Archiwa | Związki

Jak tak KURWA można????

Źródło: użytkownik

Byłem z dziewczyną 2 lata. Było kurwa źle i było dobrze. W pewnym momencie wszystko zaczęło się pierdolić. A dlaczego? A dlatego, że jej rodzina zaczęła się wpierdalać w nasz związek. A dokładniej mamusia i tatuś (dokładniej ojczym). Wszystko ok, ale w pewnym momencie coś we mnie pękło. Jak kurwa można tak? Mieć 24 lata i dalej się mamusi słuchać. Przecież  to jest do chuja bez sensu! Człowiek powinien spierdalać od rodziców nim tylko nadaży się ku temu jebana sposobność i zamieszkać sam bądź z partnerką. Ale to jest kurwa nie do pomyślenia. Że przez pierdolone 2 lata było w miare normalnie a kurwa przez ostatnie 2 miesiące schodziłem na 2. plan. Tak kurwa nie można. A na koniec pierdolona czerwona wisienka na jebanym torcie. Powiedziała mi, że nie potrafię jej zrozumieć i mnie zostawia. No spojebaniała już do reszty. Sorry ale w czteroosobowym związku ja kurwa nie bede tkwił do końca zasranego życia. Taki jest mój wkurw na dziś.

Kategorie: Ludzie, Nowe, Związki3 Komentarzy

Związki Damsko-Męskie . . . Co niby ?

Źródło: użytkownik

Witajcie chciałem wam napisać o czymś o czym wspomniałem w poprzednim wukurwie mianowicie o dziewczynach przeczytałem kilka wykurwów o nich i z większością się zgadzam. Nigdy nie uważałem się za tego pięknego i mądrego i co prawda dziewczyny nigdy nie były zainteresowane moją osobą ale zauwżyłem pewniem problem w kontaktach damsko-męskich w tych czasach. Mianowicie jeżeli chcesz zdobyć dziewczyne słuchaj tego

Zasada 1: Musisz mieć na dziewczyne totalnie wyjebane pytasz się czemu ? to proste. Człowiek lubi być zdobywany to jest w naszej naturze tak było od zarania dziejów i tak będzie nadal tak drodzy mili panowie żeby mieć dziewczyne musicie być chamscy i najlepiej niepokazywać że wam zależy. Ale powiedzccie mi drogie dziewczyny bo to mnie strasznie interesuje. Czy was totalnie kurwa pojebało ?! Jak tak można wokół Ciebie znajdziesz tylu normalnych facetów ale ty zawsze będziesz się śliniła do tego z kasą, furą, i obowiązkowo musi mieć na Ciebie wyjebane ? Chodzi mi o to że jeżeli chcesz mieć dziewczyne musisz ją ignorować chłopie czy miałeś kiedyś taką sytłacje że starałeś się o dziewczyne starałeś się pokażywałeś że Ci zależy A ta która Ci się nie podoba wydzwania do Ciebie i nie daje Ci żyć ? Tak to zrobiłeś kurwa źle Czemu ? bo krok pierwszy miej na nią wyjebane a zakocha się w tobie to przecież takie oczywiste prawda ?

Zasada 2: Musisz być kozakiem
ale to już chyba wszyscy wiedzą prawda ? Dziewczyna nigdy nie będzie chciała kogoś kto jest inteligentny o nie . . . Będzie szukała debila co ma obwód mięśni dwa razy większy od móżgu. I powiedzcie mi w jakich czasach przyszło nam żyć ?

Zasada 3: Najlepiej jeśli masz kupe hajsu
to też zasada oczywista dziewczyny najpierw będą patrzały na portwel, potem na wygląd i potem ewentualnie na charakter ale żeby nie było kij ma dwa końce ale do tego zaraz przejdziemy ;)

Żyjemy w czasach ignorancji gdzie jeden żyje kosztem drugiego i na lekcjach biologi słyszałem o czymś takim to się nazywa pasożytnictwo to znaczy że nie jesteśmy takimi ludzi jakimi byliśmy przed erą internetu większość z was powie że globalizacja jest dobra że zacieranie różnic kulturowych to cos dobrego ? To powiem wam że według mnie to stek bzdur ale nie o tym mówie nieprawdaż ?

Teraz powiem coś o facetach bo to nie tylko winda dziewczyn bo jak wcześniej mówiłem kij ma zawsze dwa końce
Faceci w dzisiejszych czasach to już nie faceci patrze z niedowierzaniem jak faceci upodobniają się do dziewczyn a dziewczyny do facetów niewiem jak nazwac to zjawisko ale ja osobiście nazywam je chujową zamianą miejsc. No poprostu szczęka opada kilkanaście lat temu makijaż u faceta był nie do przyjęcia a teraz robią z siebie pseudo-baby chodzą na solar a w ekstremalnych przypadkach na maniciure czy jakieś inne ciulstwo . . . Czyli wiecie co to znaczy ? Cywilizacja upada i to nie dlatego że facet się maluje tu chodzi ogół zapuszanie długich włosów i zachowywanie się w sposób w jaki nieprzystoi facetowi, upadek wartości zyjemy w czasach w których pojęcie takie jak honor, męstwo, rycerstwo nie ma znaczenia nic już nie mówiąc o szacunku w tych czasach prawdziwych facetów jest bardzo niewielu a jeżeli jesteś dziewczyną i znalazłaś prawdziwego faceta w tych czasach gratuluje lepiej żebyś go nie opuściła ;)

a teraz będe już kończył tylko zejde jescze do tematu internetu dokładniej rzecz biorąc chodzi o portale społecznościowe te czasy nas zzerają nie widzicie tego ? Zyjemy w czasach w których popularność przekłada się na ilość znajomych gdzie zamiast spotkać się normalnie ze znajomymi pogadać piszesz na tym jebanym czacie godzinami ja naszczeście nie mam facebook’a tylko dlatego że nie chce uczestniczyć w tym cyrku nie chce być kolejnym bezmózgim zombie który wrzuca zdjecia i prosi o lajki kurwa prosze was potraktujcie to jako jebany apel ogarnijcie się !

Kategorie: Ludzie, Poważne, Związki7 Komentarzy

Całe życie na dramacie…czyli parę słów o kontaktach damsko-męskich.

Źródło: użytkownik

Dziś odkryłam tę stronkę, trochę pokomentowałam  a teraz czas na mojego wykurwa. Nie wiem od czego zacząć, bo historia moich perypetii z mężczyznami jest bardzo długa. Ale może zacznę od końca, sprawy bieżące są zwykle bardziej ekscytujące.

Jakiś czas temu byłam w dość krótkim związku z tak zwanym “porządnym facetem”. Niemożliwie się o mnie chłopaczyna starał, że rok młodszy to miał dodatkowo pod górkę, bo zwykle wiązałam się ze starszymi mężczyznami. I niestety zwykle z okropnymi łotrami. Więc pomyślałam, że może tym razem dam szansę komuś “porządnemu” i tak odpowiedziałam na jego “Kocham” moim “Kocham” choć nieco wymuszonym. Ale po pewnym czasie się przywiązałam, poczułam ciepło i dobrze, więc się również starać zaczęłam. Ale tego już było za dużo dla mojego wybranka…po miesiącu od miłosnego wyznania stwierdził, że “Coś w nim wygasło”. Strasznie niefajna sytuacja, ja tu poważnieje, angażuję, a szczyl zmienia zdanie i wciąż utrzymuje, że miłość była szczera i prawdziwa, ale wygasła…po kilku tygodniach. Ale tak się nieszczęśliwie zdarzyło, że wieczora gdy się rozstawaliśmy zupełnie niechcący na jego oczach poznałam kogoś nowego. Trochę się koło tego nowego pana pokręciłam i po może dwóch tygodniach znajomość się rozkręciła. Mojego poprzedniego chłopaka bardzo interesował rozwój tych wydarzeń, a ja cóż….przedstawiłam mu bardzo okrojoną wersje, choć jak się później okazało niedostatecznie okrojoną, bo jakiś czas temu pojawiły się plotki, że nowy pan, nazwijmy go X, mu mnie odbił. Ale do rzeczy, bo w zasadzie o panu X miał być ten wkurw. Po rozstaniu z “porządnym facetem” włączyła mi się niechęć do stara się być w dobry związku. Ja się starałam, a skończyło się jak zawsze. Nadeszła chęć przygody. I tak pewnego wieczoru Pan X dostaje mój nr. Wymieniamy następnego dnia parę smsów. “Jakiś niemrawy”-myślę sobie. Jak się później okazuje Pan X jest dobry w gadce, jednak nie włada słowem pisanym. Około godziny pierwszej w nocy życzę mu smsownie miłych snów i próbuję się kłaść spać. A tu sms, czy może zadzwonić. “A niech dzwoni”- myślę sobie. Pierwszą rzeczą jaką sobie mówimy jest fakt, że nie szukamy związku, oboje. Rozmowa kończy się koło 3ciej w nocy, jestem nakręcona, jak nakręcona dawno nie byłam. W powietrzu atmosfera seksualnego napięcia. Następnego wieczoru spotykamy się. Pojawia się dużo alkoholu, mnóstwo rozmów, pierwszy i jedyny raz w moim życiu uprawiam seks na pierwszym spotkaniu. Dziki i zwierzęcy, strasznie rajcujący seks. Oboje nas potem wszystko bolało, wyczerpani byliśmy tą orgietką. “Nie no, ta być nie może ja taka nie jestem, nie możemy się więcej spotykać”-obwieszczam mu zasapana. On oczywiście się godzi i oczywiście widujemy się dalej. Pierwszy tydzień znajomości jest tak intensywny, że buźka mi się sama cieszy, najchętniej wykrzyczałabym światu jak jest super…ale wiadomo takim układem się nie chwali. I widujemy się prawie codziennie, uprawiamy seks wszędzie, mnóstwo godzin rozmów, o wszystkim, tak szczerze, przez telefon i na żywo. Żadnej ściemy, kreowania się na nadludzi, jak to bywa na zwyczajnych randkach. Ktoś pewnie spyta o co ten wykurw, skoro było tak super. A no było, ale mu się znudziłam bardzo szybko. Kontakt się rozluźnił, nie było co prawda wyraźnego zakończenia, ale oczywistym było, że układ już nie działa. I znów spytacie “O co ten wykurw”. Przecież układ nastawiony był na luz. A więc o to, że jestem “taka”. Całe moje 20letnie życie, miałam się za wzór moralności i za biedną pokrzywdzoną przez los kobietkę. A teraz wskoczyłam do łóżka randomowemu lovelasowi i na dodatek się do niego przywiązałam. Tak więc wykurw głównie na mnie, że okazałam się zwierzątkiem nie panującym na popędem i chęcią przygody. Tego już z życiorysu nie wymażę.

Kategorie: Erotyka, Ludzie, ZwiązkiKomentowanie nie jest możliwe

Mój stary to pojeb jakich mało

Źródło: www.google.com/images

Myśli że jest zajebisty i robi z siebie króla domu. Chce mieć wszystko pod kontrolą. Jebie od niego piwskiem i fajami jak od skunksa. Wymaga nie wiadomo czego i do wszystkiego się przypierdala. Mógłby mnie wyciągnąć z łóżka o 3 w nocy żebym mu podała piwo leń pierdolony! Sam nie robi nic bo myśli że orka na kopalni to wielka rzecz i po robocie sobie sam już obiadu nie podgrzeje tylko ktoś musi mu wszystko robić. Myśli że jest bossem bo spłodził 6 dzieci których nawet nie potrafił wychować. I myśli że jak wyleje na siebie flakonik perfum to nic od niego nie czuć. Tylko na niego patrze to już mnie mdli.

Sam ma wszystko – piwko, faje, ogródki, skalniaczki, oczko wodne, amstafy, jamniki, kurwa wszystko! Ale w lodówce to nie ma nic. Niech dziecka głodują! Bo trzeba zaszpanować przed sąsiadami że ma się kurwa kasę na wszystko, szpan się liczy….Sama na ubrania nawet nie mam.

Później się przypierdala że ważę pół grama i nie mam dupy ani cycka… A co kurwa jestem żebym miała cycki dla ojca hodować? Kocham swoje kości i mam w dupie że mogę zachorować na anemię, anoreksję, bulimię albo umrę, to jest moja sprawa!

Z tym człowiekiem się nawet porozmawiać nie da. On nawet nie wie pewnie ile mam lat. Czasami powie coś głupiego i myśli że to śmieszne. Jak nas doprowadzi do śmiechu to tylko przez swój idiotyzm.

I w ogóle tyran jebany, teraz jest trochę pochorowany to nic nie robi ale ja jak byłam mała tośmy wszyscy w polu zapierdalali na deszczu i upałach. Nie jeździło się na wycieczki z rodziną, do znajomych, do kolegów się chodziło raz na ruski rok …bo zawsze było tyle do roboty!

A teraz wszyscy oczekują ode mnie żebym była normalna… pozdro stary!

Dzięki za przeczytanie motherfuckers!

Kategorie: Związki4 Komentarzy

Długo i smętnie

Źródło: www.google.com/images

Witam!

Historyjka, którą opowiem ściska mi serce od długiego czasu i nie mam nawet z kim porozmawiać, więc anonimowo pokrzyczę do Was. Jak to bywa w sekcji “Związki” ponarzekam na moje… związki (łał – naprawdę wielkie zaskoczenie).

To może na początek coś o mnie – w końcu jestem istotną częścią tych związków. Jestem chujem, wróć, byłem chujem. Mam dwadzieściatrochę lat i aby opowiedzieć jakim chujem byłem, cofnę się kilka lat. Otóż, miałem niegdyś “dziewczynę”, poznaliśmy się tak całkiem miło, bo przypadkowo wpadliśmy na siebie ze dwa razy i potem postanowliśmy się umówić. Wszystko w porządku, cóż może najpiękniejsza nie była, ale ja – wtedy licealista – miałem wielką potrzebę miłości i męczyła mnie ta potrzeba już od dłuższego czasu. Związek się rozwijał … kurwa, kłamstwo. Czułem się jak kolega tej dziewczyny, byłem trochę zaślepiony (taaa nawet przez chwilę myślałem, że miłością). Ale kurwa ja pierdolę, co mnie tam trzymało?! NIC KURWA! Czułość?! W ŻYCIU! Miłe konwersacje? SKĄDŻE KURWA ZNOWU. Gdy zdałem sobie sprawę, że nie rozmawiamy na żadne głębsze tematy niż to co się aktualnie dzieje wśród naszych znajomych, to spróbowałem kilka razy spróbować rozpocząć rozmowę “głęboką” to ona… kurwa mać ona po prostu mówiła “haha! Co Ty takie dziwne rzeczy mówisz”. Ja pierdolę, zaczęło mi świtać coś. Jeszcze bardziej, gdy łaziła wciąż na jakieś zasrane imprezy i kurwa nigdy beze mnie. Wyjazd (tak bardzo chciałem z nią pojechać) – też chuj “to same dziewczyny”. A potem się kurwa zabawiali w wesołym gronie, które jednak do dziewczyn nie było ograniczone. Po prostu chuj. Kumpel, a nie kurwa chłopak. Pocałunek to był na przywitanie i pożegnanie. Nie, żebym był kurwa chciwy, ale wyjebałem grubą kasę na prezenty dla niej, ona pojechała sobie na obóz i przywiozła swoim znajomym jakieś pierdoły, a do mnie, że CHUJ WIELKI. A kurwa odłożyła ze 100 euro dla siebie. Chciwa suka.

Ups, przepraszam trochę się rozpędziłem. To w sumie było dawno i już mi zwisa, ale nigdy nie miałem okazji na taki wykurw. :)        Także mówiąc krótko – szczęśliwy to ja nie byłem. No i nadszedł czas kiedy to ja byłem chujem… zdradziłem ją. Zdradziłem ją ostro. Będąc na wakacjach przespałem się z inną, ba! Nawet z tą inną chodziłem za rękę i całowałem się, uśmiechałem i rozmawiałem! Kurwa, jest mi przykro, że tak wyszło, ale chuj – byłem wtedy nawet trochę szczęśliwy. Chociaż to już wiele lat, to nadal mi źle z tym co się stało. Chociaż tamta była dla mnie fatalna, denerwowała się jak pytałem “Widzimy się dzisiaj?”, nigdy nie miała dla mnie czasu i cały czas bawiła się beze mnie to i tak nie powineniem jej tak robić. Kurwa mać, żeby było weselej to wróciłem z wakacji i nic jej nie powiedziałem, minęło kilka dni i … ona mnie zdradziła! Ha! :D Niezłe jaja, w tym czasie wszyscy jej znajomi opowiedzieli mi jak to leci na innego typa i powinienem zrozumieć – też mnie wkurwili. Fałsz kurwa! Fałsz i tyle. No cóż, zerwaliśmy. Dopiero po roku powiedziałem jej co zrobiłem (zaraz będzie o tym co było w międzyczasie :D ) i w sumie nie wiem po co, ale chuj przynajmniej się wyjaśniło. NIGDY KURWA WIĘCEJ ZDRAD. LUDZIE – choćby nie wiem jak chujowo wam było, najpierw zrywajcie, potem się bawcie z innymi. ;/ Taka mała rada… Kurwa zamiast tu wykurwiać to opowiadam smętną historyjkę. ALE CHUJ I Z TYM!

Zmarnowałem ponad pół roku z tą dziewczyną i kurwa całe szczęście, że tylko tyle. ;/ Jednak w dniu, w którym zrywaliśmy poznałem inną… kurwa mać. Wtedy nie miałem żadnych intencji “romantycznych” co do niej, ale się zdarzyło, że tego samego wieczora zerwałem z poprzednią. Kilka dni później jakoś zacząłem rozmawiać (każdego znajdziesz w internecie :D ) z tą nową, którą nazwijmy dla uproszczenia “Ziuta” (kurwa, to dopiero sexy brzmi). Nie miałem się kurwa co otrząsać po tej poprzedniej i już po jakimś tygodniu umówiłem się z Ziutą. JA PIERDOLĘ, KURWA MAC – powiem Wam drogie panie, że nie wiem jak to robicie. Do tej pory nie wiem na czym polega mój pociąg do Ziuty, ale kurwa chociaż jestem już 2 dziewczyny dalej to nadal nie przestałem o niej myśleć. Ale wracając do nudnej historyjki (a chuj! może ktoś się nudzi tak jak ja i akurat sobie poczyta :P ), rozkręciło się wszystko szybko. Wpadłem po uszy, a Ziuta wydawała się zainteresowana. Kilka dni i już miałem więcej ciepła niż przez pół roku z poprzednią. Byłem szczęśliwy, ale jakoś tak niepewnie się zaczęło robić, bo nie do końca rozumiałem sposób rozumowania Ziuty. W końcu (jakieś 10 dni radości) powiedziała, że “to jednak nie to”. NO KURWA! JAK TO? Nagle szczęście znika? Kurwa! Skąd?! Jak? Próbowałem to zmienić, rozmawiać, dowiedzieć się chociaż czegoś. I powiem, że tyle czasu minęło kurwa – lata! I do tej pory nie wiem – WHY?! Często kurwa myślę, że zadałbym jej to właśnie pytanie. Zwłaszcza, że wybierała sobie jakieś pierdolone zera na chłopaków potem i z wszystkimi była krótko… Chuj kurwa. A ja nadal nie powiem o niej złego słowa. Wobec mnie jedyne co było niefair od niej, to to, że mnie nagle zostawiła i zakończyła wszystko zanim się zaczęło. Może dlatego do tej pory zadaje sobie pytanie “A co by było gdyby?”. Kurwa. Chujnia. Nawet nie wiem czy naprawdę jest tak wspaniała czy już ja zdążyłem ją wyidealizować. Kurwa mać.

Kilka miesięcy później miałem następną dziewczynę (temat na kurwa wykurw wykurwów) i nie miałem już kontaktów z Ziutą… Jednak jakieś x lat później, gdy byłem wolny (TAK KURWA W KOŃCU!), starszy i mądrzejszy (w końcu się człowiek zmienia, czyż nie?). Znowu spróbowałem, ja nie wiem co w niej jest, znowu tylko w mojej głowie Ziuta i Ziuta. Żałuję, że wtedy nie zadałem jej tego pytania, żałuję, że lepiej nie spędziłem czasu jaki miałem tak krótko z nią. KURWA. Zapytałem jasno czy jest szansa na przyszłość – nie było. Kurwa. Nie wiem czy dojrzale czy jak, ale po prostu się z tym pogodziłem, nawet chciałem z nią dalej rozmawiać, ale… znalazłem sobie dziewczynę. ;/ (wykurw nr 3 haha) Nawet sam już się zgubiłem w tym, na co chciałem ponakurwiać.

Nie myślcie też źle, gdy  byłem z tymi innymi, to nie zdradzałem ich (ani fizycznie, ani myślami) i naprawdę dawałem z siebie 120%. Jednak w tych momentach, gdy się zawodzę i zostaję sam, zawsze wracam myślami do Ziuty. Kurwa, chujowe wyidealizowanie. Wybaczcie smęty. Dzięki wykurw.pl.

Kategorie: Kumulacja, Ludzie, Związki1 Komentarz

Jak zostać jeżem?

Źródło: użytkownik

Oczywiście tytuł metaforyczny  krystalizujący “ostatnie słowa” :) Ten akapicik wpierniczam tutaj po napisaniu tego wszystkiego na dole więc stąd ten uśmieszek symbolizujący niejako ulgę po wygarnięciu tego z siebie.

Na wstępie… “Chorujesz? Smutno ci? Umrzyj!”Krwawiąca rana…

Tak bardzo chciałabym napisać co mi leży w tej chwili na sercu, ale jakoś mi ciężko to dobrać w odpowiednie słowa. Ciężko mi przypisać przyczynę tego stanu emocjonalnego w konkretnym wydarzeniu. Raczej skłania się to do bardzo wielu nieznacznych przykrości. Nawet jeśli, któreś z nich są znaczne to czym one są w porównaniu do tego co się dzieje u innych, tak? Rozwalę sobie przez przypadek rękę i rozpierniczę głowę? Kogo to obchodzi? Ludzie tyle gorszych nieszczęść widzą po świecie… nikt ci nie okaże współczucia. Bo czym to jest w porównaniu z kalectwem? … Współczucia? Odnoszę wrażenie, że jest właśnie na odwrót. Zrobisz sobie przez przypadek jakąś krzywdę to się jeszcze na ciebie powydzierają, zwyklinają i zmuszą do jakiejś roboty.  W tym przypadku to nie oczekuję już czegoś takiego jak wsparcie – poradzę sobie sama, ale jak już nie mogą udzielić pomocy to niech mi dadzą spokój, zamiast sprawiania dodatkowego bólu. To, że fizycznie odniosłam uraz to nie znaczy, że potrzebuję dodatkowo psychicznego.

… Już nawet nie oczekuję czegokolwiek. Poradzę sobie jak muszę. Tylko proszę. Niech mnie wtedy dodatkowo nie ranią. Niech nie krzyczą. Niech przestaną szantażować. Niech przestaną mi zabierać to co mam. Niech nie krzywdzą wtedy gdy jestem najsłabsza. Już wolę żeby byli obojętni na to czy mi się coś dzieje niż gdyby mieliby mnie atakować. Czuję się wtedy jeszcze dotkliwej osamotniona. Mam wrażenie, że stoję sama naprzeciw wszystkiemu, co próbuje mnie usilnie zwalczyć. Przetrwają najsilniejsi co? Ktoś złapie przeziębienie? Słaba jednostka, niech zginie! Ktoś złamie sobie nogę? Słaba jednostka, niech zginie! Co to? Dżungla jest?

Nie będę wiecznie chodziła radosna i szczęśliwa, nie będę wiecznie tryskała zdrowiem i energią. Nie da się tak. Nie da się tak wiecznie by było to prawdziwe. . To co? Pozjadamy się nawzajem? Dobór naturalny!

Na rozwinięciu… “Jak zwykle masz wszystko głęboko w rzyci” …zasklepia się…

Mogę jedynie chować swoje uczucia i kryć swój ból. Wtedy pozornie nie okażę słabości. W porządku.  Nie okazuję, że mnie coś rani. Nie pokazuję. A im bardziej udaję, że mi na czymś nie zależy, że nie boli mnie strata czegoś, że nie odczuwam żalu, smutku czy bólu tym bardziej się na to sama nabieram. Bo żeby przekonać to trzeba najpierw samemu w to uwierzyć.

I czemu ja się pytam dziwią się, że mam wszystko w dupie? Muszę! Mechanizm obronny! Bo mnie zjedzą! Czemu mam okazać słabość?  Żeby można mnie było jeszcze bardziej zranić?  Po pewnym czasie faktycznie wieloma rzeczami przestaję się przejmować, bo już przechodziłam wiele takowych sytuacji gdzie starano się wykorzystywać moje uczucia. Próbują szantażować? I nic nie daje? No przykro mi, takich szantaży to ja słyszę dziesiątki codziennie w domu. Więc niech nie liczą, że zmanipulują mnie tym do określonego działania. Próbują mnie oczerniać, mówić jaka to ja zła nie jestem, żebym się zmobilizowała do jeszcze lepszej roboty? Nope, oleję to. Codziennie słyszę jak mnie porównują do tego i tego i pytają czemu ja taka nie jestem. Codziennie wyzywają. Nauczyłam się to ignorować. Przykro mi,  kolejną zabawą emocjonalną mnie nie zmanipulowali. Mają coś jeszcze? Bo już bawili się całą moją paletą emocji. Jak zastrzyk. Tyle razy mnie ukłuto, że już TAAAAK zdążyłam się uodpornić. Jak?

Otóż sęk w tym, że nie można zabić martwego. Nie łącząc uczuć z rzeczywistością nie dam jej tego co by mnie zraniło. Nie będzie miała jak. Nie będzie miała czym.  Czasem tylko ta martwota… uczucia przyciągają serce i umysł. A takie życie bez uczuć… nic. Cóż więc? Zadowolić się życiem wewnętrznym? Nie mogę oczekiwać nic od nikogo, ok. Sama sobie to załatwię nie wykorzystując nic oprócz siebie. Tylko, że z czasem to… smutno tak… patrzeć jak inni dostają to o co ty nawet prosić nie możesz. Nie. Nie chodzi o zazdrość. Chodzi o to, że oni wymagają, żebym ja się wtedy radowała. A ja po prostu… nie dam rady. Nie dam rady radować się z własnego bólu.  Chociaż w sumie mogę go wyśmiać – lecznicze endorfiny. Ale czuję się wtedy nie fair wobec siebie.

No nic. Życie hartuje. Co cię nie zabije to cię wzmocni. Co cię nie zabije to cię znieczuli.

Na zakończeniu “Miłość.” … by ponownie być rozdrapana.

Pozostaje tylko ten upierdliwy stan zakochania, gdzie mózg podświadomie, naturalnie i biologicznie zmusza psychikę żeby jednak coś czuć. Wiadomo, jak istota żywa i ma wpojony system przetrwania – dostajemy endorfiny gdy wykonamy jakąś zgodną z przetrwaniem czynność – seks, picie, jedzenie, wydalanie, spanie itp. Więc siłowo modyfikuje psychikę tak by stworzyć więź z obiektem uczuć .  I jak tu walczyć z naturą? Jak tu jej wmówić, że takie coś nie doprowadzi do stworzenia nowego życia tylko prawdopodobnie do autodestrukcji? No gadaj tu z naturą… Chyba, że ta spryciara specjalnie próbuję doprowadzić w ten sposób do eliminacji słabszych jednostek?

Tak się zastanawiam tylko… chować uczucia to jedno.

Ale miłość to jest uczucie (jak zadowolenie, przerażenie, nienawiść itp.)  czy potrzeba (jak jedzenie czy spanie)?  A może jedno i drugie? Uczucie, które zakrawa o potrzebę?

W takim razie dobór naturalny jednak mnie rozpierniczy ^^ Bez jedzenia i picia umierasz.  Bez wydalania no wiadomo – ile ci nerki wytrzymają? Bez spania wariujesz i też umierasz. Bez oddychania umrzesz. Bez miłości też (choć tutaj pojawia się jeszcze kwestia sublimacji – czyli jak spełnić potrzebę bez spełnienia?).

 

Skąd jeż? A z podsumowania.

Ale przecież wyogólniam. Nie wszyscy wykorzystują uczucia, prawda? Może jednak warto zaufać i zginąć próbując niż zginąć od braku? No ale właśnie ilekroć próbuję tylekroć dostaję nożem w plecy. Jeszcze chwilę i będę robić za jeża w cyrku :)

 

Kategorie: Ludzie, Poważne, System, Szkoła, Związki7 Komentarzy

Hipoteza czerwonej królowej.

Źródło: użytkownik

Witam szanownych wykurwiczów, witam Was w moim świecie, gdzie czasem zapomina się oddychać. Musicie mi wybaczyć, jeśli nie będę zbyt wpasowywała się w kanony wykurwowej mowy. Zwracam się do Was z uprzejmym zaproszeniem do poczytania kolejnego bagiennego shitu.

Wszystko zaczyna się od Adama. Najbardziej niebieskookiego, uroczego mężczyzny na świecie. Nie był idealny. Ale był kimś do kogo należy moje serce. Tak należy. Mimo, że od rozstania minęły dwa lata. Czuję się tak, jakby moja miłość siedziała za kratami. To był najbardziej burzliwy, najbardziej wspaniały związek mojego życia. I mężczyzna, dla którego zwariowałam, któremu oddałam wszystko. I tak już zostało.

Wyprowadziłam się, plątałam w kolejne związki wciąż nie mogąc zaakceptować, że moje serce nie reaguje na żadnego, nawet najbardziej miłego faceta. W końcu zmusiłam je. Teraz mieszkam z mężczyzną, który jest calkowitą odwrotnością Adama. Ma charakter, z którym nie chcę żyć i nawet nie mam ochoty starać się dla niego. Nasze życie seksualne nie istnieje. Codziennie budzę się z myślą, że nie chcę z nim być. Ale jest wygodnie. Wydatki na pół, obiady robi on, czasem porozmawiamy.

Adam mnie zdradził. Jest z kimś, kogo nie kocha. I pali, pali te jebane papierosy, przez które wszystkie nasze problemy rosły i piętrzyły się. Ale po tym, jak rozmawialiśmy w rok po rozstaniu, po tym jak wtedy uprawialiśmy seks, po tym co mi opowiadał o swoim życiu i prosił o pomoc, której nie mogłam mu dać, wiem… że tęskni.

Tkwię w gównie po szyję. Reszta mojego życia to pasja, idealne studia, wspaniali przyjaciele. A moje serce chyba dostało dożywocie.

Pozdrawiam Was drodzy wykurwicze, może macie idealny plan?

Kategorie: Erotyka, Ludzie, Poważne, Związki4 Komentarzy

Dzień Kobiet

Źródło: www.google.com/images

No i Dzień Kobiet mamy kurwa za sobą. Spuścizna postkomuny w ironicznym wydaniu wobec Tych, zepchniętych w życiu codziennym do roli matki, żony i kochanki. Czasami siostry, jak mamy to jebane nieszczęście. Jeszcze pół biedy jak starsza bo przynajmniej cycki i dupsko, po za własnym, w łazience można po podglądać. Jak młodsza to chuj jebał czas wolny -zajmij się, kaszkę odgrzej, zmień pieluchę etc. Przychodzi ósmy marca i zaczyna się cyrk na chuju. Kwiatuszki, bombonierki, życzenia i całe to zajebane zamieszanie bo przypominamy sobie, że wszędzie są kobiety i jest ich Dzień. W domu żona czy kochanka albo inna naiwna jebana co dzień w dupę białogłowa, nagle staje na pierestale. Hołubimy jej płeć, bo przecież albo żeby nie było. Czasami z serca albo z kalendarza.

Nagle kurwa zauważamy, że Ta co nam gotuje, sprząta, chowa dzieci, odbiera telefony i cięgnie druta pod stołem prezesa jest kobietą. Jak tak, to nie ma. Zrób żarcie, kawę, laskę a w ogóle spierdalaj na drzewo i chuj ci w dupę. Olśnienie spływa jak jakaś wyśniona wygrana w jebanego totolotka. Zapierdalamy jak pojebani żeby Je uczcić i uczynić ten dzień specjalnym dla Nich. No większej, zbiorowej obłudy, w kalendarzu czerwoną kredką zapisaną, to kurwa z gromnicą szukać. I po co? Żeby na nazajutrz zrównać z gównem za cokolwiek, bo wczoraj to wczoraj a dzisiaj to już popierdolona codzienność i ssij maleńka bo jak nie, to wypierdalaj. Ósmego byłaś kobietą, naszą boginią a dzisiaj szmatą, kurwą, dziwką i lachociągiem.

No może nie jest to kurwa rutyną, bo i wyjątek jebanej reguły się kurwa znajdzie, ale jak patrzę na ogół, to koduję widoki koszmarne jak raty z Prowidenta. A i wywłoka, czyhająca co dzień na krwawicę jakiegoś zauroczonego młodzieńczo idioty się znajdzie. I taka ma kurwa swoje wyrobione na co sama “uczciwie” pracuje. Bo sianko do budy jest, więc lubię być traktowana jak pies, michę swoją mam a innym chuj do tego. No cóż, tak też bywa. Oby obroża była kurwa z diamentami. Do siego roku, kobieto.

Kategorie: Ludzie, System, Związki1 Komentarz

Chora rodzina, chore życie.

Źródło: użytkownik

Swój wykurw zacznę od tego, że nie potrafie czerpać radości z mojego życia. Całe życie żyję w rodzinie, w której rodzice się nie kochają (=nie nawidzą). Przez lata w moim domu są awantury, kiedyś bywało, że musieliśmy uciekać z domu do babci albo znajomych z powodu agresownego ojca (co dziwne nie alkoholika, ale DDA), gdyż jego ojciec pił). Bywało, że ojciec bił matkę, ale to długie lata temu, teraz zostają tylko awantury, czasem bardzo ostre. Przyzwyczaiłem się, że średnio co 2 miesiące jest wojna w moim domu. O co idzie? Gdy 2 ludzi się nienawidzi, robią sobie na złość. W tej sytuacji to mój ojciec robi na złość mojej mamie na każdym kroku, nie daje jej pieniędzy, płaci tylko rachunki (1000zł miesięcznie, bo są na niego) i tyle, reszta do kieszeni, a jest kierowcą i dużo zarabia. Mama natomiast nigdy nie zarabiała dużo, aktualnie 1500zł netto, które nie starcza jej na życie (musi wyżywić 4 osobową rodzine, a ojciec w chuja leci). Nienawidzę swojego ojca za to, że odkąd pamiętam był gnojem. Tacy ludzie nie powinni zakładać rodzin. Jak można mieć rodzinę i nie łożyć na nią pieniędzy w potrzebie, tylko brać kasę do kieszeni i pozostawiając swoją żonę jakąś poddaną, która musi się prosić co miesiąc o pieniądze, a ten jej nie daje. Zawsze chodziło niby o pieniądze, ale ja po prostu podejrzewam problemy psychiczne mojego ojca gdyż miał ojca alkoholika, który robił swojej rodzinie piekło (i teraz mój ojciec robi mojej rodzinie to samo piekło, to jest kurwa genetyczne albo zakodowane jakoś inaczej, nie wiem, chuj).

Mama się nie rozwiedzie, gdyż szkoda jej domu i samej nie byłoby jej stać na utrzymanie mieszkania. Mamy dom jednorodzinny o wartości hmm tak na oko 500.000zł, bo ile może kosztować duży dom, i ktoś jeszcze musi kupić. Przy rozwodzie poszło by na pół, ojciec dostał by przykładowo 250.000zł i mama 250.000zł, z tym, że ja nie chciałbym żyć z ojcem, siostra to samo, więc mieszkałbym z mamą. Czyli wydatki dzielone przez 3, a nie przez 1. Mamie szkoda domu, nie stać jej na utrzymanie mieszkania z 1500zł miesięcznie, alimentów nie dostanie bo ja mam już prawie 18 lat, a siostra pare lat starsza. Rozwód wiadomo ciągnie się latami.

Wkurwia mnie to, że moja mama ma takie zjebane życie, wkurwia mnie to, że muszę żyć w patologicznej rodzinie, wkurwia mnie że jestem DDD (Dorosłe Dzieci rodzin Dysfunkcyjnych). Nie miałem normalnego dzieciństwa, nie wiem co znaczy miłość rodziców do siebie, ciepły dom (mam na myśli taką sferę uczuć, a nie ogrzewanie w domu). Zawsze mi tego brakowało, nigdy nigdzie nie jeździłem z mamą (brak kasy), ojciec nigdy nie chciał ze mną ani w ogóle ze swoją rodziną nigdzie jechać. Trzyma pieniądze i myśli chyba, że będzie żyć wiecznie. Ciekawe kto mu na starość pomoże bo ja się na niego wypnę tak jak on na moje wychowanie.

To właśnie mój ojciec zjebał mi życie. Podejrzewam, że cierpię na depresje już od paru ładnych lat, dołki psychiczne są cały czas, jak jest dobrze z moją głową 3 dni to sukces, dłużej nie. Nienawidzę siebie, mam zaniżoną samoocenę, brak pewności siebie. Spadam na dno, powoli…powoli, opadam. Zamiast cieszyć się życiem jak moi rówieśnicy, być pogodnym, myśleć optymistycznie, to jestem postrzegany jako pesymista, ciągle narzekający i mówili mi nawet, że swoim charakterem przypominam osobę po 50. To niestety wszystko prawda.

Oddałbym wszystko co mam, aby mieć “normalną” rodzinę, kochającą się. Tylko tyle! Tylko miłość rodziców, rodzice, którzy sobie pomagają, rozmawiają ze sobą codziennie, rozwiązują razem wspólne problemy i problemy dzieci, opiekują się dziećmi, wychowują je wspólnie. Czy ja dużo wymagam? Wolałbym mieszkać w 2 pokojowym mieszkaniu, niż posiadać własny ogromny pokój w domu, wolałbym mieć pokój na pół z siostrą, wolałbym mieć tatę, z którym mógłbym rozmawiać o swoich problemach, wypić piwko, pooglądać TV, wyjść na jakieś ryby/narty, cokolwiek! COKOLWIEK KURWA MAĆ , COKOLWIEK.

Nic nie zmienię, jestem tylko pierdoloną jednostką, nic nie znaczącą. Musiałbym znaleźć pracę, na studia nie chcę iść bo to wd mnie strata czasu, a na studiach technicznych nie dałbym sobie rady. Nie nawidzę się uczyć (zawsze dobrze się uczyłem, uczeń czwórkowy, najgorsza średnia to teraz 2 technikum na 1 sem 4.00), chciałbym przeskoczyć o parę lat do przodu i obudzić się…Iść rano do pracy, zarobić pieniądze, “uwolnić mamę” z rąk skurwiałego ojca, żyć na poziomie, znaleźć 2 połówkę…I tu znowu się boję, że będę taki jak ojciec. Już taki jestem. Nerwowy, o 2 twarzach. Ciągle kłócę się z matką. Ze wszystkimi. To przez to, że nie mam z kim rozmawiać, wszystko w sobie duszę i potem wybucham. Nie mam przyjaciół, co najwyżej 1 dobrego kumpla na którym wydaje mi się, że mogę polegać i reszta to zwykli znajomi (tacy ze szkoły) i koledzy z klasy. Nie mam również dziewczyny, nigdy nie miałem i nie robię nic w tym kierunku by ją mieć. Tak to jest jak się jest brzydkim, grubym, z ogromnym dołem (jestem pewien, że mam depresje) człowiekiem, od którego śmierdzi pesymizmem. Czasami chce mi się płakać, mam myśli samobójcze, jednak po co miałbym się zabijać, ludzie nie przejeli by się śmiercią robaka nic w świecie nie znaczącego, a tylko mamie by było przykro i miała by jeszcze gorsze życie niż ma.

Kurwa jakie to wszystko do chuja trudne i złe, nie wiem, czy Bóg to specjalnie robi, że w mojej rodzinie jest tyle zła, czy chce nas sprawdzić, czy nie wiem kurwa co. Wierzę w niego i myślę, że jest w tym jakiś cel…A może próbuję na siłę usprawiedliwić sobie swoją sytuacje życiową? Nie wiem. Jak ktoś chce ze mną pogadać przez komentarze, napisać jakąś radę, zgnębić mnie jeszcze bardziej, wyżyć się, poobrażać to smiało! Wyrażam zgodę nawet na obrażanie mojej osoby.

Zjebane życie.

Kategorie: Ludzie, Pozostałe, Związki15 Komentarzy

Bycie w związku vs. bycie singlem…

Źródło: użytkownik

Witam serdecznie.

Kolejny wykurw ale tym razem zupełnie inny od poprzednich,sprawa bardzo przyziemna, w ostatnim czasie jestem strasznie zagubiony w tym temacie dlatego może napisanie tego tekstu jakoś pomoże mi uporządkować w głowie parę spraw a Wam być może będzie się miło czytać,mam nadzieje :)

Jak wspominałem w poprzednich tekstach jestem w związku z moją dziewczyną od 4 lat,raz było lepiej raz gorzej jak to w związku,jesteśmy w jednakowym wieku,mamy 20 pare lat,poznaliśmy się w szkolę taka szkolna miłość.Po roku ja zmieniłem profil klasy (może inaczej,straciłem rok zmieniając profil klasy:)) z czego dzisiaj bardzo się cieszę dzięki temu poznałem masę świetnych ludzi z którymi do dzisiaj utrzymuje bardzo bliskie kontakty co nie jest tak łatwe jak sami zobaczycie po skończeniu szkoły. Oczywiście ja jak ostatni debil wierzyłem wówczas w coś takiego jak miłość aż po grób :) ów dziewczyna szybko zweryfikowała moje poglądy zostawiając mnie w najlepsze tydzień przed świętami,argumentując że potrzebuje ”czasu” i że ja zasługuje na ”coś lepszego” ,kurwa typowe nie?

Jako jeszcze gówniarz źle to zniosłem,dwa tygodnie nie wychodzenia z kumplami z baru,rzygania pod siebie i robienia mnóstwa głupich rzeczy aby chyba udowodnić sobie że nie potrzebuje jej.Warto tutaj dodać że byłem,jestem kibicem jednej w tym czasie z drużyn ekstraklasy,co tydzień na mecz nie ważne czy u siebie czy na wyjazd gdzieś w Polske (jest to ważne odnośnie dalszej opowieści).

Chodząc do nowej klasy byłem rok starszy od reszty(chociaż było jeszcze z 5 osób w moim wieku:)) od razu stałem się kimś takim jak ”przywódca” tej klasy chociaż wcale o to nie zabiegałem z natury jestem osobą raczej spokojną.W klasie było ze 20 dziewczyn a nas tylko 4 chopa.Nie należe do jakiś mega przystojniaków jestem zwyczajnym chłopakiem jeżeli chodzi o wygląd,od pierwszego dnia zauważyłem jedną dziewczynę nazwijmy ją Ola (chociaż imię miała nie tak popularne) była prześliczna,uroda jak z bajki,nigdy chyba nie spotkałem ładniejszej dziewczyny od niej,ale…to może potem.

W tym czasie moja przyjaciółka z którą znam się od biegania po polu (jak można mówić po dworze???:)) a więc gdzieś od 5 roku życia,postanowiła zeswatać mnie ze swoją koleżanką,ale na paru spotkaniach się skończyło.Jakoś nie chciałem być z nikim innym.

W lutym moja eks przypomniała sobie o mnie i znów zaczeły się jej podchody ja jako typowy gówniarz na skrzydłach do niej wróciłem.Oczywiście przez pewien czas było wspaniale aż do wakacji wtedy zaczeły się częste kłótnie o moje wyjazdy za klubem,postawiła mi ultimatum albo ja albo ”nazwa klubu”,jako człowiek kochający wolność i żadnych ograniczeń pomimo tego że tak zależało mi na niej przed tym jak mnie zostawiła,powiedziałem że nikt,nigdy nie będzie mi niczego zabraniał i tak zakończył się po raz drugi nasz związek.Patrząc teraz wstecz tak powinno zostać.

Po wakacjach,znów zaczeła się szkoła (ajj piękne czasy:)) wtedy,wiecie jak to w szkole krążyły plotki że ”Ola” coś tam mówiła na mój temat,że coś tam do mnie niby czuje…(jak teraz na to patrze to cieszę się że wiek nastu lat pod tym względem mam dawno za sobą)  ja oczywiście cały w skowronkach bo była to dziewczyna na pierwszy rzut oka z ekstraklasy:). Gadaliśmy coraz więcej,pisaliśmy w domu coraz więcej (dość duża odległość między naszymi miejscowościami).W ferie postanowiliśmy się spotkać na lodowisku,wyglądała ślicznie,starałem się jak głupi pomimo tego że 2 raz w życiu miałem łyżwy na nogach,było bardzo miło.Kilka dni później nie było jej w szkole,a więc postanowiłem pogadać na spokojnie z jej najlepszą przyjaciółką na ”nasz” temat,odpowiadała jakoś bardzo wymijająco co dało mi już coś do myślenia.

Przyszła wiosna,podczas jednej z lekcji poszliśmy na miasto,Ola i jej koleżanka dały mi i kumplowi (który oczywiście kochał się w tej koleżance) do przechowania komórki ( po jaki chuj to do dzisiaj nie potrafię pojąć), wiem ze to mega chamskie i możecie powiedzieć że chujowe ale oczywiście pobiegliśmy do najbliższego lokalu aby spokojnie prześledzić owe komórki czy czasem ktoś nas nie robi w chuja.Najpierw kumpel sprawdził telefon ”swojej” nic nie było wszystko wykasowane,przyszła kolej na mnie,wahałem się bo nie o to w tym wszystkim chodzi żeby kogoś kontrolować,nigdy taki nie byłem ale jednak ciekawość wygrała,sprawdzam a tu kurwa 70 wiadomości gdzieś od 5 chłopaków i wszystkie typu ”nie potrafię o Tobie zapomnieć” itede itepe…dałem telefon kumplowi i mówię niech odda szmacie,ja już zakończyłem lekcje na ten dzień.

Mijały dni raczej się do siebie nie odzywaliśmy,jednego wieczoru pisze do mnie ”Ola” że tak naprawdę to one chciały się tylko zabawić nami,ona mną a ta koleżanka moim kumplem ( w wielkim skrócie) ale po czasie,gdy lepiej mnie poznała poczuła coś więcej i zrozumie jeśli ją będę nienawidził za to co zrobiła. W tym czasie naprawdę byłem ochujały na jej punkcie,dlatego spotykaliśmy się dalej,wspólne spacery,siedzenie i rozmowy godzinami w parku,bez żadnego całowania ani nic,nie śpieszyło mi się,chciałem ją lepiej poznać.Wszystko było cacy w końcu mówię żeby wpadła do mnie do domu obejrzymy jakiś film no po prostu kurwa będziemy razem na dłużej (ona się jakoś nie kwapiła z zaproszeniem mnie do siebie) zgodziła się. Przyjechała,włączyłem jakiś durny film na kompie i siedzimy,przytuliła się,siedzimy tak sobie aż tu nagle cały czas ktoś do niej nakurwia na telefon w końcu patrze a tu ”Tomek” i tak ciągle pytam co jest grane? A ona że nic skończyła już ze wszystkimi (kurwa jak to brzmi!) Myślę spoko,brat miał po nią przyjechać więc poszliśmy się przejść po moim zadupiu,chodzimy sobie spokojnie aż tu nagle mi mówi że ostatnio właśnie brat zrobił imprezkę i że strasznie polubiła ”Martini” (miała się chyba za osobę z wyższych kurwa sfer,ale chuj) na tyle polubiła że się rano budzi w łóżku z jakimś kolegą od brata…Kurwa.Stanąłem jak wryty i patrzę na nią jak na jakąś kurwa zjawę,zaraz dodała że oczywiście nic nie było że tylko spali razem.

Myśle sobie koniec randki kurwa,wypierdalaj.Przyjechał brat nara,nara i koniec.Miałem serdecznie dość robienia mnie w chuja,pomimo tego że ciągle myślałem o niej.Wtedy znów moja eks zaczeła podchody i tak jesteśmy razem do dzisiaj…4 lata.

Szkoła się skończyła i jakoś kilka miesięcy po tym niespodziewanie ”Ola” piszę coś w stylu ”Musimy być razem,nie znam nikogo tak dobrego jak Ty,jesteś zupełnie inny niż wszyscy faceci.Musimy być razem!”, wtedy byłem w fazie w której rodzice od mojej dziewczyny po raz enty się przyzwyczajali do mnie,a moją dziewczynę uważałem za tą jedyną i po prostu pokazałem jej tego smsa…odpisała jej w taki sposób że ”Ola” już się nie odezwała nigdy.

Kurwa,rozpisałem się.I wiecie co? Żałuje tego.Związek z moja dziewczyną opiera się głównie na fizyczności i przyzwyczajeniu…nigdy nie myślałem ze tak to się skończy.Nie mamy o czym rozmawiać,moja dziewczyna nie ma żadnych ale to żadnych zainteresowań po za chodzeniem po sklepach…zastanawiam się co ja robiłem przez te 4 lata? Ciągłe kłótnie nakazy,zakazy z jej strony.Zawsze gdy jadę samochodem słucham piosenek które kojarzą mi się z ”Olą” która w pewnym czasie okazała się…no właśnie.Jestem 20 paro letnim sentymentalnym chujem.

Ciągle zastanawiem się ile rzeczy mnie omineło a ile mnie dopiero ominie,nie tak to miało wyglądać.Irytuje mnie wszystko co związane z moją dziewczyną,nie chcę mi się nawet do niej jeździć,wole wyjść z kumplami albo zostać w domu i dalej rozmyślać jakby to było gdyby…

Jako że z Olą chodziłem do jednej klasy,szybko dowiedziałem się że spotyka się chyba z jednym z tych z którymi kręciła w tym samym czasie co ze mną,koleś z BMW tak zwany w naszym gronie:) W sumie było się można tego spodziewać,niestety.Takie czasy.

Na koniec o byciu singlem.

Okres gdy byłem sam przez te 4 laty był chyba…najlepszym okresem.Szczególnie gdy ma się naście lat,nie każdy musi być z kimś bo każdy tak robi.Teraz gdy patrze na kolegów którzy powpadali w wieku 18,19 lat cieszę się że w sumie miałem głowę na karku i nie jeżdzę teraz z wózkiem po ulicy,że nadal mogę wszystko.Dzisiaj mogę być tu a jutro tam,życie to tylko doświadczenia i za żadną cenę nie powinno się ich ograniczać w tak młodym wieku.W wiekszości ten tekst będą czytać pewnie osoby w wieku 15-16 lat,pamiętajcie młodość ma się tylko jedną i dla jednej fajnej nocy nie warto marnować całego życia..Oczywiście każdy dąży do tego by być z kimś ja niemal codzień rozmyślałem o tej dziewczynie którą tak wyidealizowałem i wiem się mylę co do niej,ale to i tak momentami jest silniejsze.

I wiecie co jest najgorsze? Że o napisaniu o tej ”Oli” użyłem 1000 słów a o mojej dziewczynie paru…tak to bywa gdy robimy coś na siłę,teraz sam muszę jakoś rozwiązać te problemy.

Teraz jestem najszczęśliwszy gdy mogę pobyć chwilę sam,poczytać książke,pojechać do kina sam czy z przyjaciółmi, po prostu czerpać z życia do tego naprawdę nie trzeba mieć kogoś na siłę,warto to sobie uświadomić w porę i zadać sobie pytanie co tak naprawdę sprawia że jesteś szczęśliwy?

Tyle ode mnie,sory za rozpisanie i sory za mały bałagan ale taki się tworzy gdy chcę się coś napisać od serca

 

Jak będzie dalej? Nie wiem,czas pokaże.

Pozdrawiam Was;)

 

 

Kategorie: Kumulacja, Związki18 Komentarzy

Dołącz do fanów!

Wszelkie wpisy w serwisie generowane są przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności.