
Źródło: użytkownik
Sorry, że dziś tak prozaicznie, ale muszę z siebie wyrzucić wkurwienie me dotyczące tych wakacji, które mogą śmiało nosić miano najzjebańszych ever w moim życiu.
Zacznijmy od tego, że spędzam je w domu, z całą rodzinką, której szczerze nie cierpię. Moje stosunki z rodzicami to temat na osobny wkurw. A więc ojciec w domu, bo jest nauczycielem i ma wakacje tak jak i ja, a matka pracuje do 2-3 i wraca do domu. Pierwsze parę dni było OK, tak do 7,8 lipca. Potem moi rodzice wymyślili, że muszą koniecznie znaleźć nam jakieś zajęcie, tak jakbym ich o to prosił i błagał z nudów. Wcale mi to potrzebne nie jest, czytam/gram/jeżdże rowerem itp., umiem sobie czas zająć jakoś. Ale nie, tak nie może być, ty nie będziesz bezrobotny. Uprzedzam bluzgi jaki jestem leniwy, pasożyt itp.: Mieszkamy na wsi, tak więc pracy trochę jest, chociaż gospodarki nie mamy
Ale kurwa nie rozumiem, dlaczego ta praca musi być wynajdywana na siłę? Najpierw zmywaliśmy (ja,brat i siostra) po śniadaniu, kolacji, obiedzie itp., matka dostaje kurwicy jak cos jest w zlewie nie zmyte, a zmywarki nie mamy. Trochę mnie to irytowało, nie powiem, ale OK, wyręczamy ją. Potem ojciec dołożył swoje – będziemy jeździć do lasu żeby przygotowywać drewno na opał na zimę, bo za palenie drewnem nie płacisz nic, a nam się nie przelewa. No to ja z bratem jeździliśmy z ojcem, tak 2-3 h dziennie pracy przez parę dni. Potem cały dzień to zwoziliśmy na dwór, teraz to rąbiemy na kawałki, tniemy itp. No ale rozumiem, że to jest potrzebne, żeby zimno nie było. Mimo to wkurwia mnie to. Jebane trociny, jebane machanie siekierą w koło. W żadne wakacje tak nie zapierdalałem, a teraz to praktycznie codziennie. Mimo to tolerancję na to zachowałem do zeszłego poniedziałku.
Ogarnijcie teraz to kurwa. Moi starzy wymyślili, że ja prowadzę niezdrowy tryb życia. Że jeżeli położę się spać po 23 parę razy, to jestem niewyspany, zmęczony, agresywny. Nie ogarniają, że to wina po prostu przebywania w ich towarzystwie 24/7! Więc postanowili, że zmuszą mnie do innych godzin spania. Uznali, że godz. 9:00 to absolutny szczyt. O 9:00 rano ojciec wpierdala mi się do pokoju i każe wstawać! Po prostu przymusza do tego. No ja pierdolę, co za jebany despotyzm. Nie myślcie, że ja śpię do 13 normalnie. Nie, max to 10, i to rzadko. Ale po przebudzeniu się ok. godz. 9 lubię trochę poleżeć sobie. A tu ten stary chuj włazi z butami w mój poranek! Każe wstawać mnie i mojemu bratu też. I pierwsze co – to zagania do jebanego drewna! Tak jakby dnia było mało. Pracy na 1-2 h dziennie, ale np. po południu tego zrobić nie można. Koniecznie zaraz po wstaniu. Wbija o 9 równo, ja się budzę, bo czasami śpię jeszcze o tej porze, a on każe wstać w przeciągu paru minut, a jak nie, to kary na komputer itp. KURWA, wakacje, 17 lat, i wstawanie o określonej porze! Już tak to trwa 6 dni. Wstajemy, pracujemy, koło południa mamy wolne.
A siostrzyczka? Nic z tego. Zamyka pokój i nikt nie ma prawa tam wejść, a do tego prawie nic nie robi cały dzień, ew. zmyje raz naczynia z wielkim krzykiem. Niby wstaje o 9:00, ale oni jej nie kontrolują. Tylko mnie i brata. I zawsze musimy pracować razem/albo na zmianę, tak jakbyśmy byli jacyś zsynchronizowani, ja pierdolę. Ja mam 17 lat, brat 16, siostra 15. My dwaj pracujemy, a ona praktycznie nic. I jeszcze zapłacili za jej wyjazd na wycieczkę, a dla nas nic. Odwłołali nasz wyjazd, bo niby kasy nie ma. Grrr……….
I tak od pierwszych dni lipca do dziś codziennie jakaś robota. Niby nie dużo, max 3h, ale tak mnie wkurwia. Nawet paru dni wolnego nie ma. A do tego taka chujnia – deszcze, burze, duszno kurwa, i pracuj w taką pogodę. Kiedy kurwa był ostatnio jakiś słoneczny dzień? Taka pogoda mnie wykańcza, bo ja dodatkowo jestem metereopatą i zaraz jak niskie ciśnienie to mnie głowa boli itp.
Skończy się drewno? Wymyślą co innego. A to koszenie, a to żywopłot, a to chuj wie co. Mają pod tym względem nieograniczoną wręcz pomysłowość, kurwa mać. Wakacje sa do odpoczynku, a nie codziennej pracy.
Pomóc rodzicom – OK, ale trzeba żeby to było elastycznie, na zasadzie kompromisu, a nie “wstawaj i do roboty”, bo mi się tak podoba. Spróbuj się z nimi pokłócić – zaraz słyszę, że “bezczelny”, grożą, że nic nie będę miał, nigdzie nie pojadę, jak mi źle. Zajebiście.
Może gdyby stosunki między nami były inne.. ale ja ich wręcz nienawidzę, a opiszę to w innym wykurwie.
PS. Wiem, że pewnie dostanie mi się do leni, pasożytów, smarkaczy itp., ale wali mnie to, musiałem z siebie wyrzucić. Najbardziej wkurwia mnie ten nakaz wstawania, nie sama praca.