Tag Archive | "Praca"

Jebana szkoła -.-


Źródło: użytkownik

Codzienne wstawanie o 6:00 rano do tej jebanej szkoły. Siedzisz tam kurwa 8 godzin niewyspany, męczą cię kurwa jakimiś bzdurami, którymi się nie interesujesz (no bo kurwa, przecież nie przeżyjesz bez wiedzy o falach drgań). Jeszcze codziennie jakiś sprawdzian, dodatkowe obowiązkowe zajęcia (3 gimnazjum ma przejebane), masz się jeszcze uczyć po szkole, zadania kurwa robić. Pierdole tę szkołę. Nawet ci pracujący mają lepiej! Po pracy mają czas wolny, a ja kurwa uczyć się mam, bo przecież tylko po to żyję, ba, na chuj mi wolny czas?! Wkuwaj o falach drgań, bo bez tego nie zrobisz zakupów w Biedronce! Już pracowanie w MPO lepsze. Płacą ci za to, luzik, nikt cię nie męczy. Kiedyś kurwa zrzucę bombę na szkołę i będzie git.

Posted in SzkołaComments (9)

Trochę o skurwiałej pracy…


Źródło: użytkownik

Chuj jasny mnie strzela z powodu sytuacji młodych ludzi w tym pojebanym kraju. Kurwa jego mać. W normalnej cywilizacji jak zapierdalasz to przynajmniej żyjesz na jakimś tam akceptowalnym poziomie. Tutaj każdy ma wyjebane co sobą reprezentujesz, jebaj za 8zł na godzinę i dziękuj kurwa! Dla mnie to chore, że mając 23 lata, nie mogę znaleźć normalnej, kurwa, pracy! Nie mówię kurwa o wymarzonej pracy typu tester wódki czy alfons bądź prezydent, ale kurwa o normalnej pracy, która będzie trwać 8 godzin dziennie, dzięki której będę mógł zapierdalać do jebanego lekarza jak będę chory, a żaden kurwa jebany szpital nie będzie mi wystawiał pierdolonych faktur jak sobie skręcę nogę. Takiej pracy, dzięki której jakieś kurwa składki pójdą na pierdoloną emeryturę – tak, niektórzy w moim wieku potrafią myśleć “do przodu”, a nie tylko, aby się nakurwić i naćpać co weekend.

Jak ma być normalnie, skoro od najmłodszych lat ludzie uczą się jak kombinować? Pracodawca zatrudnia na umowę zlecenie czy o dzieło i sam się kurwa martw o lekarza i  emeryturę. Płatny urlop? No chyba Cię kurwa pojebało?! Wiadomo, że człowiek się zacznie zastanawiać jak ojebać takiego kutasa. Potem kurwa wielkie zdziwienie: jak to? Paliwo ściągał z firmowego samochodu? Narzędzia zajebał? Przyciął na fakturze? Skandal kurwa! Nie kurwa, nie żaden skandal do chuja pana. I żadna pozostałość po komunie jak próbują nam wmówić “gadające głowy” z TV. Filozofy, kurwa, jebane. Wiadomo, jak masz zapierdalać za 1500zł miesięcznie przy opłatach 1000zł to kurwa będziesz kombinował.

Sam tak robię i przestać nie zamierzam. Nazwiesz mnie złodziejem? Ok, Twoje prawo. Jakoś Robin Hood’a wszyscy wychwalają;) Ale chuj mnie jasny strzela i krew zalewa jak po renomowanej uczelni państwowej, ze znajomością angielskiego perfect i kilkuletnim doświadczeniu w różnych branżach mam kurwa zapierdalać na nowe BMW M3 jakiegoś bezmózgiego kutasa, który potrafi rozjebać na jednej imprezie w knajpie 3 moje wypłaty, a mi kurwa jebana mówi, że nie ma kasy.

I na koniec, podsumowanie:

Kiedyś czułem się tak zwanym “patriotą” i jak wszyscy moi znajomi spierdalali na zmywaki do Anglii czy truskawki do Holandii ja się pukałem w czoło i mówiłem, że jak się postarasz to w Polsce też znajdziesz normalną kurwa pracę. Takiego chuja. Zycie boleśnie zweryfikowało moje poglądy i teraz ze spokojnym sumieniem mogę powiedzieć: Młodzi (i starzy) – spierdalajcie jak najdalej z tego burdelu! Jak nikt nie będzie chciał w końcu harować dla tych jebanych dorobkiewiczów to może kiedyś docenią drugiego człowieka. Chuj w dupę tym skurwiałym kutasom! Peace!

Posted in PracaComments (10)

Nie ma dla mnie pracy i miejsca na tym świecie


Źródło: użytkownik

Od dłuższego czasu mam jebane obawy na temat mojej przyszłości. Renomowane LO i takie tam chuje-muje, dobre wyniki, a ja nie wiem jak ma wyglądać moja przyszła praca i całe życie.

Napierdalamy. Najpierw preferencje osobiste. Na maturze będę zdawał zestaw – rozszerzona hista, WoS, polski i angol. Wybitnie humanistyczne, no ale cóż. Taki się urodziłem, do przedmiotów ścisłych jakiś wstręt i tępota dziwna, stokroć wolałbym studiować jakiś ścisły kierunek i mieć:
-poczucie że będę miał pracę
-dużo kasy
-respekt
-poczucie że jestem potrzebny, bo robię coś konkretnego.

Ale nie. W planach mam taki nudny i przyziemny kierunek jak prawo, bo nic innego nie jestem w stanie wymyślić! Kurwa, drugiego tak sprzecznego wewnętrznie jak ja to chyba nie ma! Testy preferencji zawodowych wykazują mi najwyższy poziom predyspozycji do zawodów typu A, czyli artystycznych, a niewiele niżej językowych. Najgorsze jest to, że jestem raczej introwertykiem, domatorem itp., z temperamentu typowy melancholik, wolę pracować indywidualnie. Z zainteresowań gry komputerowe, Internet, militaria i nic więcej. Polityka, ekonomia, gospodarka – nie obchodzą mnie specjalnie. Chociaż zdaję WoS, to robię to tak z przymusu raczej, bo nie interesuje mnie to wcale. No ale cóż, chcesz się na to jebane prawo dostać, to musisz.

Nie pasuję do żadnego zawodu! Niby humanista, a unika ludzi. Lubi komputery, grafiki, Internety i inne takie chuje muje, zrobił własny filmik na YouTube (nie, nie kaszankę z Ivoną :P ), nakurwia z umiłowaniem swoje misje w edytorach gier, czyta CD-Action.
Mam zdolności artystyczne, i co z tego? Nawet nieźle rysuję, potrafię dostrzeć artyzm, że tak powiem, jakiś taki zmysł estetyczny mam. Najchętniej by został jakimś twórcą gier/ich recenzentem, ale w pierwszym wypadku nie pójdzie na żadne politechniki, a w drugim brak mu jaj i siły przebicia. Jednostka tak nie przedsiębiorcza, że chuj.

Matko święta, tacy jak ja mają już na starcie dwa razy trudniej. Co ja mam kurwa za studia wybrać, a potem jaką pracę? Jaką szansę mam na zostanie prawnikiem bez prawniczej rodziny? Zresztą ten zawód i tak mnie nie interesuje specjalnie, idę na to dlatego, że to jedyny humanistyczny kierunek, który ma jakiś sens. I dużo zarabia się potem, oczywiście jak już znajdziesz tą jebaną pracę, co w moim przypadku zajmie pewnie parę lat. Mam zmarnować ćwierć życia na edukację, aby potem nie mieć pracy/robić w czymś, co mnie nie satysfakcjonuje?

I jeszcze te wszystkie ludzkie chujowate cechy, z którymi niechybnie będę miał do czynienia w takim zawodzie jak prawnik. Hipokryzja, zakłamanie, szacunki, hierarchia, przybieranie masek…..

Kto weźmie do roboty kogoś takiego jak ja? Z takim ryjem jak ja? Przecież jak spojrzą na moją twarz to od razu zrezygnują.

Nie mam złudzeń i wiem, że tylko jakiś normalny kierunek, a potem dużo własnych starań zapewni mi pracę. Muszę mieć pracę, aby spierdolić jak najszybciej z tego obrzydliwego gniazda, jakim jest mój dom rodzinny.

To życie tak mnie rozpierdala psychicznie, nic mi się nie chce. Znów cały miesiąc bez kasy, bo wszystko (czyli 60 zł) pójdzie na koszulkę. Starzy mi nie kupią, ich chuj obchodzi, że nie mam. Uważają że jeszcze mogę chodzić w tych starych, za krótkich, jebana ich mać. Łeb mnie boli co weekend, z niskiego jak chuj kieszonkowego muszę sobie po kryjomu tabletki przeciwbólowe kupować, bo rodzice zabraniają mi ich zażywać (!), choćby mi łeb pękał cały dzień. Każdy weekend w tym smutnym jak pizda domu, sam, nie ma do kogo ryja otworzyć, bo rodziny nienawidzę, kolega jeden raptem tu mieszka z którym można sensownie pogadać, ale przecież mu nie opowiem o tych wszystkich moich rozterkach.
Najchętniej bym zajebał tą całą rodzinę, może poza bratem. Tak ich nienawidzę wszystkich. Jeden granat albo seria z kałasza. Tylko kto mnie będzie utrzymywał?

Jakieś porady zawodowe macie dla mnie? Tylko nie jakieś ogólniki, bo tych się naczytałem w necie już w chuj.

Posted in Ludzie, Praca, System, SzkołaComments (21)

Decydujący rok a nie wiadomo co robić.


Źródło: www.google.com/images

Zacznę od mojej osoby. Mam 21 lat, studiuje resocjalizację na 3 roku. Ogólnie mam wkurwa gdyż mieszkam sobie z mama (lat 60) jej facetem i moim bratem (lat 24), sytuacja jest taka że moja mama jest sobie kasjerka żeby sobie dorobić. Ja w tej chwili wróciłam z UK i idę na 3 rok studiów. Szukam pracy obecnie.

Przechodząc do sedna. Ten rok będzie dla mnie podejmowaniem decyzji od a do z. Po pierwsze moja mama we mnie pokłada nadzieje ze ja skoncze moje studia, pojde sobie na magisterke i bede zarabiac i jej doloze do utrzymania domu. Owszem chcialabym tak zrobic ale sęk w tym ze ja nie chce isc na magisterke na ten kierunek bo mi sie on wcale nie podoba i nie wiem co mam zrobić. Mam jeszcze opcje taka że mogę wyjechać do Anglii i tam siedzieć gdyż mam tam siostre i kolejnego brata ale z drugiej strony nie chce zostawic mojej mamy ktora wiecznie będzie jebać na tej kasie i utrzymywać ten dom. Widze jak ona po 6 czy 8 godzinach pracy przychodzi zmęczona.

Moj brat jedyne za co placi to internet ale na szczescie za neidlugo moze sie wyniesie z domu do swojej dziewczyny, facet mamy normalnie daje jej pieniadze. Ja owszem wiem ze znajde sobie prace bo to jest kwestia czasu ale nie jestem w stanie zarobic w sklepie jako sprzedawca więcej niz 1000 zl za ktore musze dojezdzac na moje zaoczne studia co tydzien i za pewne do pracy do miasta obok. Moja mama tez ma wizje ze jak nie w tą strone to zebym znalazla sobie chłopaka była z nim przez jakiś czas i on by się wprowadził do nas i byśmy wszyscy placili rachunki, no kurwa sielanka normalnie. Kocham swoją mame ale to nie jest dla mnie droga wyjścia. Nie wiem tez czy np nie zrobie tak ze skoncze ten licencjat, wyjade na rok do Anglii i bede jej przesylac jakies dodatkowe pieniadze i sie zastanowie nad tym co ja mam kurwa z tym zyciem zrobić ale wtedy ją rozczaruje chociaz wiem ze ona by uszanowała moją decyzje no ale jednak.

Ona pokłada we mnie wielką nadzieję a ja z dnia na dzień wstaje i myśle co ja mam kurwa zrobić? Zawsze mi sie wydawało że moj optymizm i ogolnie pewność siebie przezwycięży wszystko ale nie w tej sytuacji. Mogłabym rzucić monetą i zdecydować co mam wybrać ale to jest bez sensu jak dla mnie. Czasami doprowadza mnie to do szału że nie wiem co robić wtedy lubię sobie wypić drinka. Wiem że uciekanie z problemami w szklance wódki nic nie pomoze ale sprawia mi to satysfakcje przynajmniej na chwile.

Kolejną rzeczą która jak już się dołuje jest brak chłopaka. Mam 21 lat, mam powodzenie ogólnie ale nie miałam praktycznie nigdy chłopaka bo nie mogłam się przekonać do związków z racji bycia zimną suką. Jednakże jak pracowałam w te wakacje w Anglii poznałam sobie tam polaka który przekonał mnie zebysmy sobie byli razem chociaz przez ten miesiąć. Ja nie chcialam ale w koncu stwierdzilam ‘ a raz kozie śmierć’ więc niby byliśmy parą ale ja miałam w dupie taki układ. On był młodszy i miał problemy w domu, jakieś kontrolowanie przez jego matke, godzina policyjna itd. Gdy sie z nim spotykalam to zawsze bylo opowiadanie z jego strony co jest nie tak, co nowego jego rodzicielka wymyslila a ze ja wyrozumiala to zawsze dawałam mu wsparcie i wogóle. W końcu to się skończyło bo musiałam wyjezdzac do Polski. Nauczyło mnie to tego żeby nie wiązać się z młodszymi ale też tego że otworzyłam się na związki.Teraz sobie szukam kogoś ale czuję że po mału wracam do bycia zimną suką czyli flirtowanie a potem pożegnanie. Taka prawda bo ogólnie sądze iż kobiety to zimne suki.

Ma ktoś jakieś rady na to ? szczególnie na to co zrobić z tą mamą i tą resztą? Bo już o chłopaka to pies pierdolił bo z tym to sobie dam radę. Najbardziej w dupie jestem ze studiami.

Posted in Ludzie, Pozostałe, PracaComments (9)

Ochujałe wakacje w kurwidołku


Źródło: użytkownik

Sorry, że dziś tak prozaicznie, ale muszę z siebie wyrzucić wkurwienie me dotyczące tych wakacji, które mogą śmiało nosić miano najzjebańszych ever w moim życiu.

Zacznijmy od tego, że spędzam je w domu, z całą rodzinką, której szczerze nie cierpię. Moje stosunki z rodzicami to temat na osobny wkurw. A więc ojciec w domu, bo jest nauczycielem i ma wakacje tak jak i ja, a matka pracuje do 2-3 i wraca do domu. Pierwsze parę dni było OK, tak do 7,8 lipca. Potem moi rodzice wymyślili, że muszą koniecznie znaleźć nam jakieś zajęcie, tak jakbym ich o to prosił i błagał z nudów. Wcale mi to potrzebne nie jest, czytam/gram/jeżdże rowerem itp., umiem sobie czas zająć jakoś. Ale nie, tak nie może być, ty nie będziesz bezrobotny. Uprzedzam bluzgi jaki jestem leniwy, pasożyt itp.: Mieszkamy na wsi, tak więc pracy trochę jest, chociaż gospodarki nie mamy :P Ale kurwa nie rozumiem, dlaczego ta praca musi być wynajdywana na siłę? Najpierw zmywaliśmy (ja,brat i siostra) po śniadaniu, kolacji, obiedzie itp., matka dostaje kurwicy jak cos jest w zlewie nie zmyte, a zmywarki nie mamy. Trochę mnie to irytowało, nie powiem, ale OK, wyręczamy ją. Potem ojciec dołożył swoje – będziemy jeździć do lasu żeby przygotowywać drewno na opał na zimę, bo za palenie drewnem nie płacisz nic, a nam się nie przelewa. No to ja z bratem jeździliśmy z ojcem, tak 2-3 h dziennie pracy przez parę dni. Potem cały dzień to zwoziliśmy na dwór, teraz to rąbiemy na kawałki, tniemy itp. No ale rozumiem, że to jest potrzebne, żeby zimno nie było. Mimo to wkurwia mnie to. Jebane trociny, jebane machanie siekierą w koło. W żadne wakacje tak nie zapierdalałem, a teraz to praktycznie codziennie. Mimo to tolerancję na to zachowałem do zeszłego poniedziałku.

Ogarnijcie teraz to kurwa. Moi starzy wymyślili, że ja prowadzę niezdrowy tryb życia. Że jeżeli położę się spać po 23 parę razy, to jestem niewyspany, zmęczony, agresywny. Nie ogarniają, że to wina po prostu przebywania w ich towarzystwie 24/7! Więc postanowili, że zmuszą mnie do innych godzin spania. Uznali, że godz. 9:00 to absolutny szczyt. O 9:00 rano ojciec wpierdala mi się do pokoju i każe wstawać! Po prostu przymusza do tego. No ja pierdolę, co za jebany despotyzm. Nie myślcie, że ja śpię do 13 normalnie. Nie, max to 10, i to rzadko. Ale po przebudzeniu się ok. godz. 9 lubię trochę poleżeć sobie. A tu ten stary chuj włazi z butami w mój poranek! Każe wstawać mnie i mojemu bratu też. I pierwsze co – to zagania do jebanego drewna! Tak jakby dnia było mało. Pracy na 1-2 h dziennie, ale np. po południu tego zrobić nie można. Koniecznie zaraz po wstaniu. Wbija o 9 równo, ja się budzę, bo czasami śpię jeszcze o tej porze, a on każe wstać w przeciągu paru minut, a jak nie, to kary na komputer itp. KURWA, wakacje, 17 lat, i wstawanie o określonej porze! Już tak to trwa 6 dni. Wstajemy, pracujemy, koło południa mamy wolne.
A siostrzyczka? Nic z tego. Zamyka pokój i nikt nie ma prawa tam wejść, a do tego prawie nic nie robi cały dzień, ew. zmyje raz naczynia z wielkim krzykiem. Niby wstaje o 9:00, ale oni jej nie kontrolują. Tylko mnie i brata. I zawsze musimy pracować razem/albo na zmianę, tak jakbyśmy byli jacyś zsynchronizowani, ja pierdolę. Ja mam 17 lat, brat 16, siostra 15. My dwaj pracujemy, a ona praktycznie nic. I jeszcze zapłacili za jej wyjazd na wycieczkę, a dla nas nic. Odwłołali nasz wyjazd, bo niby kasy nie ma. Grrr……….

I tak od pierwszych dni lipca do dziś codziennie jakaś robota. Niby nie dużo, max 3h, ale tak mnie wkurwia. Nawet paru dni wolnego nie ma. A do tego taka chujnia – deszcze, burze, duszno kurwa, i pracuj w taką pogodę. Kiedy kurwa był ostatnio jakiś słoneczny dzień? Taka pogoda mnie wykańcza, bo ja dodatkowo jestem metereopatą i zaraz jak niskie ciśnienie to mnie głowa boli itp.

Skończy się drewno? Wymyślą co innego. A to koszenie, a to żywopłot, a to chuj wie co. Mają pod tym względem nieograniczoną wręcz pomysłowość, kurwa mać. Wakacje sa do odpoczynku, a nie codziennej pracy.
Pomóc rodzicom – OK, ale trzeba żeby to było elastycznie, na zasadzie kompromisu, a nie “wstawaj i do roboty”, bo mi się tak podoba. Spróbuj się z nimi pokłócić – zaraz słyszę, że “bezczelny”, grożą, że nic nie będę miał, nigdzie nie pojadę, jak mi źle. Zajebiście.

Może gdyby stosunki między nami były inne.. ale ja ich wręcz nienawidzę, a opiszę to w innym wykurwie.

PS. Wiem, że pewnie dostanie mi się do leni, pasożytów, smarkaczy itp., ale wali mnie to, musiałem z siebie wyrzucić. Najbardziej wkurwia mnie ten nakaz wstawania, nie sama praca.

Posted in Kumulacja, Ludzie, PracaComments (15)

Szarość życia w społeczeństwie


Źródło: użytkownik

Więc tak – wkurwia mnie szarość życia – bycie nikim, lub jednym z wielu klonów. Np. idę sobie ulicą i co widzę? Pełno innych szarych ludzi, na co dzień każdy do szkoły albo do pracy (za psie pieniądze najczęściej) by przeżyć jakoś następny miesiąc. Chociaż niektórzy mają więcej szczęścia.

Ostatnio widziałem szanownego biznesmena pojeba, auto prosto z salonu, w jednej łąpie telefon i podczas jazdy zjechał na chodnik kretyn. Tak w ogóle nienawidzę słowa “społeczeństwo”. Kojarzy mi się tylko z jednym – “praca dom praca dom… grób” – i tyle po tobie zostało.

Hmm – wyścig szczurów? Jeszcze ten pojebany schemat życia z głupich seriali, że niby każdy ma żyć tak jak tam jest to ukazane. Czyli przykładowo pracuję w wielkiej firmie (na kasę też nie narzekam, bo jak wiadomo bohaterom nigdy jej nie brakuje, ot mają taki worek bez dna), znajduję wielką miłość na zawsze, zrobię dziecko i super ekstra wszystko git majonez jestem spełniony kurwa mać. Wcale tak do kurwy jebanej nie jest. Ja chcę być kimś, kto jest znany, ma swoich fanów, którzy lubią to co ich idol robi (chociaż nie wiem co by to miało być jak zero talentu na każdym froncie + nieśmiałość), i żeby mieć tą świadomość że tworzę coś co będzie lubiane, zapamiętane i docenione. A nie jak już wspomniałem, bycie nikim – hujowa praca w najgorszym miejscu, a potem za ileś lat pod ziemię. Ehh.. Czuję niemoc jak tak siedzę i to piszę. Co o tym wszystkim myślicie?

Posted in SystemComments (9)

Dwóch lekarzy


Źródło: użytkownik

Witam wszystkich wkurwionych. Niestety ku mojemu ubolewaniu zaliczam się do tego grona od kiedy przyszedłem na świat. A im  dłużej na nim żyję tym większy wkurw mnie bierze. Na początek absurd który wkurwia mnie od kiedy zacząłem prowadzić działalność gospodarczą. Pracuję na etacie i prowadzę ją dodatkowo(trzeba z czegoś żyć) z jednego trudno żyć na poziomie. Z etatu zus zabiera z mojej pensji pakiet składek i dużo za to obiecuje: emerytura no i oczywiście darmowa opieka zdrowotna no nie całkiem bo za nią płacę składkę zdrowotną i tu bym się jeszcze tak bardzo nie wkurwiał.  Ale skoro prowadzę też działalność,  to muszę zapłacić tę składkę jeszcze raz. I teraz się kurwa pytam za jaki huj ją płacę dwa razy? Czy mnie kurwa dwóch lekarzy będzie leczyć, czy może dostanę podwójne łóżko w szpitalu jak mnie ten wkurw przyprawi o zawał?

Posted in Prawo, SystemComments (5)

Rozmowa o pracę


Mam kurwa dość człowiek idzie na rozmowę o pracę a tu kurwa traktują go jak debila, nie dość że umawiają na kosmiczne godziny jakoś to kurwa można przeżyć ale kurwa jak każą przyjechać na totalne zadupie bo oszczędzają na czynszu. To kurwa powinni to docenić a nie kurwa robią sobie jaja, oszukują podczas rozmowy aby przyjechać do nich do wygwizdowa lub lokalu na kogoś innego i mają czelność na tą samą godzinę zaprosić 10 osób. Później przyjdzie ci taka kurwa którą jej facet nie dojebał i zaczyna pierdolić o tym jaki to nas zaszczyt kopnął i ze firma jest wykursywiająco zajebista w kosmos. Suka uśmiecha się cały czas ledwo sama skończyła szkołę i ona ocenia kto się nadaję albo nie! Kurwa po chuj w takim razie zawracają ludziom głowę co nie można w tym czasie szukać czegoś bardziej sensownego niż jak jej się wydaje słuchanie tego co ona pierdoli! Mam doświadczenie więc szukam tam pracy gdzie sobie poradzę więc kurwa nie marnują mojego czasu kiedy ich zdaniem nie nadaje się do ich firmy. Przecież mnie kurwa nie zmartwi że nie zadzwonili do mnie z tego burdelu jakim jest ich firma a panie w rekrutacji z pod latarni na siłę wyrwane albo granatem od pługa oderwane. Jak będę chciał pierdolenia to zapłacę jakieś dziwce a nie kurwa mam słuchać jakieś pizdy ze wsi i patrzeć jak się śmieje tymi ustami co widać za co dostała robotę bo na pewną nie tylko laskę musiała zrobić ale dać się wypierdolić.

Posted in SzybkieComments (3)

Bądź skurwielem!


Źródło: użytkownik

Witam.

Patrząc na swoje życie i analizując je doszedłem do pewnego wniosku.  Życie uczy nas bycia możliwie jak największymi skurwielami i chamami. Niektórzy pewnie w tym momencie pomyśleli “o czym on pierdoli?”.  Zaraz się dowiecie do czego piję.

Realia życia, jak i zachowanie większości osób wymuszają wręcz nauczenie się bycia możliwie jak największym chujem i nabycia wielu negatywnych cech. Skąd taki wniosek? Ano już objaśniam.

1. Pomaganie.

Wielu z was zapewne wie jak to zwykle jest z byciem miłym i przyjacielskim, oraz “uprzejmym”. Pomogłeś kumplowi raz czy dwa, bo po prostu lubisz pomagać i/lub starasz się być miły? Ów kumpel w 99% wypadków będzie to pamiętał, i na przyszłość będzie wiedział komu truć dupę o coś co równie dobrze sam mógłby zrobić. A może uczciwa wymiana przysługa za przysługę? Takiego chuja. Większość wciśnie ci kit że ma coś do roboty/jest gdzieś u rodzinki/tusz się skończył i np. nie druknie ci czegoś (ale o dziwo jak sam przyjdziesz to nagle czary mary drukareczka pięknie drukuje a tuszu jest od zajebania). Stąd człowiek uczy się żeby za bardzo tak samemu z siebie nie pomagać, bo będzie się dymanym co sekundę. A w mniemaniu większości ludzi człowiek który non stop pomaga i w końcu chce żeby to jemu pomóc i wypomina ci (czy raczej wali prawdą między oczy) że wypadałoby jakoś ci się za to odwdzięczyć to pedał, zjeb i męczydupa.

2.Asertywność.

Kiedyś umiejętność powiedzenia “Nie”. Dziś umiejętność powiedzenia “Nie” i na pytanie dlaczego rzucenie czegoś w stylu “bo mi się nie chce/bo nie i chuj” oraz wymyślanie wymówek. Bardzo związana z poprzednim punktem. Musisz nauczyć się odrzucać pewne prośby i obowiązki oraz kłócić się o swoje inaczej będziesz miał przejebane. Argumentowanie swojego zdania? Kiedyś tłumaczyłem rozmówcy, dlaczego nie chcę czegoś zrobić. Pierwszy błąd – “nie CHCĘ”. Koniecznie “nie MOGĘ” lub “nie za bardzo mam jak”, ale tak wytłumaczone że odbiorca wyszedłby na kompletnego skurwiela jeśli mimo tłumaczenia nalegałby żebyś nadal mu pomógł/coś tam zrobił. Drugi błąd w wielu wypadkach to wymyślanie jakiejś mocno wiarygodnej historyjki. W większości wypadków lepiej powiedzieć po prostu, że ci się za cholerę nie chce dodając do tego ton pełny wyrzutu i irytacji. Trzeci błąd to często sama próba tłumaczenia się. Znajomy który pożyczył od ciebie tydzień temu “gears of war” na prośbę o to żeby ci dziś je przynieść bo chcesz w nie ponapierdalać  z kumplem mówi “Nie” a na pytanie dlaczego odpowiada “Bo nie i chuj/bo mi się nie chce”? Przypomnij sobie to kiedy on będzie od ciebie coś chciał. I nie, nie tłumacz się, zagraj tak jak on – Nie i chuj. I tak do bólu obojętnie jak wiele razy będzie próbował. A że to dla niego ważne? Tym lepiej, więcej kutas pocierpi i może uzmysłowi sobie że coś jest w powiedzeniu “Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie”.Próby usprawiedliwiania się przy niektórych osobach to kompletna strata czasu.

-Możesz mi pożyczyć zeszyt z UTK dzisiaj? – Nie bo jutro zdaję na lepszą ocenę, nie mam internetu(czyt. co robić) i w końcu się pouczę – No ale pożyczysz, ok?         Tak, wszyscy kochamy takich typów…

3. Bycie przyjacielskim dla wszystkich “dobrych” ludzi.

Zakładam że każdy z was zna osoby które trudno uznać za “złe” “wredne” “chamskie” itp. ale pomimo tego na tyle irytujące i/lub nieciekawe że nie ma się najmniejszej ochoty utrzymywać z nimi kontaktów. No ale nie są źli, to pogadam czasem z nimi, albo nie mają wielu przyjaciół/są często wyśmiewani to chociaż ja będę dla nich miły (Jak wiadomo tonący brzytwy się chwyta, a koleś który nie ma zbyt wielu przyjaciół uczepi się ciebie). W większości wypadków to olbrzymi błąd. Pomijając fakt dręczenia kogoś bo po prostu jest słabszy i nie umie się bronić w podstawówce i gimnazjum, niektóre osoby nie mają znajomych nie bez powodu. Byłeś miły dla klasowego kujonka i znosiłeś jego towarzystwo, a nawet dałeś swój numer telefonu(gg pomijam bo i tak 3/4 siedzi na niewidoku cały czas więc trudno im truć dupsko)? Nie zdziw się, kiedy podczas przerwy będziesz chciał porozmawiać ze znajomymi o waszej ostatniej wspólnej grze/imprezie czy czymkolwiek, a taki człek przypałęta się do ciebie i zacznie pierdolić swoje smęty. Znajomi przesuną się kawałek dalej i będą rozmawiać w spokoju dalej, a ty wysłuchujesz histerii takiego typa że ta babka z polskiego jest “popierdzielona” że tyle zadała, i odczuwasz nieziemską irytację kiedy po raz kolejny na pytanie “a ty z czego się uczyłeś” odpowiadasz że z niczego. Albo jeszcze opowie ci kawał/opowiastkę ze swojego ciekawego jak hodowla planktonu życia.  No i mały bonus. Wróciłeś z wypadu na pizzę ze znajomymi, telefon zostawiłeś w domu. Oj coś mruga, pewnie operator truje dupę. Otóż nie. Kujonek nie mógł się dodzwonić do ciebie 40 razy w ciągu godziny żeby pogadać o tym czego warto by się nauczyć na jutro. Masz szczęście że nie było cię w domu, albo że nie odebrałeś. A wystarczyło krótkie “spierdalaj” lub wyjaśnienie w delikatniejszych słowach że nie masz ochoty być jego znajomym. Trzeba było to zrobić od razu, bo teraz już jest za późno. Kujonek się popłacze i twoi rodzice będą mieli rozmowę z jego matką, albo jeszcze lepiej – wychowawczyni której go szkoda zaprosi cię na dyskretną rozmowę w której “nakłoni cię”(rozmowa z rodzicami na ten temat lub inne represje jako alternatywa nie prezentują się ciekawie) żebyś znów się z nim “zakumplował” lub porozmawia z wami dwoma i wymusi “powrót przyjaźni”. Żeby była jasność – nie mam nic przeciwko komuś kto się dobrze uczy(przy obecnym skretynieniu społeczeństwa nawet wręcz przeciwni), o ile nie jest przy tym książkowym zombie napierdalającym po 8h dziennie z zanikiem osobowości i urokiem osobistym oraz prezencją i umiejętnością prowadzenia rozmowy jak większość polityków.

4. Prawdomówność & Szczerość.

Jeśli uważacie że pełna szczerość i mówienie tylko prawdy może przynieść tylko dobry efekt, to radzę spróbować przez tydzień mówić tylko prawdę i być cały ten czas szczerym w 100%.  Od drobnych kłamstewek w stylu “świetna ta twoja nowa fryzura” (kto tak paskudnie skrzywdził twoje włosy?) “naprawdę nie mam dzisiaj czasu, muszę …” (ja pierdolę, człowiek nie może już normalnie pograć sobie w piątkowy wieczór?)itp. aż po większe, wręcz mocarne kłamstwa a’la “no jasne że cię kocham kochanie” (przecież nie jestem z tobą tylko po to by w końcu poruchać, bo byłaś jedyną w miarę sensowną wolną laską w promieniu 300km) lub kłamstwa związane z pkt.2 typu “Nie narzekaj, ten projekt wygląda świetnie, ponumeruj strony i wyślij to babce”(Mój 11-letni brat zrobiłby to lepiej, ale nie mam całego dnia by wymieniać ci co tu zjebałeś). Wszystko to jedna wielka sprawna machina mająca na celu większą wygodę i zadowolenie człowieka i jego otoczenia. Jak myślisz jak zareagowałby twój szef/znienawidzony nauczyciel z chemii(przykładowo) gdybyś powiedział mu mniej więcej co o nim myślisz, nawet ubierając to w najdelikatniejsze słowa? Powodzenia w szukaniu nowej pracy/napierdalaniu następny rok w tej samej klasie. Masz dosyć tego że wszyscy naokoło ruchają się jak króliki, albo chociaż mają do kogo się przytulić i chcesz też kogoś sobie znaleźć? Wszystkie ładne i ciekawe już dawno pozajmowane, ale czemu nie spróbuj wyrwać jakąś znośną laskę mówiąc jej że masz już dość samotności i bycia prawiczkiem więc chciałbyś przelecieć pierwszą lepszą babkę której wygląd nie powoduje odruchu wymiotnego i/lub że chcesz nabrać pewności siebie będąc z nią by potem znaleźć jakąś inną do której na razie nie masz odwagi podejść bo twój umysł szepcze ci że to nie twoja liga. Masz wolne i chciałbyś obskoczyć sobie urzędy i popłacić podatki? Chociażby mimochodem rzuć że masz kiepski dzień i w chuj roboty i westchnij, a być może nawet uda ci się wygrzebać w znośnym czasie. W końcu masz upragnione wolne od pracy/szkoły po dłuższym czasie napierdalania jak pracoholik, a rodzinka chce to wykorzystać i zaprząc cię do ciężkich robót? “Fikcyjna” robota/zadanie z krótkim terminem wykonania i wzbudzenie chociażby drobnego poczucia winy (patrz punkt 2) sprawdzają się w takim wypadku bardzo dobrze.  Kłamstwo jest już w nas tak zakorzenione, że przestajemy je zauważać i używamy go machinalnie.  “Zobaczysz będzie dobrze”(jest chujowo do bólu, no ale nie załamuj się, bo chce mieć nadal zajebistego kumpla a nie jakieś tnące się emo) “No nie bądź nieśmiały, nikt nie zacznie się bawić bez ciebie”(Szkoda mi cię, że jesteś taką życiową pizdą, więc chodź i chociaż spróbuj pobyć w towarzystwie) itp. kłamstwa są wręcz traktowane jako coś bardzo pozytywnego i pożądanego.

5. Oryginalność.

O ile nadal można być całkiem oryginalną osobowością, to na lekcjach w szkole i w pracy jest to niemal zakazane. Polski – wpasuj się w klucz. Matematyka – napierdalaj to zadanie tak jak cie uczyłam. Chuj że metodą “na chłopski rozum” i kombinując inaczej wyliczysz to kilka razy szybciej i też dobrze, punktów nie dostaniesz. Chcesz po prostu odhaczać dni w szkole tuż po jej wyjściu nie mając z nią nic wspólnego? Za chuja nie wyrażaj swojego zdania przy nauczycielu i potulnie wykonuj wszystko co ci powie z uśmiechem na twarzy i ciągłym potakiwaniem(tzn przy tych nauczycielach którzy są w stanie coś ci zrobić). Praca? W większości wypadków jak szkoła po wystawieniu ocen – siedzisz i jesteś by być, odhaczyć że byłeś i pójść w pizdu. Dobra praca w której robisz coś konkretnego co potrafi chociażby odrobinkę wciągnąć (nawet obrabianie mord fotoszopem w zakładzie fotograficznym) jest niemal równie cenna jak 6 w totka. I niemal tak samo rzadka…

6. Znajomości.

Tak, musisz je mieć. Chuj że jesteś istotą aspołeczną, nietowarzyską i lubiącą samotność, bez znajomych nie znajdziesz porządnej pracy, nie dowiesz się gdzie można kupić jogurty po złoty sześćdziesiąt dziewięć  lub nachapać się gówno przy tym robiąc. I to nie chodzi tylko o jakąś małą grupkę znajomych, tylko o napierdalanie po 800 znajomych na fejsie(wraz z nk tak chujowe portale, że to temat na osobny wykurw) bo zostaniesz uznany za jakiegoś odludka albo psychola (On nie lajkuje niczego na fejsbuczku i ma jeno 30 dodanych znajomych, więc wiedz że coś się z nim dzieje…).

Znalazłoby się tego pewnie jeszcze od chuja i trochę, ale po przeprowadzce ze wsi do miasta tak zakorzeniło się we mnie lenistwo, że nie chce mi się tego dalej ciągnąć. W dodatku wyszło by z tego jeszcze większe masło maślane, bo pomimo tego że w miarę umiem pisać moje przyzwyczajenie do lania wody i rozpisywania się po 3 strony o tym samym na polskim dają o sobie znać i widzę że zdarza mi się zbytnio rozwałkowywać temat pewnych miejscach.   Gratuluję za dotrwanie do końca wykurwa : )

Posted in KumulacjaComments (17)

Pierdolona matura, szkolnictwo i minister!


Tak tak kurwa… czas pisania pierdolonej matury ale ja nie mogę jej napisać! Dlaczego? Bo pojebana minister Hall wymyśliła sobie końcowe egzaminy dla szkół wieczorowych i standardowo zajebałem matmę… jak bym kurwa nie miał tego poczucia że samej matury z matmy pewnie nie zdam to kurwa muszą Ci wpierdolić egzaminy! Kurwa z resztą ja nie chcę być inżynierem, informatykiem, matematykiem więc po chuj mi matma ale nie bo kurwa nikt nie chce użyć tego co ma między uszami! Myślą potem takie pojeby w ministerstwie “no yyyy… nie ma inżynierów no to my damy obowiązkową matematykę na maturze będzie więcej ludzi na studia techniczne!” A TAKIEGO CHUJA! To jest kurwa recepta na brak wykwalifikowanych pracowników? No kurwa nie osłabiajcie mnie ludzie… ja pierdolę studia bo: 1. Jebią mnie studia techniczne, inżynierskie etc. bo mam w dupie matmę. 2. Na co kurwa pójdę? Co będę 162534 magistrem socjologi albo filologi angielskiej? 3. Ileś lat zapierdalania, kucia itd. tylko po to żeby kurwa wylądować w urzędzie pracy jako bezrobotny albo zapierdalać za 1200 zł gdzieś gdzie kurwa studia mi nie są potrzebne!? Chciałem iść do policji! Bo nie jestem kurwa jakimś zafajdanym szczylem z pokolenia JP (i uważam że policja ma kurwa być, a co niektórym jebanym wieśniakom co tylko potrafią tylko wykrzykiwać “jebać policje!” przydało by się jebnięcie w łeb z MILICYJNEJ loli) ale nie kurwa! Jeżeli chcę iść do policji muszę mieć kurwa maturę! No super tylko kurwa nie będę jej mieć bo jakiś półmózg wymyślił maturę z matmy a teraz jeszcze ta suka Hall dolewa oliwy do ognia!

Posted in SzybkieComments (9)

Dołącz do fanów!

Wszelkie wpisy w serwisie generowane są przez użytkowników serwisu i jego właściciel nie bierze za nie odpowiedzialności.