjalnie się mną interesuje.

I to tyle na razie. Dawno mnie tu nie było. Tylko proszę bez jakichś ogólnikowych rad. Najlepiej w ogóle bez rad; chyba że na temat zwiększania masy i mięśni domowymi sposobami, albo na temat zarządzania czasem.

Kategorie: Kumulacja, Ludzie, SzkołaKomentowanie nie jest możliwe

Upadłem

Źródło: www.google.com/images

Tak … Upadłem… Nie wiem jak bardzo wam się musi nudzić że to czytacie, a czytacie opowieść kolejnego gimbusa, który przegrał ze społeczeństwem. Więc na wstępie odradzam krytycznym antygimbusom tego czytać.

Wszystko zaczęło się lata temu. Powiem o sobie, że jestem inny ( chociaż każdy w moim wieku to sobie wmawia ). Ze mną jest jednak inaczej. Wychowany na przedmieściach bez żadnych rówieśników dzieciak po prostu nie przyzwyczaił się do innych ludzi i stał się małym egoistą. Słyszę to teraz po latach non-stop. W ciągu roku straciłem wszystkich mi bliskich ludzi. Już się zraziliście do czytania ? … pewnie tak, ale co tam … napiszę dalej
Zamiast się zmienić, zacząłem bardziej się utwierdzać w swoim przekonaniu o lepszości. Do którego z resztą mam solidne podstawy. Obserwując przeciętnych ludzi w moim wieku zawsze mam jakieś opory poznawać nowych ludzi bo wiem ze jak dowiedzą się ile mam lat, skojarzą mnie z tą beztroską bawiącą się gromadką dzieci i znajomość skończy się na samym jej początku. Mam opory żeby wychodzić z domu bo wiem że nie ma takich jak ja poza nim.

Teraz dokładnie 13-04-2012 czyli w piątek trzynastego… ruiny mojego życia zostały zniszczone.Straciłem już chyba ostatnich znajomych jakich miałem . W szkole wołają do mnie szatan ( z powodu gustów muzycznych ) albo jak przechodzę- drą się “mrooook” to jest wszystko masakryczne. Tak więc to bycie chłopcem z przedmieść pogrzebało mnie na dobre… Myślę teraz tylko jak sie odgrywać wszystkim wrogom … ale nie dość że jest ich zbyt wielu to jeszcze nie mam jak … Jedyną metodą byłby chyba solidny wpierdol …

a z resztą w dupie … nie wiem po co to napisałem … ale chuj … chcecie to czytajcie

Ide spać

Kategorie: Ludzie, Pozostałe, Szkoła8 Komentarzy

Podstawówka, czyli dobry dzieciak tyra za dwóch

Źródło: użytkownik

Tak kurwa! Mój pierwszy wykurw, a mam na co się kurwa wykurwiać. Nie wiem od czego zacząć. Innymi słowy – jebać to.

Zacznę od tych pierdolonych zmarnowanych 7 lat w podstawówce. Przyznam, że nie miałem kurwa łatwo, ani kurwa nikt inny, nauczyciele, starzy, itp i chuj. Zwykła trutka na szczury, którą nam, uczniom, podawano bez opamiętania. Nie mniej jednak, miałem swój powód na wkurwianie się, bo większość mi dokuczała, znęcała się nade mną, a miewałem cięższe chwile, że nikt nie chciał mi pomóc, a miałem do wielu osób zaufanie. I pierdolone sukcesy, które przybierające kolor i postać gówna. Są także wątki spoza szkoły, ale idealnie związane ze szkołą (m.in. moi starzy). A także, dlaczego nie powinno się puszczać dzieci w wieku 6 lat do pierwszej klasy. Wszystko w częściach, pierdolę ciągły referat.

nauczyciele (właściwie nauczycielki) – Zgroza. No ja pierdolę, tam była taka jednostronność, że żal dupę ściska, najlepiej głaskać pupilkowi po głowie, niż zajmować się prawdziwymi sprawami, nieraz trudnymi. Pozostali uczniowie, nawet na lekcji, dopuszczali się karygodnych zachowań typu wyzwiska, rzucania papierkami i pierdolenie na mój temat, że ja i mój kolega jesteśmy zjebani. I co kurwa? Nauczycielkom to odpowiadało. Wychowawczynia była przeciwko mnie zawsze, a na zebraniach pierdoliła kłamstwa na mój temat, że ja tego i tamtego, że to ja nad każdym się znęcam, a tylko po to tak mówiła, by konkretnie spieprzyć moje życie. Gówno prawda. Szukałem oparcia we wszystkim, gdzie się dało, ale czy nikt nie był w stanie mnie zrozumieć? Nie kurwa, każdy chował banię w piach. Tak było przez prawie całą podstawówkę. Nie daruję nauczycielkom i wkurwiają mnie szczególnie takie z podstawówki. One zawsze mają taką przewagę, że dziecko jest małe, że jest pewnik, że to dziecko zmyśla, a wiadomo, że takie założenie jest bezpodstawne. Na przykład na zebraniu matka mówi tak:

matka: proszę pani, na wstępie chciałabym powiedzieć, że moje dziecko wróciło z lekcji do domu pobite, ma siniaki na ramieniu, sine pod okiem, złamany nos i rękę (wyciąga zdjęcia). No proszę zobaczyć, prosto z wf-u przyszło do mnie z płaczem. Skarży się, że pan od wf-u “A” nic nie robi, nie zwraca na to uwagi a pani się chwali, że to taka zdolna klasa. Mój syn jest zdolny, nic nie zrobiło złego. Co pani na to? Skarży się na bóle brzucha, na wf-ie został pobity. Ja tego synowi nie zrobiłam! I jeszcze mówi, że mu wiecznie dokuczają, grożą. Tylko niech pani nie udaje, że tego pani nie widzi.

Nie robiąc referatu z tego: Pierwsza mówi, że dziecko zmyśla, druga – że nic nie było, trzecia – usilnie trzyma się programu zebrania, chcąc matce zawracać głowę kartką z ocenami (a wiadomo, z ocenami różnie bywa), czwarta – że to dziecko sprowokowało, zaś piąta – że to dziecko same zrobiło. Nie miałem oparcia w nauczycielach, nieraz płakałem nie tylko przez nich (nie jestem sztywniakiem bez uczuć). Także przez to, jaki teraz jestem, jaką mam rodzinę i jak to wygląda na moją niekorzyść. Nauczyciele tak kłamali, że mi rodzice nie wierzą do teraz, że to wszystko moja wina. Pokurwieni chuje, ja im kurwa dam prezenty i miłe słóweczka. Na inne przypadki mogliby inaczej postąpić, w moim przypadku nikt nie chciał reagować kurwa jebana mać. “Złość piękności szkodzi” – tak kiedyś jedna belferka mi mówiła, ale jak tu się nie wkurwić, skoro byłem w tak spierdolonej sytuacji, a się ignoruje niewygodnych tematów. Ironia nie na miejscu, gdybym był dyrektorem, wypierdoliłbym ją tam, gdzie pingwiny na biegunie. I jeszcze ten język, na siłe zdrabniany (między innymi: szlaczki, szybciutko, zakończenie zdania słowem “tak?”), że szlag mnie trafia. Kiedyś dużo nauczycielek miały szacunek do uczniów, a teraz co? Ignorancja większa nie ze strony uczniów, tylko z tej belfrowskiej strony. Obecnie mam pisać pierdoloną maturę, ale o tym nie w tym wpisie. Ale do podstawówki nigdy tam nie wrócę, mimo iż jestem absolwentem tej pierdolnicy, i tam nigdy nie poślę moich dzieciaków, jeśli w ogóle będę miał. A co do nauczycieli, to pełnią oni funkcję trzeciego rodzica, wymyśloną matkę, która rujnuje więzi rodzinne, lub częściej, je zniekształca, że rodzina staje się tylko grupą, jak klasa, a nie wspierającymi się nawzajem osobami. Poza tym, wychowawczynia, od religii, to kurwa pojechała raz po mnie tylko dlatego, że przyszedłem wcześniej do szkoły. Ta sama, kiedy opowiedziałem jej o moich problemach, to nieraz po chuja w twarz się śmiała. Jakich mamy kurwa nauczycieli, to wiecie sami. I niech kurwa likwidują szkoły, bo to nasz rząd i samorządy potrafią najlepiej, może będzie i z korzyścią dla nas, uczniów, którym usilnie wpaja się tę szarość koloru gówna, a i pozwalnia się część nauczycielek. Dalej co jeszcze? Że jak próbowałem dmuchać balona w pierwszej klasie, co przychodziło mi wtedy z trudem, to jak mi ten balon raz wybuchł, to ta wychowawczynia tak się wkurwiła, że mnie siłą zaprowadziła do sali samemu, bo myślała, że to zrobiłem specjalnie. A raz, kazała mi czytać, gdy inni hałasowali lub przepytywała mnie z mam wyjebane z czego z matmy, pewno odejmowania i dodawania, ale chuj, też w hałasie. Debilizm, okres z lat 1999-2006 nadal się utrzymuje. Najlepiej żeby nie było edukacji, samoedukacja jest lepsza, bo dzięki samouctwu człowiek lepiej się rozwija.

Organizacja – żadna. Godzina rozpoczęcia jakieś tam uroczystości, chuj wie, 09:00. Faktyczny start: 09:10. Wycieczki: przepychy w tramwaju, nudne, nieciekawe, a najgorsze, że starzy wkładają w to swój udział. Dowiedziałem się w szkole, że Św. Mikołaj to konserwator, ale chuj.

pedagog – to jest dopiero larwa. Co to za debilka, która wmawia mi historie wyssane z palca, mające mnie kurwa “okrzesać”? Że to niby dziewczynka wyssana z palca cierpi? Przez nią i tą wychowawczynię miałem przejebane u starych, a na dodatek na chuja wzywali starych. Nie znali sprawy, każdy robił co chciał, a ze mną mogli wszystko. Całe to grono pedagogiczne składa się z co najmniej 30% debilek, chcących truć ludziom życie.

zebrania – to oczywiste, nauczyciel może wszystko, a dziecko nic kurwa nie może, bo jest małe, a dla dorosłych nieistotne.
rówieśnicy – powiedziałem wcześniej, miałem może z jednego lub dwóch kolegów/koleżanek, którym chętnie dawałem jeść i pić, bo byli biedni, ale agresorów było więcej. Ci drudzy raz czy dwa mnie pobili, na wf-ie rozrzucali ubrania, kopali gdzie się dało. Jak wspomniałem, wszystkich to jebało, byle mieć solidny tyłek i dużo kasy. Dzięki nim, starym i belfrom jestem osobą skrytą, nieśmiałą. Do tego stopnia, że jest mi wstyd. Raz chcę płakać, raz się wkurwiać. I nie jestem jakimś prawdziwym mężczyzną pod postacią sztywniaka, który tylko rozkazuje, nienawidzi i robi co chcę. Wolę rozmawiać i pomagać, a nie się bić. Mam serce, któremu 90% społeczeństwa brakuje. A dziewczyny? Prawie plastik, podniety bez powodu. W jednej się podkochiwałem, i co? Przeliczyłem się, bo była z innym. I jeszcze ta byle mania na karteczki z kreskówki dla dzieci i Tokio Hotel. Emo i plastik zaczynał się rozrastać. Kurwa, nie szło wytrzymać… Elita miała wszystko: komórki z javą, kasę, chłopaków/dziewczyny, a mi nic z tych rzeczy. Że każdy potem mówi do mnie cześć, niby przyjaciel, a tak naprawdę to nieznany tobie chuj z pierdolnikiem w ręku, który
chce cię ośmieszyć, nagrać, a twoje zdanie się nie liczy, a potem mówią o tobie same brednie, że idzie się załamać. A potem o mnie dissy w internecie, że jestem kurwą, pedałem, i inne. Nie ma sprawiedliwości w szkole, ja pierdole.
starzy – nie wierzyli mi, nie wierzą i wierzyć nie będą. Zawsze po stronie obcych, a swoje dzieci się odrzuca. Dostajesz słabą ocenę, nawet czwórkę, to już ich morda zaczyna kłapać, że skończę jak chuligani i bandyci. Frajerzy, skurwiele. Im się nie podobało to, że dostaję trójki czy czwórki, a sam bałem się ich zawieść. A kurwa mogłem, to może nawet z rówieśnikami byłoby zajebiście. Żadnego dobrego słowa o nich nie powiem, bo pierdolenie o pojedynczych zasługach to jak chwalenie rządu za jedną nieistotną rzecz spośród tysiąca przykrych, powodujących, że się rzygać chce. Tylko kontrolowali to, czy mam zapakowane, jakie mam oceny, odrabianie lekcji z matką, kurwa pierdolona mać, a tak nie chciałem. A raz, jak z religii dostałem minusa moja stara mówiła tak: “przez ciebie straciłam ze swojego życia 10 lat!!!”. Psychiczna jest, taka motywacja do nauki. Nikt mi nie pomagał, tylko krzyki w moim kierunku, groźby uderzeń pasem. Belfer w twoim domu kurwa. Od rodzeństwa nie miałem łatwo, ale czy ktoś z rodzeństwem w dzieciństwie miał łatwo? Z domu rodzinnego wynoszę tylko nieśmiałość, a o rodzinie nie tutaj.

