
Źródło: użytkownik
Tak kurwa! Mój pierwszy wykurw, a mam na co się kurwa wykurwiać. Nie wiem od czego zacząć. Innymi słowy – jebać to.
Zacznę od tych pierdolonych zmarnowanych 7 lat w podstawówce. Przyznam, że nie miałem kurwa łatwo, ani kurwa nikt inny, nauczyciele, starzy, itp i chuj. Zwykła trutka na szczury, którą nam, uczniom, podawano bez opamiętania. Nie mniej jednak, miałem swój powód na wkurwianie się, bo większość mi dokuczała, znęcała się nade mną, a miewałem cięższe chwile, że nikt nie chciał mi pomóc, a miałem do wielu osób zaufanie. I pierdolone sukcesy, które przybierające kolor i postać gówna. Są także wątki spoza szkoły, ale idealnie związane ze szkołą (m.in. moi starzy). A także, dlaczego nie powinno się puszczać dzieci w wieku 6 lat do pierwszej klasy. Wszystko w częściach, pierdolę ciągły referat.
nauczyciele (właściwie nauczycielki) – Zgroza. No ja pierdolę, tam była taka jednostronność, że żal dupę ściska, najlepiej głaskać pupilkowi po głowie, niż zajmować się prawdziwymi sprawami, nieraz trudnymi. Pozostali uczniowie, nawet na lekcji, dopuszczali się karygodnych zachowań typu wyzwiska, rzucania papierkami i pierdolenie na mój temat, że ja i mój kolega jesteśmy zjebani. I co kurwa? Nauczycielkom to odpowiadało. Wychowawczynia była przeciwko mnie zawsze, a na zebraniach pierdoliła kłamstwa na mój temat, że ja tego i tamtego, że to ja nad każdym się znęcam, a tylko po to tak mówiła, by konkretnie spieprzyć moje życie. Gówno prawda. Szukałem oparcia we wszystkim, gdzie się dało, ale czy nikt nie był w stanie mnie zrozumieć? Nie kurwa, każdy chował banię w piach. Tak było przez prawie całą podstawówkę. Nie daruję nauczycielkom i wkurwiają mnie szczególnie takie z podstawówki. One zawsze mają taką przewagę, że dziecko jest małe, że jest pewnik, że to dziecko zmyśla, a wiadomo, że takie założenie jest bezpodstawne. Na przykład na zebraniu matka mówi tak:
matka: proszę pani, na wstępie chciałabym powiedzieć, że moje dziecko wróciło z lekcji do domu pobite, ma siniaki na ramieniu, sine pod okiem, złamany nos i rękę (wyciąga zdjęcia). No proszę zobaczyć, prosto z wf-u przyszło do mnie z płaczem. Skarży się, że pan od wf-u “A” nic nie robi, nie zwraca na to uwagi a pani się chwali, że to taka zdolna klasa. Mój syn jest zdolny, nic nie zrobiło złego. Co pani na to? Skarży się na bóle brzucha, na wf-ie został pobity. Ja tego synowi nie zrobiłam! I jeszcze mówi, że mu wiecznie dokuczają, grożą. Tylko niech pani nie udaje, że tego pani nie widzi.
Nie robiąc referatu z tego: Pierwsza mówi, że dziecko zmyśla, druga – że nic nie było, trzecia – usilnie trzyma się programu zebrania, chcąc matce zawracać głowę kartką z ocenami (a wiadomo, z ocenami różnie bywa), czwarta – że to dziecko sprowokowało, zaś piąta – że to dziecko same zrobiło. Nie miałem oparcia w nauczycielach, nieraz płakałem nie tylko przez nich (nie jestem sztywniakiem bez uczuć). Także przez to, jaki teraz jestem, jaką mam rodzinę i jak to wygląda na moją niekorzyść. Nauczyciele tak kłamali, że mi rodzice nie wierzą do teraz, że to wszystko moja wina. Pokurwieni chuje, ja im kurwa dam prezenty i miłe słóweczka. Na inne przypadki mogliby inaczej postąpić, w moim przypadku nikt nie chciał reagować kurwa jebana mać. “Złość piękności szkodzi” – tak kiedyś jedna belferka mi mówiła, ale jak tu się nie wkurwić, skoro byłem w tak spierdolonej sytuacji, a się ignoruje niewygodnych tematów. Ironia nie na miejscu, gdybym był dyrektorem, wypierdoliłbym ją tam, gdzie pingwiny na biegunie. I jeszcze ten język, na siłe zdrabniany (między innymi: szlaczki, szybciutko, zakończenie zdania słowem “tak?”), że szlag mnie trafia. Kiedyś dużo nauczycielek miały szacunek do uczniów, a teraz co? Ignorancja większa nie ze strony uczniów, tylko z tej belfrowskiej strony. Obecnie mam pisać pierdoloną maturę, ale o tym nie w tym wpisie. Ale do podstawówki nigdy tam nie wrócę, mimo iż jestem absolwentem tej pierdolnicy, i tam nigdy nie poślę moich dzieciaków, jeśli w ogóle będę miał. A co do nauczycieli, to pełnią oni funkcję trzeciego rodzica, wymyśloną matkę, która rujnuje więzi rodzinne, lub częściej, je zniekształca, że rodzina staje się tylko grupą, jak klasa, a nie wspierającymi się nawzajem osobami. Poza tym, wychowawczynia, od religii, to kurwa pojechała raz po mnie tylko dlatego, że przyszedłem wcześniej do szkoły. Ta sama, kiedy opowiedziałem jej o moich problemach, to nieraz po chuja w twarz się śmiała. Jakich mamy kurwa nauczycieli, to wiecie sami. I niech kurwa likwidują szkoły, bo to nasz rząd i samorządy potrafią najlepiej, może będzie i z korzyścią dla nas, uczniów, którym usilnie wpaja się tę szarość koloru gówna, a i pozwalnia się część nauczycielek. Dalej co jeszcze? Że jak próbowałem dmuchać balona w pierwszej klasie, co przychodziło mi wtedy z trudem, to jak mi ten balon raz wybuchł, to ta wychowawczynia tak się wkurwiła, że mnie siłą zaprowadziła do sali samemu, bo myślała, że to zrobiłem specjalnie. A raz, kazała mi czytać, gdy inni hałasowali lub przepytywała mnie z mam wyjebane z czego z matmy, pewno odejmowania i dodawania, ale chuj, też w hałasie. Debilizm, okres z lat 1999-2006 nadal się utrzymuje. Najlepiej żeby nie było edukacji, samoedukacja jest lepsza, bo dzięki samouctwu człowiek lepiej się rozwija.
Organizacja – żadna. Godzina rozpoczęcia jakieś tam uroczystości, chuj wie, 09:00. Faktyczny start: 09:10. Wycieczki: przepychy w tramwaju, nudne, nieciekawe, a najgorsze, że starzy wkładają w to swój udział. Dowiedziałem się w szkole, że Św. Mikołaj to konserwator, ale chuj.
pedagog – to jest dopiero larwa. Co to za debilka, która wmawia mi historie wyssane z palca, mające mnie kurwa “okrzesać”? Że to niby dziewczynka wyssana z palca cierpi? Przez nią i tą wychowawczynię miałem przejebane u starych, a na dodatek na chuja wzywali starych. Nie znali sprawy, każdy robił co chciał, a ze mną mogli wszystko. Całe to grono pedagogiczne składa się z co najmniej 30% debilek, chcących truć ludziom życie.
zebrania – to oczywiste, nauczyciel może wszystko, a dziecko nic kurwa nie może, bo jest małe, a dla dorosłych nieistotne.
rówieśnicy – powiedziałem wcześniej, miałem może z jednego lub dwóch kolegów/koleżanek, którym chętnie dawałem jeść i pić, bo byli biedni, ale agresorów było więcej. Ci drudzy raz czy dwa mnie pobili, na wf-ie rozrzucali ubrania, kopali gdzie się dało. Jak wspomniałem, wszystkich to jebało, byle mieć solidny tyłek i dużo kasy. Dzięki nim, starym i belfrom jestem osobą skrytą, nieśmiałą. Do tego stopnia, że jest mi wstyd. Raz chcę płakać, raz się wkurwiać. I nie jestem jakimś prawdziwym mężczyzną pod postacią sztywniaka, który tylko rozkazuje, nienawidzi i robi co chcę. Wolę rozmawiać i pomagać, a nie się bić. Mam serce, któremu 90% społeczeństwa brakuje. A dziewczyny? Prawie plastik, podniety bez powodu. W jednej się podkochiwałem, i co? Przeliczyłem się, bo była z innym. I jeszcze ta byle mania na karteczki z kreskówki dla dzieci i Tokio Hotel. Emo i plastik zaczynał się rozrastać. Kurwa, nie szło wytrzymać… Elita miała wszystko: komórki z javą, kasę, chłopaków/dziewczyny, a mi nic z tych rzeczy. Że każdy potem mówi do mnie cześć, niby przyjaciel, a tak naprawdę to nieznany tobie chuj z pierdolnikiem w ręku, który
chce cię ośmieszyć, nagrać, a twoje zdanie się nie liczy, a potem mówią o tobie same brednie, że idzie się załamać. A potem o mnie dissy w internecie, że jestem kurwą, pedałem, i inne. Nie ma sprawiedliwości w szkole, ja pierdole.
starzy – nie wierzyli mi, nie wierzą i wierzyć nie będą. Zawsze po stronie obcych, a swoje dzieci się odrzuca. Dostajesz słabą ocenę, nawet czwórkę, to już ich morda zaczyna kłapać, że skończę jak chuligani i bandyci. Frajerzy, skurwiele. Im się nie podobało to, że dostaję trójki czy czwórki, a sam bałem się ich zawieść. A kurwa mogłem, to może nawet z rówieśnikami byłoby zajebiście. Żadnego dobrego słowa o nich nie powiem, bo pierdolenie o pojedynczych zasługach to jak chwalenie rządu za jedną nieistotną rzecz spośród tysiąca przykrych, powodujących, że się rzygać chce. Tylko kontrolowali to, czy mam zapakowane, jakie mam oceny, odrabianie lekcji z matką, kurwa pierdolona mać, a tak nie chciałem. A raz, jak z religii dostałem minusa moja stara mówiła tak: “przez ciebie straciłam ze swojego życia 10 lat!!!”. Psychiczna jest, taka motywacja do nauki. Nikt mi nie pomagał, tylko krzyki w moim kierunku, groźby uderzeń pasem. Belfer w twoim domu kurwa. Od rodzeństwa nie miałem łatwo, ale czy ktoś z rodzeństwem w dzieciństwie miał łatwo? Z domu rodzinnego wynoszę tylko nieśmiałość, a o rodzinie nie tutaj.
z lekcji:
polak – gramatyka ok. Literatura – to zależy. Od klas 1-3 czytałem takie bzdury, głupoty, pierdoły pisane przez belfrów w ich języku – sztywnym, niezrozumiałym, dokładnie w taki sposób, aby przy czytaniu ze zrozumieniem każdemu uczniowi napierdalał łeb. Czytanka – jeny, co to za słowo, ja pierdole. Mnie nie podnieca to, że pies sobie gada, czy coś, bo to jest bzdura, a innych może to śmieszyć. Od klas 4 do 6 było spoko, lektury raczej też, ale nie szło czytać. Nie narzekałem na ogół. Niestety, najbardziej pamiętam jeden incydent, że mi belferka wpisała “brak pracy domowej”, kiedy wcześniej w szkole nie było lub kiedy nie zadawała, a to świadczy tylko o tym, jaka to była ignorantka. A kiedy inni gadali, to zadawała takie zadanie, by 50 razy napisać jedno zdanie w zeszycie. Belferka sprawdzała i dobrze oceniała nawet, gdy było z 30. Pedagodzy kurwa… na lewych papierach…
angol – prowadziła go taka belferka, która wygraża gwizdkiem i potrafi się wkurwić i być zajebiście wkurwiająca. Nie umiała tłumaczyć, tylko gwizdek pamiętam. Nuda, brak zasobów słownictwa, ciągłe powtarzanie i śpiewanie czegoś, co męczy, niż uczy. A raz na przerwia, kiedy dwie osoby mi dokuczały i biły, ona siłą wciągnęła mnie do sali i zamknęła na resztę przerwy. To kurwa prawda, że niewiarygodne, ale prawdziwe. Wy nawet nie wiecie, jak może się czuć dziecko, kiedy taki nauczyciel prowadzi zajęcia.
niemiec – nic konkretnego, pamięciówka, ale też się czytało i śpiewało, że to kurwa męczyło.
matma – to było fajne, ale nauczycielka od tego mnie raczej nie lubiła (i kurwa fajnie!), bo lubiła te kujonki znad przeciwka (które udawały, że mnie lubiły).
hista – lekcje były bardzo ciekawe, może facet mulił, ale nic do niego nie mam. W 4 klasie historia ogólnie, w 5-6 wkurwiało mnie miesięczne napierdalanie o Grecji. Co to kurwa mać ma wspólnego z Polską? Taki belfer powie, że Unia Europejska, że podstawy kultury. Ja jestem Polakiem, Słowianem, który chce znać historię Polski na maxa, co mnie Grecja kurwa interesuje. Średnio kartkówki, ale pytania często były niezrozumiałe.
gegra – zjebanie na full. Wieczne kartkówki, nauczycielki uczyć nie umiała, a z wrzeszczenie 6 by ode mnie otrzymała. Miałem tu najgorsze oceny, ale nie przejmowałem się tym aż tak. Najgorsze było z oznaczaniem długości geograficznej, że wyszło na to, że żadna odpowiedź jest nieprawidłowa.
biola – kolejne zjebanie. Nauczycielka jest bezbarwna, normalnie robot. Często też były kartkówki i wygrażanie jedynką za brak pracy domowej, a tej było dużo.
fiza – nic nie pamiętam, nuda. Teoria bez wzorów…
plastyka i ogólnie samo malowanie – to było popierdolone, droga na skróty do piątki. Klasy młodsze co drugie zadanie mają, by pokolorać to, tamto, sramto, że kurwa to było bez sens. Zdolności mogę rozwijać, ale to mnie nie robi. W tej dziedzinie artystą nie będę. Malowanie tła było wkurwiające, męczyć się z godzinę nad byle czym, kurwa.
muza – jak się nie uczy o prawdziwej historii muzyki z XX i XXI roku, a daje się po pierwsze do nauczenie kurwa, kto był ten i tamten kompozytor, a po drugie jakieś zmyślańskie piosenki, że aż wstyd śpiewać. Nikt kurwa nie lubi takich gówien śpiewać (chociaż z drugiej strony, chyba w przyszłości nikt nie zmusi dzieci do śpiewania piosenek POPierdolonych dziewczynek, wiecznie puszczanych w eter, że to jest niby zajebiste, bo jeśli tak, to to już będzie jezda, że automatycznie dzieci staną się plastikiem prosto z surowców wtórnych, ale chuj z tym)
wf – porażka. Bieg dookoła boiska, rozgrzewka, gra w piłę/palanta/kosza/siatkę. Nudy. Przed i po lekcji bałem się do szatni wejść, powiedziałem czemu.
godzina – nudy
religia – całe dzieje ze Starego i Nowego Testamentu, nawiązywanie do świąt, papieża. Wszystko fajnie, ale nie kupowałem tego.
informatyka – działania na dyskietkach i na wordzie. Ale nikomu to nie potrzebne, przejebana sprawa, nic nie daje. Czy gdzieś jeszcze w 2012 produkują i sprzedają dyskietki?
“wychowanie” do życia w rodzinie – bez sensu, bez seksu, nieprzydatne, gówniane. Tylko opis ciała i nic więcej, totalnego pierdolca można było dostać… A powinno być przygotowanie do życia w rodzinie
technika – pismo techniczne, plany. Bzdury totalne…
szatnia (kurtki) – chore. Pojebane i beznadziejne. Tylko tamtym kobietom w ryj dać. Po pierwsze, zakazały uczniom iść tam, gdzie uczniowie chcieli iść. Co to kurwa za różnica, że pójdę tam, a nie od szatni strony. Poza tym, ta szatniarka, jebana PRLowska chujka, kiedy się przebierałem, to ona mi jebnęła “STRESZCZAJ SIĘ!”. Tak się nie odnosi do uczniów. Chuj jej to obchodziło.
reszta:
nauka – nie żebym był kujonem, zdobywałem z przerwami czerwone paski, które są gówna warte. Wiedza się przydaje. Czerwone paski są nieistotne, tylko symbol. Na chuja taka walka o oceny, skoro nic ci to nie daje?
sprawdziany – wtłaczanie nawet 5 kartkówek w jednym dniu. Dekiel napierdala przez ten cały dzień, że się nie da ogarnąć…
wstawanie – ta, każdy nauczyciel chce, byś o tej i o tej godzinie przyszedł do szkoły. Zawsze jesteś zmęczony i tak wkurwiony, że sen jest cenniejszy od tych wszystkich szlaczków nieprzypominających litery. Chcą cię wycisnąć z 300% normy, niczym PRL.
prace domowe – czyli szkoła w twoim domu. Wkurwiająca jest nie tylko to, że było jej dużo. Wkurwiające najbardziej było to, że jak jej nie masz, to wyróżniającym czerwonym ci pisze brak pracy, i inne, bo nawet, jak przerzucisz kartkę w zeszycie, to też będzie widać, i możesz na bank u rodziców mieć przejebane. Nawet stemple z napisami “wspaniale” lub “pracuj więcej”, były czerwone. Uprzedzony jestem do czerwonego, że aż to wkurwia (jak czerwone światło, kiedy chcesz na tramwaj).
Obiady – nie chodziłem, raz tam byłem, to było spoko, ale jedzenie było średnie…
Z relacji moich młodszych kolegów mówili, że przez kamery (ja ucząc się tam, w latach 1999-2006, nie miałem kamer, jeszcze), że raz było zebranie, gdzie puszczano filmy z kamer, które miały być zbieraniną haków na uczniów. Nauczyciele, nowi, ale bardziej surowi, nie do wytrzymania. I się kurwa ludzie dziwią, czemu chuligaństwo się szerzy. Bo do kurwy nędzy takie mamy szkolnictwo i nauczyciali. I starych, którzy przez szkołę coraz bardziej nienawistnie podchodzą do dzieci z nadzieją, że kiedykolwiek, według nich, wydorośleją (a tak naprawdę, słowo wydorośleją w znaczeniu: będę taki, jak moi starzy, pierdolił, rozkazywał, groził). Niedoczekanie kurwa. Jebać ich. Tam w szkole jest teraz więcej absurdów niż było. Na dodatek raz klasa była zmuszona napisać odbywający się konkurs, by z tego były oceny. Kurwa jego pierdolona mać, tak się motywuje do nauki, co? A na wf-ie, tępy gościu mówi: “proszę pana, zbieram na czerwony pasek, mogę dostać chociaż 5 z wf-u?”. A ten nauczyciel się godzi podwyższać sztywnemu kujonowi wypaczoną ocenę. Absurd goni absurd, młodsi też nie wspominają dobrze szkoły.
Dlatego też, jeśli na wykurwie czytają jacyś rodzice dzieci 6-letnie i młodsze, uprzedzam, bez wulgaryzmów: nie skracajcie mu dzieciństwa. Oto powody:
- Poziom edukacji i nauczycieli jest mizerny, praktycznie żaden. Że według nauczycieli najlepiej krzyczeć na takie dziecko, które jest wrażliwe i bezbronne. Nauczyciel bywa przecież stronniczy, prawda? Nigdy się nie dowiecie, która nauczycielka będzie prowadziła zajęcia. Może być i młoda, fajna, motywująca do działania i nauki, jak i może być wychowana w duchu PRLu stara, rozkazująca i robiąca wszystko kobieta, u której na pewno wy nie chcieliście się uczyć przez kilkanaście lat nauki. Nie macie gwarancji, że takie nauczycielki będzie przygotowane.
- Podręczniki obecnie są piekielnie drogie, a musicie płacić podatki, rachunki za wodę, gaz i ogrzewanie, czynsz, wyżywić się, mieć się w co ubrać, ogrzać się, a nawet zapewnić rozrywkę. Niemal wszystko drożeje, płaca minimalna netto wynosi z 1100 złotych, a jak w banku poprosicie o pożyczkę, nie wydostaniecie się tak łatwo z tej domowej dziury budżetowej. Może i za rok byłoby tak samo, może i gorzej, ale chcę uświadomić wam, że nie należy też puszczać dziecka do szkoły na siłę i w związku z tym nie kupujcie książek, no chyba, że jest ryzyko, że ich cena wzrośnie, ale i tak może się lista książek zmienić. To, czym karmi nas telewizja, to brednie, że według nich niby każdy żyje jak sztuczna gwiazdeczka polskiego popu, za którymi w większości gardzę. A tak nie jest, bo więcej jest biedaków, żyjących za głodowe pieniądze, niż ta cała elita, lansująca się czymś drogim. A Polska nie jest zieloną wyspą. Nie jest nawet czerwoną wyspą. Ta gospodarcza wyspa o nazwie Polska tonie, dlatego róbcie wszystko, żeby się jakoś utrzymać. Wszystko, oprócz kredytów w banku. A jeśli nawet zarabiacie dużo, dobrze wam się żyje, to i tak tego dziecka nie posyłajcie – nic na siłę.
- Takie dziecko woli się bawić na dworze, niż męczyć się w jednej sali bez przerwy nawet na przerwach. Jak rozmawiałem z jednym z trzecioklasistów, który jest bratem mojego kolegi mającego 14 lat, to on powiedział, że ta jego pani zakazała klasie wyjść na dwór, bo nie. Tak odpowiada nauczycielka uczniowi. Może też nawet zmyślać, byleby dały jej spokój. A przecież wiadomo, że jak dziecko się nie dotleni, to nie będzie miało tyle siły, prawda? A na dwór jest więcej czasu w weekend, niż w poniedziałki, wtorki, środy i czwartki.
- Ciężar w plecaku. Zanim wprowadzą te e-podręczniki, minie bardzo dużo czasu. Niby mają wyprostować plecy, a to tylko obciążenie dla całego organizmu. Sześciolatek to nie jest jakiś siłacz.
- Klimat. Musicie przyjąć do wiadomości, że także uczniowie starsi zaczynają pić, palić i ćpać. W coraz młodszym wieku. Zawsze odwoźcie w miarę możliwości dziecko do szkoły, a jeśli nie, to niech w świetlicy zostaje, niech na was czeka. Ale lepiej wychowajcie go na odważnego, pewnego siebie obywatela, który niczego się nie boi. Lękliwe i wrażliwe dziecko ciężko nie może znieść wyszydzenia. No ale chwileczkę, dziecko, które nie zwraca uwagi na szydercze i wulgarne epitety pod jego adresem, nie może się godzić na takie traktowanie, bo zaraz potraktują go jako zabawkę, która można popychać i robić z nim, co się tylko tym gnojkom podoba. Dziecko, które już się uczy, powinien mówić wam prawdę, co i jak. A jak to, co złe, potraktuje z przymrużeniem oka, właściwie takie, które nie zwraca na to uwagi, to wyrośnie na takiego ignoranta, który nie będzie zwracał uwagi na problemy innych, na zły stan dróg, itp.. A potem ludzie mówią, że nic nie robią.
- Jeśli takie dziecko chce jednak iść do szkoły, porozmawiajcie z nim, co i jak. Wiem, że wam zależy na tym, by dziecko się nie bało, ale nie możecie okłamywać dziecka, jeśli już, to tylko dla jego dobra i nie godzące w jego godność. Jeśli macie starsze dzieci, to opowiedzcie, jak tam miały. Ale to starsze dziecko nie może o tym mówić waszemu 6-letniemu dziecku, bo może kręcić. Jednak nie zmuszajcie dziecka, by poszło w tak młodym wieku do szkoły. Dzieciństwo to piękny okres, wy też byliście dziećmi.
- Nie kierujcie się tym, co mówią media OGÓLNIE o dzieciach, bo w ten sposób plami się ich godność i się je szkaluje, nie wiedząc nawet jakie są. Kierujcie się tym, co dzieje się w szkole oraz jakie opinie o nauczycielu mają uczniowie. W mediach zawsze powiedzą (najczęściej kujonki), że jest super i fajny. Nie wierzcie mediom. Odwiedzajcie potencjalne szkoły, nawet niekoniecznie przy dniach otwartych. Patrzcie na okolicę i zróbcie wszystko, by w szkole było bezpieczniej. A wiadomo, że takie kampanie społeczne maskują to, co w szkole się dzieje. Puste słowa, nic więcej. Tutaj jest tylko wasza, czyli rodziców, inicjatywa, a nauczyciele często takie złe zachowania ignorują, bo myślą, że jak takie plakaty z akcji np. “jakaś tam szkoła” są wywieszane, to nagle wszystko się ułoży. Brednie, bo pieniądze ważniejsze, a dzieciom takie pieniądze by się przydały bardziej.
- Nasilone kontrolowanie. Nauczyciele mówią, że kamery są dla bezpieczeństwa uczniów, a nauczyciele z zapisami z kamer mogą robić co tylko im się spodoba, a wcześniej o tym wspominałem. Nawet szukanie haków na niewygodnych dla nich osób, byleby tylko dziecku zmarnować życie. Kamery się przydadzą, ale tylko jeśli ktoś popełnia przestępstwo. Ukryta inwigilacja, czyż nie? Nawet dzieciaków nie wpuszcza się na zebrania, bo nie. Nauczyciel zawsze ma taki powód. I jeszcze e-dzienniki, librusy… Nie korzystajcie z tego, bo to leży w interesie nauczycieli, by usilnie stworzyć dziecko jako zdalnie sterowanego robota. A przez to takie dziecko się zbuntuje i będzie nienawidziło każdego, a zajmie się ćpaniem, alkoholizmem… Takie dziecko będzie się staczać od najmłodszych lat, a na pewno tego nie chcecie. I pamiętajcie: oceny z zachowania często są wypaczone, a wręcz niepotrzebne.
- Bierzcie pod uwagę to, jak zachowuje się dziecko, pamiętajcie o każdym za i przeciw.
Ogólnie mówiąc: siedmiolatek lepiej zniesie szkołę, niż sześciolatek.
Zapomniałbym jeszcze: egzaminy. Te były proste, ale jak się daje takie łatwe egzaminy trzecioklasistom, to lepiej ich w ogóle nie dawać. Nie miałem egzaminu na koniec trzeciej klasy podstawówki, i nikt nikogo z tego nie rozliczy. A na koniec podstawówki? Na bal nie poszedłem, bo po co, tańczyć z nauczycielką nie chciałem… Nawiasem mówiąc, egzamin łatwy, ale nieistotny na wybór gimnazjum, mogłem nie pójść na egzamin i powiedzieć: pierdole to!
A co do tych wszystkich geniuszy z podstawówki… 90% z nich nie wyjdzie na ludzi, tylko się stoczy na dno, bo myślą, że zrobili wszystko, że są dorośli. Walczy się dalej, są studia, praca. Nie ogarniam całego tego gówna z pracą i nauką, stąd też napierdalam do przodu. Paradoks, ale tak musi być, a jeśli nie wiesz co dalej, sraj na to. Do przodu i chuj, jakoś to będzie.
Może powiecie, że to wszystko niewiarygodne. Niestety, ja to wszystko pamiętam, nie będę udawał, że zapomnę. I tak każdy musi przez to przejść. Ale to już od dziecka zależy, jak to zrobi. Ja, mając 19 lat, współczuję każdemu uczniowi podstawówki, którzy muszą męczyć się z tym samym burdelem. Mam głęboką nadzieję, że rodzice, niezależni i niezmanipulowani, dla dobra i woli dziecka, będą robić wszystko, by było fajnie dziecku i żeby było szczęśliwe, a nie wulgarne, chamskie i nałogowe, czy też zakompleksione na swoim punkcie i wiecznie smutne. Szkoła, czyli chujnia z grzybnią. Łatwo nie będzie dla dzieci, ale to rodzice muszą bardziej się starać od nauczycieli, bo oni lepiej uczą i tłumaczą, ale to już kwestia gustu i tego, kim są rodzice. A dzieci powinny dostawać więcej kasy od tych nicponiów nauczycieli. By obywatelom żyło się lepiej. Obyście rodzice i dzieci byli sobą i w życiu nie mieli tylko przejebane. Dziecko też człowiek: też ma głos! I przepraszam za ewentualne błędy, maksymalnie się wykurwiłem. Właśnie podstawówki są najbardziej wkurwiające i popierdolone. Chyba…
I jeszcze raz powtarzam: Niech wypierdolą jak najwięcej szkół w Polsce. Ja już kończę szkołę i mam szczęście. Przynajmniej to grono nauczycielskie nie będzie miało jak obraniać swych pensji. I kurwa dobrze, a uczniowie broniących szkół są po prostu tej szkole tak oddani, że stracili część siebie. I ni chuja Szkoła to prawie PRL – nie daj się wpłynąć, bo tamtych broniących ta szkoła wpłynęła niekorzystnie. Polska bez szkół? Zajebisty pomysł, ale nie przejdzie, niestety, taki świat…
Szkoła powinna być dla nieogarniętych pojebów, a ci ogarnięci mogą pracować, studiować, i tak dalej, ale kurwa sami widzicie