z lekcji:
polak – gramatyka ok. Literatura – to zależy. Od klas 1-3 czytałem takie bzdury, głupoty, pierdoły pisane przez belfrów w ich języku – sztywnym, niezrozumiałym, dokładnie w taki sposób, aby przy czytaniu ze zrozumieniem każdemu uczniowi napierdalał łeb. Czytanka – jeny, co to za słowo, ja pierdole. Mnie nie podnieca to, że pies sobie gada, czy coś, bo to jest bzdura, a innych może to śmieszyć. Od klas 4 do 6 było spoko, lektury raczej też, ale nie szło czytać. Nie narzekałem na ogół. Niestety, najbardziej pamiętam jeden incydent, że mi belferka wpisała “brak pracy domowej”, kiedy wcześniej w szkole nie było lub kiedy nie zadawała, a to świadczy tylko o tym, jaka to była ignorantka. A kiedy inni gadali, to zadawała takie zadanie, by 50 razy napisać jedno zdanie w zeszycie. Belferka sprawdzała i dobrze oceniała nawet, gdy było z 30. Pedagodzy kurwa… na lewych papierach…
angol – prowadziła go taka belferka, która wygraża gwizdkiem i potrafi się wkurwić i być zajebiście wkurwiająca. Nie umiała tłumaczyć, tylko gwizdek pamiętam. Nuda, brak zasobów słownictwa, ciągłe powtarzanie i śpiewanie czegoś, co męczy, niż uczy. A raz na przerwia, kiedy dwie osoby mi dokuczały i biły, ona siłą wciągnęła mnie do sali i zamknęła na resztę przerwy. To kurwa prawda, że niewiarygodne, ale prawdziwe. Wy nawet nie wiecie, jak może się czuć dziecko, kiedy taki nauczyciel prowadzi zajęcia.
niemiec – nic konkretnego, pamięciówka, ale też się czytało i śpiewało, że to kurwa męczyło.
matma – to było fajne, ale nauczycielka od tego mnie raczej nie lubiła (i kurwa fajnie!), bo lubiła te kujonki znad przeciwka (które udawały, że mnie lubiły).
hista – lekcje były bardzo ciekawe, może facet mulił, ale nic do niego nie mam. W 4 klasie historia ogólnie, w 5-6 wkurwiało mnie miesięczne napierdalanie o Grecji. Co to kurwa mać ma wspólnego z Polską? Taki belfer powie, że Unia Europejska, że podstawy kultury. Ja jestem Polakiem, Słowianem, który chce znać historię Polski na maxa, co mnie Grecja kurwa interesuje. Średnio kartkówki, ale pytania często były niezrozumiałe.
gegra – zjebanie na full. Wieczne kartkówki, nauczycielki uczyć nie umiała, a z wrzeszczenie 6 by ode mnie otrzymała. Miałem tu najgorsze oceny, ale nie przejmowałem się tym aż tak. Najgorsze było z oznaczaniem długości geograficznej, że wyszło na to, że żadna odpowiedź jest nieprawidłowa.
biola – kolejne zjebanie. Nauczycielka jest bezbarwna, normalnie robot. Często też były kartkówki i wygrażanie jedynką za brak pracy domowej, a tej było dużo.
fiza – nic nie pamiętam, nuda. Teoria bez wzorów…
plastyka i ogólnie samo malowanie – to było popierdolone, droga na skróty do piątki. Klasy młodsze co drugie zadanie mają, by pokolorać to, tamto, sramto, że kurwa to było bez sens. Zdolności mogę rozwijać, ale to mnie nie robi. W tej dziedzinie artystą nie będę. Malowanie tła było wkurwiające, męczyć się z godzinę nad byle czym, kurwa.
muza – jak się nie uczy o prawdziwej historii muzyki z XX i XXI roku, a daje się po pierwsze do nauczenie kurwa, kto był ten i tamten kompozytor, a po drugie jakieś zmyślańskie piosenki, że aż wstyd śpiewać. Nikt kurwa nie lubi takich gówien śpiewać (chociaż z drugiej strony, chyba w przyszłości nikt nie zmusi dzieci do śpiewania piosenek POPierdolonych dziewczynek, wiecznie puszczanych w eter, że to jest niby zajebiste, bo jeśli tak, to to już będzie jezda, że automatycznie dzieci staną się plastikiem prosto z surowców wtórnych, ale chuj z tym)
wf – porażka. Bieg dookoła boiska, rozgrzewka, gra w piłę/palanta/kosza/siatkę. Nudy. Przed i po lekcji bałem się do szatni wejść, powiedziałem czemu.
godzina – nudy
religia – całe dzieje ze Starego i Nowego Testamentu, nawiązywanie do świąt, papieża. Wszystko fajnie, ale nie kupowałem tego.
informatyka – działania na dyskietkach i na wordzie. Ale nikomu to nie potrzebne, przejebana sprawa, nic nie daje. Czy gdzieś jeszcze w 2012 produkują i sprzedają dyskietki?

“wychowanie” do życia w rodzinie – bez sensu, bez seksu, nieprzydatne, gówniane. Tylko opis ciała i nic więcej, totalnego pierdolca można było dostać… A powinno być przygotowanie do życia w rodzinie

technika – pismo techniczne, plany. Bzdury totalne…

szatnia (kurtki) – chore. Pojebane i beznadziejne. Tylko tamtym kobietom w ryj dać. Po pierwsze, zakazały uczniom iść tam, gdzie uczniowie chcieli iść. Co to kurwa za różnica, że pójdę tam, a nie od szatni strony. Poza tym, ta szatniarka, jebana PRLowska chujka, kiedy się przebierałem, to ona mi jebnęła “STRESZCZAJ SIĘ!”. Tak się nie odnosi do uczniów. Chuj jej to obchodziło.

reszta:
nauka – nie żebym był kujonem, zdobywałem z przerwami czerwone paski, które są gówna warte. Wiedza się przydaje. Czerwone paski są nieistotne, tylko symbol. Na chuja taka walka o oceny, skoro nic ci to nie daje?
sprawdziany – wtłaczanie nawet 5 kartkówek w jednym dniu. Dekiel napierdala przez ten cały dzień, że się nie da ogarnąć…
wstawanie – ta, każdy nauczyciel chce, byś o tej i o tej godzinie przyszedł do szkoły. Zawsze jesteś zmęczony i tak wkurwiony, że sen jest cenniejszy od tych wszystkich szlaczków nieprzypominających litery. Chcą cię wycisnąć z 300% normy, niczym PRL.
prace domowe – czyli szkoła w twoim domu. Wkurwiająca jest nie tylko to, że było jej dużo. Wkurwiające najbardziej było to, że jak jej nie masz, to wyróżniającym czerwonym ci pisze brak pracy, i inne, bo nawet, jak przerzucisz kartkę w zeszycie, to też będzie widać, i możesz na bank u rodziców mieć przejebane. Nawet stemple z napisami “wspaniale” lub “pracuj więcej”, były czerwone. Uprzedzony jestem do czerwonego, że aż to wkurwia (jak czerwone światło, kiedy chcesz na tramwaj).

Obiady – nie  chodziłem, raz tam byłem, to było spoko, ale jedzenie było średnie…

Z relacji moich młodszych kolegów mówili, że przez kamery (ja ucząc się tam, w latach 1999-2006, nie miałem kamer, jeszcze), że raz było zebranie, gdzie puszczano filmy z kamer, które miały być zbieraniną haków na uczniów. Nauczyciele, nowi, ale bardziej surowi, nie do wytrzymania. I się kurwa ludzie dziwią, czemu chuligaństwo się szerzy. Bo do kurwy nędzy takie mamy szkolnictwo i nauczyciali. I starych, którzy przez szkołę coraz bardziej nienawistnie podchodzą do dzieci z nadzieją, że kiedykolwiek, według nich, wydorośleją (a tak naprawdę, słowo wydorośleją w znaczeniu: będę taki, jak moi starzy, pierdolił, rozkazywał, groził). Niedoczekanie kurwa. Jebać ich. Tam w szkole jest teraz więcej absurdów niż było. Na dodatek raz klasa była zmuszona napisać odbywający się konkurs, by z tego były oceny. Kurwa jego pierdolona mać, tak się motywuje do nauki, co? A na wf-ie, tępy gościu mówi: “proszę pana, zbieram na czerwony pasek, mogę dostać chociaż 5 z wf-u?”. A ten nauczyciel się godzi podwyższać sztywnemu kujonowi wypaczoną ocenę. Absurd goni absurd, młodsi też nie wspominają dobrze szkoły.

Dlatego też, jeśli na wykurwie czytają jacyś rodzice dzieci 6-letnie i młodsze, uprzedzam, bez wulgaryzmów: nie skracajcie mu dzieciństwa. Oto powody:

- Poziom edukacji i nauczycieli jest mizerny, praktycznie żaden. Że według nauczycieli najlepiej krzyczeć na takie dziecko, które jest wrażliwe i bezbronne. Nauczyciel bywa przecież stronniczy, prawda? Nigdy się nie dowiecie, która nauczycielka będzie prowadziła zajęcia. Może być i młoda, fajna, motywująca do działania i nauki, jak i może być wychowana w duchu PRLu stara, rozkazująca i robiąca wszystko kobieta, u której na pewno wy nie chcieliście się uczyć przez kilkanaście lat nauki. Nie macie gwarancji, że takie nauczycielki będzie przygotowane.

- Podręczniki obecnie są piekielnie drogie, a musicie płacić podatki, rachunki za wodę, gaz i ogrzewanie, czynsz, wyżywić się, mieć się w co ubrać, ogrzać się, a nawet zapewnić rozrywkę. Niemal wszystko drożeje, płaca minimalna netto wynosi z 1100 złotych, a jak w banku poprosicie o pożyczkę, nie wydostaniecie się tak łatwo z tej domowej dziury budżetowej. Może i za rok byłoby tak samo, może i gorzej, ale chcę uświadomić wam, że nie należy też puszczać dziecka do szkoły na siłę i w związku z tym nie kupujcie książek, no chyba, że jest ryzyko,  że ich cena wzrośnie, ale i tak może się lista książek zmienić. To, czym karmi nas telewizja, to brednie, że według nich niby każdy żyje jak sztuczna gwiazdeczka polskiego popu, za którymi w większości gardzę. A tak nie jest, bo więcej jest biedaków, żyjących za głodowe pieniądze, niż ta cała elita, lansująca się czymś drogim. A Polska nie jest zieloną wyspą. Nie jest nawet czerwoną wyspą. Ta gospodarcza wyspa o nazwie Polska tonie, dlatego róbcie wszystko, żeby się jakoś utrzymać. Wszystko, oprócz kredytów w banku. A jeśli nawet zarabiacie dużo, dobrze wam się żyje, to i tak tego dziecka nie posyłajcie – nic na siłę.

- Takie dziecko woli się bawić na dworze, niż męczyć się w jednej sali bez przerwy nawet na przerwach. Jak rozmawiałem z jednym z trzecioklasistów, który jest bratem mojego kolegi mającego 14 lat, to on powiedział, że ta jego pani zakazała klasie wyjść na dwór, bo nie. Tak odpowiada nauczycielka uczniowi. Może też nawet zmyślać, byleby dały jej spokój. A przecież wiadomo, że jak dziecko się nie dotleni, to nie będzie miało tyle siły, prawda? A na dwór jest więcej czasu w weekend, niż w poniedziałki, wtorki, środy i czwartki.

- Ciężar w plecaku. Zanim wprowadzą te e-podręczniki, minie bardzo dużo czasu. Niby mają wyprostować plecy, a to tylko obciążenie dla całego organizmu. Sześciolatek to nie jest jakiś siłacz.

- Klimat. Musicie przyjąć do wiadomości, że także uczniowie starsi zaczynają pić, palić i ćpać. W coraz młodszym wieku. Zawsze odwoźcie w miarę możliwości dziecko do szkoły, a jeśli nie, to niech w świetlicy zostaje, niech na was czeka. Ale lepiej wychowajcie go na odważnego, pewnego siebie obywatela, który niczego się nie boi. Lękliwe i wrażliwe dziecko ciężko nie może znieść wyszydzenia. No ale chwileczkę, dziecko, które nie zwraca uwagi na szydercze i wulgarne epitety pod jego adresem, nie może się godzić na takie traktowanie, bo zaraz potraktują go jako zabawkę, która można popychać i robić z nim, co się tylko tym gnojkom podoba. Dziecko, które już się uczy, powinien mówić wam prawdę, co i jak. A jak to, co złe, potraktuje z przymrużeniem oka, właściwie takie, które nie zwraca na to uwagi, to wyrośnie na takiego ignoranta, który nie będzie zwracał uwagi na problemy innych, na zły stan dróg, itp.. A potem ludzie mówią, że nic nie robią.

- Jeśli takie dziecko chce jednak iść do szkoły, porozmawiajcie z nim, co i jak. Wiem, że wam zależy na tym, by dziecko się nie bało, ale nie możecie okłamywać dziecka, jeśli już, to tylko dla jego dobra i nie godzące w jego godność. Jeśli macie starsze dzieci, to opowiedzcie, jak tam miały. Ale to starsze dziecko nie może o tym mówić waszemu 6-letniemu dziecku, bo może kręcić. Jednak nie zmuszajcie dziecka, by poszło w tak młodym wieku do szkoły. Dzieciństwo to piękny okres, wy też byliście dziećmi.

- Nie kierujcie się tym, co mówią media OGÓLNIE o dzieciach, bo w ten sposób plami się ich godność i się je szkaluje, nie wiedząc nawet jakie są. Kierujcie się tym, co dzieje się w szkole oraz jakie opinie o nauczycielu mają uczniowie. W mediach zawsze powiedzą (najczęściej kujonki), że jest super i fajny. Nie wierzcie mediom. Odwiedzajcie potencjalne szkoły, nawet niekoniecznie przy dniach otwartych. Patrzcie na okolicę i zróbcie wszystko, by w szkole było bezpieczniej. A wiadomo, że takie kampanie społeczne maskują to, co w szkole się dzieje. Puste słowa, nic więcej. Tutaj jest tylko wasza, czyli rodziców, inicjatywa, a nauczyciele często takie złe zachowania ignorują, bo myślą, że jak takie plakaty z akcji np. “jakaś tam szkoła” są wywieszane, to nagle wszystko się ułoży. Brednie, bo pieniądze ważniejsze, a dzieciom takie pieniądze by się przydały bardziej.

- Nasilone kontrolowanie. Nauczyciele mówią, że kamery są dla bezpieczeństwa uczniów, a nauczyciele z zapisami z kamer mogą robić co tylko im się spodoba, a wcześniej o tym wspominałem. Nawet szukanie haków na niewygodnych dla nich osób, byleby tylko dziecku zmarnować życie. Kamery się przydadzą, ale tylko jeśli ktoś popełnia przestępstwo. Ukryta inwigilacja, czyż nie? Nawet dzieciaków nie wpuszcza się na zebrania, bo nie. Nauczyciel zawsze ma taki powód. I jeszcze e-dzienniki, librusy… Nie korzystajcie z tego, bo to leży w interesie nauczycieli, by usilnie stworzyć dziecko jako zdalnie sterowanego robota. A przez to takie dziecko się zbuntuje i będzie nienawidziło każdego, a zajmie się ćpaniem, alkoholizmem… Takie dziecko będzie się staczać od najmłodszych lat, a na pewno tego nie chcecie. I pamiętajcie: oceny z zachowania często są wypaczone, a wręcz niepotrzebne.

- Bierzcie pod uwagę to, jak zachowuje się dziecko, pamiętajcie o każdym za i przeciw.

Ogólnie mówiąc: siedmiolatek lepiej zniesie szkołę, niż sześciolatek.

Zapomniałbym jeszcze: egzaminy. Te były proste, ale jak się daje takie łatwe egzaminy trzecioklasistom, to lepiej ich w ogóle nie dawać. Nie miałem egzaminu na koniec trzeciej klasy podstawówki, i nikt nikogo z tego nie rozliczy. A na koniec podstawówki? Na bal nie poszedłem, bo po co, tańczyć z nauczycielką nie chciałem… Nawiasem mówiąc, egzamin łatwy, ale nieistotny na wybór gimnazjum, mogłem nie pójść na egzamin i powiedzieć: pierdole to!

A co do tych wszystkich geniuszy z podstawówki… 90% z nich nie wyjdzie na ludzi, tylko się stoczy na dno, bo myślą, że zrobili wszystko, że są dorośli. Walczy się dalej, są studia, praca. Nie ogarniam całego tego gówna z pracą i nauką, stąd też napierdalam do przodu. Paradoks, ale tak musi być, a jeśli nie wiesz co dalej, sraj na to. Do przodu i chuj, jakoś to będzie.

Może powiecie, że to wszystko niewiarygodne. Niestety, ja to wszystko pamiętam, nie będę udawał, że zapomnę. I tak każdy musi przez to przejść. Ale to już od dziecka zależy, jak to zrobi. Ja, mając 19 lat, współczuję każdemu uczniowi podstawówki, którzy muszą męczyć się z tym samym burdelem. Mam głęboką nadzieję, że rodzice, niezależni i niezmanipulowani, dla dobra i woli dziecka, będą robić wszystko, by było fajnie dziecku i żeby było szczęśliwe, a nie wulgarne, chamskie i nałogowe, czy też zakompleksione na swoim punkcie i wiecznie smutne. Szkoła, czyli chujnia z grzybnią. Łatwo nie będzie dla dzieci, ale to rodzice muszą bardziej się starać od nauczycieli, bo oni lepiej uczą i tłumaczą, ale to już kwestia gustu i tego, kim są rodzice. A dzieci powinny dostawać więcej kasy od tych nicponiów nauczycieli. By obywatelom żyło się lepiej. Obyście rodzice i dzieci byli sobą i w życiu nie mieli tylko przejebane. Dziecko też człowiek: też ma głos! I przepraszam za ewentualne błędy, maksymalnie się wykurwiłem. Właśnie podstawówki są najbardziej wkurwiające i popierdolone. Chyba…

I jeszcze raz powtarzam: Niech wypierdolą jak najwięcej szkół w Polsce. Ja już kończę szkołę i mam szczęście. Przynajmniej to grono nauczycielskie nie będzie miało jak obraniać swych pensji. I kurwa dobrze, a uczniowie broniących szkół są po prostu tej szkole tak oddani, że stracili część siebie. I ni chuja  Szkoła to prawie PRL – nie daj się wpłynąć, bo tamtych broniących ta szkoła wpłynęła niekorzystnie. Polska bez szkół? Zajebisty pomysł, ale nie przejdzie, niestety, taki świat…

Szkoła powinna być dla nieogarniętych pojebów, a ci ogarnięci mogą pracować, studiować, i tak dalej, ale kurwa sami widzicie

Kategorie: Ludzie, Polityka, Szkoła10 Komentarzy

Jak zostać jeżem?

Źródło: użytkownik

Oczywiście tytuł metaforyczny  krystalizujący “ostatnie słowa” :) Ten akapicik wpierniczam tutaj po napisaniu tego wszystkiego na dole więc stąd ten uśmieszek symbolizujący niejako ulgę po wygarnięciu tego z siebie.

Na wstępie… “Chorujesz? Smutno ci? Umrzyj!”Krwawiąca rana…

Tak bardzo chciałabym napisać co mi leży w tej chwili na sercu, ale jakoś mi ciężko to dobrać w odpowiednie słowa. Ciężko mi przypisać przyczynę tego stanu emocjonalnego w konkretnym wydarzeniu. Raczej skłania się to do bardzo wielu nieznacznych przykrości. Nawet jeśli, któreś z nich są znaczne to czym one są w porównaniu do tego co się dzieje u innych, tak? Rozwalę sobie przez przypadek rękę i rozpierniczę głowę? Kogo to obchodzi? Ludzie tyle gorszych nieszczęść widzą po świecie… nikt ci nie okaże współczucia. Bo czym to jest w porównaniu z kalectwem? … Współczucia? Odnoszę wrażenie, że jest właśnie na odwrót. Zrobisz sobie przez przypadek jakąś krzywdę to się jeszcze na ciebie powydzierają, zwyklinają i zmuszą do jakiejś roboty.  W tym przypadku to nie oczekuję już czegoś takiego jak wsparcie – poradzę sobie sama, ale jak już nie mogą udzielić pomocy to niech mi dadzą spokój, zamiast sprawiania dodatkowego bólu. To, że fizycznie odniosłam uraz to nie znaczy, że potrzebuję dodatkowo psychicznego.

… Już nawet nie oczekuję czegokolwiek. Poradzę sobie jak muszę. Tylko proszę. Niech mnie wtedy dodatkowo nie ranią. Niech nie krzyczą. Niech przestaną szantażować. Niech przestaną mi zabierać to co mam. Niech nie krzywdzą wtedy gdy jestem najsłabsza. Już wolę żeby byli obojętni na to czy mi się coś dzieje niż gdyby mieliby mnie atakować. Czuję się wtedy jeszcze dotkliwej osamotniona. Mam wrażenie, że stoję sama naprzeciw wszystkiemu, co próbuje mnie usilnie zwalczyć. Przetrwają najsilniejsi co? Ktoś złapie przeziębienie? Słaba jednostka, niech zginie! Ktoś złamie sobie nogę? Słaba jednostka, niech zginie! Co to? Dżungla jest?

Nie będę wiecznie chodziła radosna i szczęśliwa, nie będę wiecznie tryskała zdrowiem i energią. Nie da się tak. Nie da się tak wiecznie by było to prawdziwe. . To co? Pozjadamy się nawzajem? Dobór naturalny!

Na rozwinięciu… “Jak zwykle masz wszystko głęboko w rzyci” …zasklepia się…

Mogę jedynie chować swoje uczucia i kryć swój ból. Wtedy pozornie nie okażę słabości. W porządku.  Nie okazuję, że mnie coś rani. Nie pokazuję. A im bardziej udaję, że mi na czymś nie zależy, że nie boli mnie strata czegoś, że nie odczuwam żalu, smutku czy bólu tym bardziej się na to sama nabieram. Bo żeby przekonać to trzeba najpierw samemu w to uwierzyć.

I czemu ja się pytam dziwią się, że mam wszystko w dupie? Muszę! Mechanizm obronny! Bo mnie zjedzą! Czemu mam okazać słabość?  Żeby można mnie było jeszcze bardziej zranić?  Po pewnym czasie faktycznie wieloma rzeczami przestaję się przejmować, bo już przechodziłam wiele takowych sytuacji gdzie starano się wykorzystywać moje uczucia. Próbują szantażować? I nic nie daje? No przykro mi, takich szantaży to ja słyszę dziesiątki codziennie w domu. Więc niech nie liczą, że zmanipulują mnie tym do określonego działania. Próbują mnie oczerniać, mówić jaka to ja zła nie jestem, żebym się zmobilizowała do jeszcze lepszej roboty? Nope, oleję to. Codziennie słyszę jak mnie porównują do tego i tego i pytają czemu ja taka nie jestem. Codziennie wyzywają. Nauczyłam się to ignorować. Przykro mi,  kolejną zabawą emocjonalną mnie nie zmanipulowali. Mają coś jeszcze? Bo już bawili się całą moją paletą emocji. Jak zastrzyk. Tyle razy mnie ukłuto, że już TAAAAK zdążyłam się uodpornić. Jak?

Otóż sęk w tym, że nie można zabić martwego. Nie łącząc uczuć z rzeczywistością nie dam jej tego co by mnie zraniło. Nie będzie miała jak. Nie będzie miała czym.  Czasem tylko ta martwota… uczucia przyciągają serce i umysł. A takie życie bez uczuć… nic. Cóż więc? Zadowolić się życiem wewnętrznym? Nie mogę oczekiwać nic od nikogo, ok. Sama sobie to załatwię nie wykorzystując nic oprócz siebie. Tylko, że z czasem to… smutno tak… patrzeć jak inni dostają to o co ty nawet prosić nie możesz. Nie. Nie chodzi o zazdrość. Chodzi o to, że oni wymagają, żebym ja się wtedy radowała. A ja po prostu… nie dam rady. Nie dam rady radować się z własnego bólu.  Chociaż w sumie mogę go wyśmiać – lecznicze endorfiny. Ale czuję się wtedy nie fair wobec siebie.

No nic. Życie hartuje. Co cię nie zabije to cię wzmocni. Co cię nie zabije to cię znieczuli.

Na zakończeniu “Miłość.” … by ponownie być rozdrapana.

Pozostaje tylko ten upierdliwy stan zakochania, gdzie mózg podświadomie, naturalnie i biologicznie zmusza psychikę żeby jednak coś czuć. Wiadomo, jak istota żywa i ma wpojony system przetrwania – dostajemy endorfiny gdy wykonamy jakąś zgodną z przetrwaniem czynność – seks, picie, jedzenie, wydalanie, spanie itp. Więc siłowo modyfikuje psychikę tak by stworzyć więź z obiektem uczuć .  I jak tu walczyć z naturą? Jak tu jej wmówić, że takie coś nie doprowadzi do stworzenia nowego życia tylko prawdopodobnie do autodestrukcji? No gadaj tu z naturą… Chyba, że ta spryciara specjalnie próbuję doprowadzić w ten sposób do eliminacji słabszych jednostek?

Tak się zastanawiam tylko… chować uczucia to jedno.

Ale miłość to jest uczucie (jak zadowolenie, przerażenie, nienawiść itp.)  czy potrzeba (jak jedzenie czy spanie)?  A może jedno i drugie? Uczucie, które zakrawa o potrzebę?

W takim razie dobór naturalny jednak mnie rozpierniczy ^^ Bez jedzenia i picia umierasz.  Bez wydalania no wiadomo – ile ci nerki wytrzymają? Bez spania wariujesz i też umierasz. Bez oddychania umrzesz. Bez miłości też (choć tutaj pojawia się jeszcze kwestia sublimacji – czyli jak spełnić potrzebę bez spełnienia?).

 

Skąd jeż? A z podsumowania.

Ale przecież wyogólniam. Nie wszyscy wykorzystują uczucia, prawda? Może jednak warto zaufać i zginąć próbując niż zginąć od braku? No ale właśnie ilekroć próbuję tylekroć dostaję nożem w plecy. Jeszcze chwilę i będę robić za jeża w cyrku :)

 

Kategorie: Ludzie, Poważne, System, Szkoła, Związki7 Komentarzy

Mit dobrego liceum

Źródło: www.google.com/images

Witam, chciałbym się w końcy wyżyć i dać upust swojemu wkurwieniu na szkołe i całą jej społeczność, włącznie z ciałem pedagogicznym i debilami z klasy. Może słowem wstępu – chodzę do I klasy jednego z najlepszych liceów w Polsce (cel informacyjny, żadne przechwalanki). Otóż najlepsze to ono jest chyba tylko z nazwy. Wymienię w punktach najbardziej wkurwiające rzeczy:

1. Klasowe pizdy.

Owe pizdy charakteryzują się tym, że miały w gimnazjum średnie po 5,7 (6tki z plastyki, muzyki i techniki) i dzięki temu 170 punktów w rekrutacji (w chuj dużo), a gówno umieją i nie radzą sobie z przedmiotami kierunkowymi. Poza tym przechwalają się na każdym kroku, jakie to zajebiste studia sobie wybiorą w przyszłości (na które się oczywiście nie dostaną). Jak niektórzy wspominają o studiach zagranicznych, to mnie kurwica bierze. Czy idioci nie widzą, że nie mają kurwa predyspozycji do studiów zagranicznych?! Przymilają się do nauczycieli, wchodzą im chamsko w dupsko aż chce się zdzielić w ten krzywy ryj; śmieją się z debilnych sytuacji, kozaczą, a mają gówniane umiejętności.

2. Zazdrość i zawiść.

Nie daj, żeby komuś coś się udało osiągnąć czy dostać bardzo dobrą ocenę, a zacięta morda już patrzy na ciebie spode łba i zaciska zęby w przypływie zazdrości! Jeśli poprosisz kogoś o pomoc, na przykład o spisanie pracy domowej (żadne notoryczne przypadki), to skurwiel szybko odejdzie i nawet nic nie odpowie!

3. Chamstwo niektórych nauczycieli.

Ostatnio omawialiśmy ankietę, w której kazano nam napisać wady i zalety szkoły. Ja oczywiście wypisałem chyba z 2 strony wad(żeby nie było, zalety też wypisałem), a każdy pomysł jakichkolwiek MOŻLIWYCH DO ZREALIZOWANIA zmian był po chamsku wyśmiany. Ponadto ZERO wsparcia ze strony “profesorów” (tak, te chuje każą siebie tak nazywać), nie ma możliwości indywidualnego toku nauczania (taka możliwość była chwalona na dniu otwartym) i każdy ma cię głęboko w dupie.

Tak więc podsumowując, chuj tym wszystkim pizdom i “profesorom” w dupę, utońcie we własnym wybujałym ego, skurwiele!!!

Kategorie: Szkoła10 Komentarzy

No to może kurwa teraz o piciu przez młodzież.

Źródło: użytkownik

No kurwa jego mać, na pewno w komentarzach będzie sama krytyka jak zwykle, bo będą ci krytykowali, co robią tak jak tutaj za chwilę napiszę, no ale mam was w chuju! Wasze opinie, komentarze itp. Hejtujcie, i spinajcie dupy. Wyjebane. No to zacznę od tych kurwa laseczek-dupeczek i od tych wszystkich kretynów, którzy po weekendzie przychodzą do szkoły, i się kurwa chwalą, co to oni nie robili na imprezie, czego to oni nie pili! No kurwa mać! Zluzujcie, kogo to obchodzi? I co myślą, że tym zabłysną? Jak chcą błyszczeć to niech się kurwa brokatem posypią, jebane cwele.

Zaraz ktoś pomyśli: “pewnie im zazdrości, że ona takich faz nie ma.” – kurwa, powiedźcie mi, czego ja mam zazdrościć? tego, że kurwa najebani wracają do domu np. przez miasto, i to znajomi widzą? Niekiedy nawet znajomi rodziców, a później się dziwicie, bo plotki o nich krążą, ze jak to oni są pijani, i jak to po pijaku do domu wracają! A czy te niedojebane cepy, nie pomyślą, że mogą kurwa siarę rodzicom narobić, kurwa?! Żenada roku! Jak ktoś u mnie w klasie zaczyna o tym mówić, że co to nie on i w ogóle, to zaraz takiego śmiecia cisnę w pizdu!

Bo to nic nie ma do ani do chwalenia, ani do szczycenia się tym! A później się dziwicie, że laski, chłopacy was nie chcą, zostawiają. A dziwicie się kurwa?! Jeżeli wracacie najebani co tydzień, niekiedy nawet w tygodniu najebani? Tylko wstyd przynosicie! Albo ci co są za legalizacją, a nigdy jointa nie mieli w ryju! (Trochę odbiegłam od tematu;D).

A ci co palą ciągle to są przesadnie pojebani w chuj. Dobra ja nie mówię, żeby tam raz na jakiś czas się spalić, ale codziennie?! No kurwa, bez jaj. Ostatnio kolega, jak przyszedł po tygodniowej nieobecności do szkoły i środę, to od niego tak kurwiło gorzałą, że idź pan w chuj! Jego matka ma raka, a ten pije! Czy to jest mądre kurwa?! Gdzie ci ludzie mają rozum?! Ostatnio dwie koleżanki się jarały ile to jedna nie wypiła, że idąc się obaliła i z tego się cieszyły, wstyd jak skurwysyn! A później: “ja mam opinię dziwki, szmaty, itp.” A dziwią się?! Dobra już nie wiem co mam dalej pisać, podsumuję krótko, nie wybierać za chłopaków/dziewczyny melanżowiczów, imprezowiczów. Ja nie mówię okay, można wypić itp. ale nie co sobotę, i nie do upojenia takiego, ze później wstyd, no chyba, że w domu, jak nikt nie widzi. Elo!

A i ten wykurw był pisany 25.02.2012r. a opublikowany chuj wie kiedy będzie! Aloha.;x

Kategorie: Ludzie, System, Szkoła9 Komentarzy

Jebana szkoła -.-

Źródło: użytkownik

Codzienne wstawanie o 6:00 rano do tej jebanej szkoły. Siedzisz tam kurwa 8 godzin niewyspany, męczą cię kurwa jakimiś bzdurami, którymi się nie interesujesz (no bo kurwa, przecież nie przeżyjesz bez wiedzy o falach drgań). Jeszcze codziennie jakiś sprawdzian, dodatkowe obowiązkowe zajęcia (3 gimnazjum ma przejebane), masz się jeszcze uczyć po szkole, zadania kurwa robić. Pierdole tę szkołę. Nawet ci pracujący mają lepiej! Po pracy mają czas wolny, a ja kurwa uczyć się mam, bo przecież tylko po to żyję, ba, na chuj mi wolny czas?! Wkuwaj o falach drgań, bo bez tego nie zrobisz zakupów w Biedronce! Już pracowanie w MPO lepsze. Płacą ci za to, luzik, nikt cię nie męczy. Kiedyś kurwa zrzucę bombę na szkołę i będzie git.

Kategorie: Szkoła9 Komentarzy

O życiu… słów kilka!

Źródło: użytkownik

Siema.
Na wstępie nadmieniam, że zbyt wiele wulgaryzmów nie będzie. To będzie taki “mój” osobisty wykurw, moje przemyślenia jakie ostatnio mi naszły do głowy i nie dają spokoju… Dlatego przepraszam, jeśli nie poczujecie maksymalnego wkurwienia autora. Oczywiście zachęcam ludzi, którzy lubią takie przemyślenia – jednocześnie chcę odwieść od przeczytania tę społeczność, która jest uczulona na tego typu wykurwy. Zresztą ostatnio ciągle pojawiają się same “przemyślające” wykurwy, więc ja także mam swoje zdanie na różne tematy. PS Mam 17 lat i chodzę do II LO.

Ostatnio tak sobie siedzę i ciągle mi coś nie pasuje. Zamierzam iść na studia dzienne, filologię angielską. Zawsze ten język szedł mi najlepiej ze wszystkich przedmiotów, dlatego po prostu wybrałem to co najbardziej lubię i mi odpowiada. Poza tym zawsze marzyłem o byciu antyterrorystą czy ogólnie komandosem z jednostki specjalnej. No kurwa, kto z nas o tym nie marzył – biegać z karabinem i ratować świat, będąc małym? Ale ostatnio gadałem z rodzicami – oni chcą, żebym poszedł na studia, o moich marzeniach co do jednostek specjalnych nic nie wiedzą, bo niespecjalnie się nimi chwaliłem. Po prostu wiedziałem, że ich mówienie będzie następujące: “dziecko, skończ studia i dostań się do biura, lubisz język to idź na to, a nie komandosi ci w głowie” – niestety takiej odpowiedzi spodziewałbym się najpewniej, dlatego nie chwalę się nikomu o tym… Rodzice nigdy nie byli wielkimi sportowcami, mało raczej się ruszają – po obiedzie tylko śpią i nic więcej, to się nie dziwię. Jednak ja nie chcę rezygnować z tego, bo to jest zajebisty zawód – no pomyślcie. Taki elitarny żołnierz z brygady specjalnej!

Tylko jest haczyk, bo rzecz jasna są lata morderczych, niebezpiecznych treningów. Testy psychologiczne, które potrafią złamać każdego. Śmiertelnie niebezpieczne misje, z których nieraz ktoś nie wraca. Ale mnie to nie obchodzi, bo dla takiego zawodu, jakim jest komandos – byłbym w stanie naprawdę się poświęcić. Tylko najpierw trzeba zostać policjantem “krawężnikiem”, a taki mnie nie interesuje (no ale zostać trzeba, taki żywot). Z tego co czytałem na forum, to kurwa ten zawód jest naprawdę niewdzięczny. Chuj mi z tego, że emerytura po 15 latach służby i liczne dodatki, jak za marne szkolenie dostaję np. 1200-1500zł brutto?! No to jest żart, ale swoją drogą jak patrzę na polską policję, co oni robią – tylko łapią nie tych, co trzeba… Toż to woła o pomstę do niebios i piekieł… A myślicie, że strażacy mają lekko? Policjant to niewdzięczna praca, bo nie dość, że ludzie jej nie lubią (przynajmniej spora ich część) to marna płaca na początku i nic ciekawego. Siedzą na dupie i nic nie robią, a taki zawód jak strażak to przynajmniej jest coś – ale tutaj tak samo, zarobi jeszcze gorsze niż kurwa policjant, bo raptem 1200zł brutto! A gdzie opłacić mieszkanie i inne rzeczy? Przecież to ledwo na chleb wystarcza. PS Do jednostek specjalnych trzeba oczywiście idealne zdrowie to powiedziałem, ale trzeba być pięknie wysportowanym i mieć te zdolności czy “predyspozycje” do tej roboty. Chciałbym takie mieć, jestem wysoki i szczupły, zbudować się zawsze można i wyćwiczyć. Ale od małego zawsze siedziałem w domu przed komputerem i olewałem kurwa sport, teraz żałuję, bo komputer wiele dobrego nie przyniósł, a sport chociaż by zaowocował w przyszłości. Ale w sumie mam 17 lat i wszystko przede mną.

Do tego strażacy pocą się codziennie, żeby taki Tusk czy śmieć Palikot mieli w urzędzie wygrzane i wygodne miejsce. A to co robią ci zasrani politycy to już jest szczyt wszystkiego nad wszystko. Palikot to jest dno kompletne, siedzi w sejmie i chce narkotyki legalizować, a sam pali “jointy”. No niepoważny, myśli że ma poparcie wśród durnej młodzieży, to przejdzie. Akurat kurwa, bym go spotkał – to od razu, dzwon na twarz i zmądrzałby na miejscu. Poza tym wszystko jak zwykle idzie do góry, tak o cenach mówię. Paliwo ile już kosztuje, ropa tak samo przecież! Dość na ten temat.

Jak mówiłem, zawody to ciężka robota – wybór i ciężkie ćwiczenia. Tylko że jaja to kurwa będą dopiero wtedy (nie daj Boże), jeśli się powiedzmy nie dostałbym ani na język, ani do szkoły AWF. Ja wiem, że do policji to przyjmują nawet ze średnim wykształceniem. Tylko po chuj mi to? Po tym mogę raptem zapierdalać po chodnikach i zamiatać kurze po chuliganach, którzy piją, palą i nic więcej sobą nie reprezentują, oprócz JP lub (C)HWDP… Ja takie poglądy tępię, ale sam zwykłych krawężników, którzy wlepiają mandat za nic, po prostu nie lubię. Co nie znaczy, że zaraz mam na nich najeżdżać. Poza tym do jednostek specjalnych potrzeba idealne zdrowie no i rzecz jasna STUDIA! Przecież zdrowie wiadomo (noszę okulary, ale korekcja wzroku laserowa jest strasznie droga, zobaczę… Poza tym sprawność ruchową da radę wyćwiczyć, a psychiczną mam wporządku), a studia to najbardziej do GROMu, tam przyjmują tylko magistrów. Oczywiste jest, że tłumoków i zjebów nie przyjmują.

Hmm, co mnie jeszcze wkurwia. No jak zwykle komentarze na youtube, a konkretnie? A kto z nas nie zna sławetnych słów w komentarzu: “thumbs up if you’re watching this in 2012″ albo film ma 400 łapek w górę a 12 w dół to zaraz leci komentarz “12 osób słucha biebera” albo “12 osób (coś innego)”. Kurwa szlak mnie trafia i zawsze tym samym od razu zgłaszam spam. Przecież po chuj cały czas to samo pisać, żeby tylko dostać łapki w górę jako najlepszy komentarz do filmu? Albo zjebana sprawa z ACTA i od razu zjebany komentarz “Przejmujemy ten film” czy coś w tym stylu. Wkurwia mnie to jak nie wiem, ale cóż. Nic z tym nie poradzę, przecież nie “zbanuję” dzieciaków na internet, no nie? ^^ A szkoda, przydałoby się.

Oczywiście kolejna sprawa to brak znajomych. To mnie przytłacza najbardziej, nie mam się z kim kurwa spotkać. Uważam się za normalnego człowieka, każdy kto mnie lubi i kogo znam twierdzi tak samo i mnie lubi. Tępię ludzi, którzy mnie obgadują czy wyzywają, tak już mam, że przejmuję emocje od osoby, z którą gadam. Jak ona mnie wyzywa, to obrzucam ją wulgami itp. żeby zaprowadzić porządek między nami, ale też bez przesady – częściej raczej zlewam tą osobę, a jak nie da inaczej rady to wiadome co. Wkurwia mnie to strasznie, bo siedź po 10 godz. dziennie na komputerze (mam ferie póki co) i nie rób nic interesującego. Przecież póki co to tylko narzekam i nic nie robię właściwie, a chcę chodzić na kursy: tańca czy sztuk walki, a może basen czy siłownia. Ale jakoś nie mam tej cholernej motywacji, żeby chociaż jedno z wymienionych zacząć rozwijać.

Na imprezach też mało bywałem, jedynie te z rodziny, jak wesela, śluby czy urodziny. Takto praktycznie kurwa wcale, ze znajomymi nigdy nie byłem na żadnej imprezie, nie piję i nie palę – to dobrze, że nie palę. Ale wypić od czasu do czasu mógłbym. Ale problem w tym, że nie ma z kim. Albo trafia się byle kto. Nie chcę mieć kurwa znajomości z jebanymi żulami, którzy tylko czekają na darmowy alkohol – jak w przypadku “kolegów” z klasy. Nie zadaję się z nimi, bo wiem jak oni na mnie patrzą. Nie chodzi tu wcale o wady jak otyłość czy cokolwiek innego, nie mam takich wad. Po prostu nie piję z nimi i nie rozbijam się po imprezach, jestem z natury spokojny i poukładane mam w głowie. A to im się nie spodobało i wyszło jak wyszło. Przez 1,5 roku miałem przejebane, bo nikt ze mną nie gadał – jeśli gadał, to raptem dwa słowa ogólnie, albo tylko o lekcjach, typu “pożycz notatki, daj spisać lekcje” itp. ^^ Widzicie dlatego jak to jest, szanujcie swoje znajomości, bo ja bym dał wiele za chociaż 3-4 dobrych kumpli, z którymi mogę pogadać bez owijania w bawełnę.

No to tak, o zawodach się powkurwiałem, o szkole też “rozrysowałem” wam plan moich myśli, brak znajomych też jest. Komenty youtube, polityka również. Hmm wszystko chyba tutaj zawarłem w tym jakże krótkim wykurwie ^^. Mogę powiedzieć, że miałem lekkie stany depresyjne – tzn. nie, wróć. Mam silną psychikę, ale po prostu takie przemyślenia mnie czasami biorą, wtedy się wyciszam i myślę o wszystkim. Też tak macie? Pewnie tak, wiele ludzi to ma. Przynajmniej ci, którzy daleko patrzą w przyszłość i są w miarę poważni. Wyszło na to, że ja jestem zbyt poważny, proponowano mi na innym forum wyluzowanie i napicie się w gronie moich wspaniałych kurwa kumpli z klasy, ale odmówiłem poradom. Wolę nie zniżać się do ich poziomu, bo jak brzmi powiedzenie: “Debil zniży Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem”, tak? Przez to półtoraroczne doświadczenie z pojebaną klasą jakby zamknąłem się w sobie. Ale jestem odważny und so weiter (i tak dalej), ale nie mam tematów do rozmów z kimkolwiek, dlatego czytam po prostu na necie porady zwykle i jakoś to idzie. Kurwa opornie, ale idzie.

No i tak kurwa. Marzę teraz tylko o tym, żeby wyjechać z mojego “miasteczka”, bo to takie małe wypiździjewo że tak to ujmę. Niby sporo mieszkańców, ale wolę coś typu Poznań i to o wiele! Tam to jest co wybierać, wielkie miasto, no kurwa! Tam będąc tłumaczem z angola np. to powiem, że dużo mógłbym zarobić. Wierzę w to, bo przecież jeśli wiara czyni cuda, musisz wierzyć, że się uda. Prawda? A przecież jeśli wybierzesz pracę, którą kochasz, nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu. Taka stara prawda, ale prawdziwa.

Swoją drogą, skoro nie mam ruchu zbytnio ani motywacji. Mam teraz ferie a nie robię nic, siedzę przed komputerem każdy dzień i nuda. Może rzeczywiście zapisać się na jakiś kurs czegoś? Wtedy znajomości pozyskam, umiejętności także, sztuki walki na przykład rozwijają umysł i psychikę oraz kształtują charakter podobno. Taniec i pływanie też coś podobnie. Może to rzeczywiście dobre rozwiązanie? Pieniądze się znajdzie i będzie dobrze. Co o tym myślicie?

No to dobrnęliśmy, mam nadzieję z większością spoko ludzi. Pewnie powiecie po przeczytaniu “klękajcie narody, szklankę wody!” :D Ale wkońcu gdzieś trzeba kurwa się wypowiedzieć, mnie pozostało tylko pogratulować wam dotrwania do końca i mam nadzieję, że po prostu wciągnęło to was w jakimś stopniu. Mam nadzieję także, że żaden z was nie ma i nie będzie miał podobnej sytuacji do mnie, co do znajomości (których nie mam). Po prostu kiedyś może się to zmieni, oby. A resztę problemów, typu polityka czy komentarze na youtube to osobna sprawa, mnie się nie podoba to mówię otwarcie, bo mnie to wkurwia. Dobra, ulżyło mi. Śmiało wypowiadajcie się, a ja życzę miłego dnia! :)

Pozdrawiam,
NoCompromise

Kategorie: Ludzie, Poważne, Szkoła17 Komentarzy

Dołącz do fanów!

Wszelkie wpisy w serwisie generowane są przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności.