
Źródło: użytkownik
Z reguły staram się nie użalać nad sobą, bo nie widzę w tym sensu. Oczywiście – jak każda dziewczyna, której buzują hormony, mam słabsze dni – jednak ogólnie jestem okazem optymizmu. Wracając do meritum sprawy…
Nie mam się za jakąś zajebistą laskę. Jestem w miarę normalna, proporcjonalna, dbam o siebie. Może nie chodzę w typowo “dziewczęcych” ciuchach, bo lubię spodnie i bluzy i czuję się w nich dobrze, ale nie mam sobie nic do zarzucenia. Z charakteru też jestem w miarę okej – jak każdy mam wady i zalety, mam ich świadomość, więc staram się nad tym panować.
Chyba ciąży nade mną jakieś jebnięte fatum, które nie pozwala mi się normalnie i po ludzku zakochać w normalnym chłopaku, tylko zawsze wyszukuję jakiś udziwnień, przez co się robi jeszcze gorzej.
Po kolei mówiąc, zacznijmy od największego błędu życiowego:
S, zwany też później pieszczotliwie przeze mnie Kretynką to mierzący około sto osiemdziesiąt cztery centymetry wzrostu blondyn. Był to kiedyś przyjaciel byłego chłopaka mojej byłej przyjaciółki. 31 maja 2009 roku *pamiętam to dokładnie, nie wiedząc kurwa czemu* miałam tą niewątpliwą przyjemność spotkać i poznać S wraz z kilkoma kolegami. Mały dodatek do jego osoby: trzy lata starszy (właściwie cztery, ma czelność być ze stycznia), flirtujący z każdą napotkaną dziewczyną.
Jak to się stało, że go poznałam? Otóż, wraz z moją cudowną byłą przyjaciółką udałyśmy się na Basketmanię i gdy przechodziłyśmy przez rynek, nagle wyrosła przed nami grupka pięciu rosłych chłopaków, których moja przyjaciółka poniekąd znała za pośrednictwem swojego byłego chłopaka. Zaprosili nas do KFC – posłusznie się zgodziłyśmy, tylko jak będziemy wracać.
Nawet sama dokładnie nie wiem jak to się stało, ale po tym całym spotkaniu w KFC zaczął do mnie pisać – najpierw przez nk, potem na gadu. Ba! Zdarzały się sytuacje *potem coraz częściej*, że dzwoniłam do niego na telefon. Zaczęły się wakacje, a że rok temu byłam totalną idiotką nie znającą natury facetów, to myślałam, że jest wszystko okej. Byłam w niego zaślepiona jak w obrazek, śmieszne.. Ba! wydawało mi się, że jest idealny – i czasami tak go nazywałam. Moim ideałem. Żałosne, wiem.
Nie wiem, dlaczego zaczął ze mną pisać, skoro rok temu wyglądałam jeszcze gorzej niż teraz. Jedna z teorii mówi, że to może dlatego, że szukał dziewczyny, na której podbuduje swoją samoocenę i swoje ego – jakiś miesiąc wcześniej rozstał się z laską *teraz wcale jej się nie dziwię*. Przez całe wakacje jak głupia jeździłam na rynek, spotykałam się z nim i z jego kolegami. Kiedy byliśmy sami, zachowywał się jakby był moim chłopakiem, a mi się to podobało – w końcu, jak miało się nie podobać, jak jakiś chłopak tuli się do dziewczyny i mówi jej, że jest ładna? Typowo dla facetów, jak byliśmy z jego kumplami, zachowywał lekki dystans, mimo wszystko się jednak nie przejmowałam.
No ale bańka mydlana musiała w końcu kurwa prysnąć, a ja musiałam się obudzić z idyllicznego snu. Wszystko zaczęło się psuć, jak zrozumiałam, że się w nim zakochałam. Pierwszy raz się w kimś zakochałam – było to dla mnie nowe uczucie, zupełnie mocniejsze i wyraźniejsze od wcześniejszych zauroczeń. Oczywiście, jako idiotka rozmawiałam z nim na ten temat, strasznie za nim tęskniłam, chciałam się z nim spotkać – w końcu skończyły się wakacje, już tak często się nie mogliśmy widywać, bo ten idiota jest tłumokiem z zawodówki *ah. no tak, zapomniałam: stały bywalec nocnych klubów*.
Ale nie, jak jakaś popierdolona idiotka znalazłam inny sposób na dobijanie się. Tym sposobem było stoisko jego ojczyma, na którym on pracował. No i przechodziłam tamtędy codziennie, kiedy wracałam ze szkoły. To nic, że robiłam jeszcze większe kółko wokół domu i wracałam o wiele później – oj tam. Mogłam go zobaczyć! Ba – jego ojczym bardzo mnie polubił, śmiał się, że może się zmieni, że w końcu zwróci uwagę na normalne dziewczyny.
No, i tak chodziłam, chodziłam.. aż w końcu po jakiś 4 miesiącach od naszego poznania zaczęło mnie wkurwiać to, że nie ma czasu spotkać się na mieście i pogadać. Żeby w końcu ustalić jak to z nami jest. Zaczęłam nalegać – a to najgorsze, co może zrobić dziewczyna. Naprawdę. No nic.
Potem doszło do czegoś lepszego – zaczął się spotykać z siostrą swojego przyjaciela, nic mi o tym nie mówiąc. Ona mnie znienawidziła, bo ja nieświadoma tego, co się dzieje – dzwoniłam do niego i dalej widywałam go na stoisku. Aż się w końcu o nią pokłóciliśmy..
Sprawa skończyła się tak, że w sylwestra moim postanowieniem noworocznym było o nim zapomnieć, zerwać kontakt. Przeszłam przez dwa jebane załamania nerwowe, płakałam co noc w poduszkę, ale kuźwa udało się. Po pół roku mogłam powiedzieć, że jestem szczęśliwa i już go nie kocham. Przez ostatni rok się nie odzywał – pewnie miał na mnie wyjebane, tak jak ja już później na niego. Byłam zajebiście szczęśliwa, do czasu… Ale o tym później.
W czerwcu 2010, kiedy byłam już psychicznie uwolniona od jakiegoś nażelowanego pedała, mogłam spokojnie się rozejrzeć za kimś nowym. Znalazłam, dwa tygodnie przed zakończeniem roku szkolnego. Chłopak przez 3 lata chodził ze mną do jednej szkoły, a ja go nie znałam. No chuj już z tym, w każdym bądź razie się widywaliśmy, byliśmy razem w kinie, wszystko powolutku… I co usłyszałam na dwa dni przed zakończeniem? Że kurwa jestem za DOBRA, żeby z nim być. Jak kuźwa można być za dobrym, żeby z kimś być? Trzeba być Matką Teresą, czy co? Nie, wystarczy być kuźwa mną: normalną dziewczyną z dużą ilością czasu, która jest w stanie go poświęcić, żeby się spotkać z chłopakiem. Która się zajebiście szybko do ludzi przywiązuje. No to myślę sobie, że spoko. To po co mnie chuju zwodziłeś i mówiłeś te wszystkie rzeczy? Bo mu przyjaciel kazał znaleźć sobie dziewczynę. Wkurw jak nic.
Stwierdziłam, że nie. Że te wakacje będą zajebiste i były. Zaczęłam się spotykać z jednym chłopakiem, który był starszy o dwa lata i strasznie się mną opiekował. Ja rozumiem, że można być opiekuńczym, ale kuźwa nie aż tak, żeby mi mówić, że mam nie iść blisko jezdni, bo jeszcze mnie coś rozjedzie. Kurwa, czy jestem małym dzieckiem? Nie. No to prawie jak Milena w Galeriankach mu powiedziałam baj, że fajne momenty przeżyliśmy… no ale koniec. Co najlepsze, pocieszał się w ramionach mojej byłej przyjaciółki, o której wcześniej mówił, że nie mógłby z nią być. Pozdrawiam kurwa.
Jakoś niespecjalnie później chodziłam na spacery ze znajomym swojej przyjaciółki. Zajebiste poczucie humoru, zawsze miał czas. Jak się później okazało, chodzące dziecko. Kurwa, nie mogę być z kimś bardziej dziecinnym od siebie, bo nie mam cierpliwości.
Kończyły się wakacje, aż tu mój braciszek wpadł na pomysł wyjazdu nad morze. Ucieszyłam się, bo jechałam z nim po raz pierwszy na wakacje, w dodatku do jego najlepszego przyjaciela M., którego sama lubiłam. Pojechaliśmy pociągiem, 8 godzin jakoś szybko zleciałam. To nic, że dopiero w trakcie podróży dowiedziałam się o tym, że w mieszkaniu zastanę jeszcze jednego mężczyznę – trzy lata starszego ode mnie brata M. Zawsze spoko! Wysiedliśmy na stacji, doszliśmy do domu, wchodzimy – jebnęłam. Wysoki, zielone oczy, brunet. Czyli ideał, jakby nie ujmując. No pierwszego dnia się jakoś tak zgadaliśmy w miarę, byliśmy nawet wszyscy razem na meczu piłkarskim, aż tu wieczorem nadarzyła się okazja – mój brat, M. i jeszcze jeden znajomy tej dwójki wyszli na noc na imprezę do jakiegoś klubu, gdzieś w Trójmieście. Zostałam z najmłodszym z facetów sam na sam, na całą noc. Oglądaliśmy razem filmy, oczywiście do niczego nie doszło, ale zasnęliśmy razem na kanapie. Następnego dnia ogłosili nas małżeństwem i tak się zaczęła ta przyjebana historia.
Po powrocie do mojego ukochanego miasta na południowym-zachodzie Polski, mój “mąż” nie przestawał do mnie pisać. Jak się okazało, ja też się mu spodobałam. Pisaliśmy tak ponad dwa miesiące, chłopak dzwonił do mnie, pisał na gadu, na facebooku… Gadaliśmy nawet przez skype. Po pijaku potrafił mi nawet powiedzieć, że mnie kocha. Oczywiście kuźwa – jak to ja – byłam przeszczęśliwa i nie widziałam nic podejrzanego w tym wszystkim. W końcu przyjechał do nas z M. na mecz. Myślałam, że to jakoś inaczej będzie wyglądać, że chociaż uda nam się pogadać czy coś. Ale nie kurwa, bo po co – jak szybko przyjechali, tak samo wyjechali, a ja zostałam z pojebanym buziakiem. No nic, nie skomentuję.
Ale zaczęło się coś psuć po tym wyjeździe. Psuć… To znaczy, że nie było już rozmów przez telefon, czy skype. Skończyły się zapewnienia o jebanej przeprowadzce i zmianie kierunku studiów. Skończyło się całe pierdolone “kocham Cię” po pijaku. Ale nic, dalej rozmawialiśmy. Mówił mi, że chciałby ze mną być, ale odległość, ale nasi bracia. I tak doszliśmy jakoś do punktu grudniowego, w którym ja miałam urodziny. Miał przyjechać – oczywiście zjebał sprawę, nie przyjechał. Wcześniej jednak wkurwiłam się i za namową przyjaciółki napisałam do niego, że trzeba to kurwa w końcu wyjaśnić, jak to z nami jest. Czy ja mam na niego czekać ze świecą, czy mam nie szukać chłopaka, co on właściwie tak naprawdę czuję. Podczas tej rozmowy uświadomiłam sobie, że go kocham, jak nic. A chłopak mi napisał, że on się nie przeprowadzi na pewno w tym roku, no ale jestem dla niego ważna, chciałby ze mną być i tak dalej i tak dalej. No chuj. Tydzień później jebany chuj zmienił zdanie. Napisał, że mam na niego nie czekać. Że właściwie, to on nie wie co on do mnie czuje. Że lepiej mi będzie bez niego, że jestem dla niego jak siostra. Wkurwiłam się jak mało kto, no w końcu przez 4 miesiące pierdoli mi takie słodkie rzeczy, że aż się mdło mogło zrobić, aż tu nagle taki tekst. Ba! Dwa dni później dowiedziałam się od jego brata, że ma dziewczynę, tylko kurwa zapomniał mi o tym powiedzieć! Jak ja się o tym dowiedziałam, momentalnie się z nim pokłóciłam i zerwałam kontakt. Ja tak mam, palę za sobą wszystkie mosty.
Miałam zjebane święta, nawet sylwestra – w końcu kochałam tego bezmózga. Mottem nowego roku zostało “i obyś zdechł”, a ja zaczęłam się jakoś podnosić. AŻ TU KURWA na początku stycznia dowiaduję się o 6 rano od własnej matki, że za 20 minut mój brat, jego dziewczyna i właśnie ten tępy chuj stanie w drzwiach naszego mieszkania. Myślałam, że mnie coś trzaśnie, no ale chuj. Przyszedł, traktowałam go jak powietrze. Nie to, żebym się jakoś specjalnie musiała nad tym natrudzić.
Wróciłam do domu ze szkoły, na szczęście miałam mało okazji, żeby go w ogóle widzieć, ale kiedy się już tak działo, ignorowałam go strasznie. Taki był zamysł, wiedziałam, że to w końcu zadziała. Jednak moja psychika nie wytrzymała i musiałam się jakoś wyładować. Włączyłam muzykę u siebie w pokoju i patrzyłam się przez okno, starając powstrzymywać jebane łzy, aż tu nagle przyszedł on, kazał mi spojrzeć mu w oczy i przeprosił. JEBANY MANIPULANT. Wiedział doskonale, że uwielbiam zielone oczy. Wiedział, że kurwa nie mogę się oprzeć, kiedy on się na mnie gapi. Przeprosił i wyszedł z mojego pokoju.
Resztę tego wieczoru spędziliśmy u mojego brata w pokoju. W końcu na chwilę wyszedł ze swoją dziewczyną, a ja zostałam z tym bezmózgiem sam na sam. Powiedział mi, że ta o której słyszałam, to to wcale nie jest jego dziewczyna. A ja głupia uwierzyłam. Na domiar złego, pocałował mnie. Kto jak kto, ale ten idiota umie całować, więc momentalnie mu wybaczyłam. Wyjechał tego samego dnia, wieczorem.
Wpadłam na zajebisty (tak wtedy myślałam) pomysł – pojadę do niego na ferie! Trułam rodzicom głowę, aż się zgodzili. Co najlepsze, w ferie wypadały Walentynki – idealnie! Byłam podjarana w chuj, naprawdę. Starałam się niczego nie planować, no ale wiadomo – jakieś wyobrażenie było. Na pewno nie spodziewałam się tego, co miało nastąpić.
Chłopak okazał się być chujem i to totalnym. Pomijając, że dowiedziałam się o kilku (naliczyłam z przyjaciółką 6, oprócz mnie) dziewczynach, z którymi regularnie pisał i mówił im te same rzeczy, co mi. Z tego co się dowiedziałam z jego wiadomości *nie mówcie, że jestem świnią, bo je przeczytałam – byłam ciekawa, kto do niego napisał*, regularnie sypiał z kilkoma, mówił im, że mu na nich zależy, ale nie wie co czuje, po czym nagle kontakt się urywał. Ba! Pisał ze swoją obłąkaną byłą, której powiedział – UWAGA – że chciałby mieć z nią dziecko! NO KURWA. KTÓRY NORMALNY facet pisze coś takiego swojej byłej?
Jazdę zrobiłam niemiłosierną, ale idiota nie wiedział o co chodzi. Tłumaczył się, że są Walentynki, że chce je spędzić tylko ze mną *bla bla bla*, że przecież jakby kogoś miał, to z nim by teraz siedział. Ni chuja, nawet prezentu od niego nie wzięłam. Podjęłam decyzję, że wracam do domu. M. wrócił z romantycznej kolacji ze swoją dziewczyną, a ten bezmózg wyszedł na imprezę. Następnego dnia z racji, że no Trójmiasta nie znam, miałam zwiedzać z tym idiotą, ale nie wrócił z imprezy rano. Na szczęście niedaleko od mieszkania była galeria, wzięłam więc swoje pieniądze i klucz do mieszkania, po czym wyszłam. W drzwiach spotkałam ów idiotę, od którego tak jebało fajkami i alkoholem, że rzuciłam mu zwykłe “śmierdzisz” i wyszłam. Wróciłam po półtorej godziny, obkupiona w chuj – musiałam przecież się jakoś odstresować, po czym M. wyszedł i zostałam z idiotą sam na sam. Chciał zwiedzać Gdynię, ale powiedziałam, że mam wyjebane, przeziębiłam się i zostaję w domu. Biedaczysko zaczęło wokół mnie skakać, zrobił mi nawet herbatę z miodem, został moją poduszką, żeby mi było wygodnie i włączył serial, który miałam ochotę obejrzeć.
Mój pociąg był o 4:30, to koło 3ej stwierdziłam, że wypadałoby się umyć. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Później przyszedł czas na kolację, a właściwie śniadanie, więc otworzyłam lodówkę szukając czegoś do przekąszenia. Kiedy zamknęłam drzwi, za nimi stał już idiota, który wygłosił swoją mowę o tym, jak to mu na mnie zależy i jak bardzo by chciał ze mną być, ale nie może, po czym mnie pocałował. Jebany, wiedział, jak mnie podejść. Nie powiem, że chwilę to trwało, bo trwało nieco dłużej, no ale w końcu przyszedł M., a ja się z idiotą udaliśmy na dworzec, gdzie odstawił mnie do pociągu. Tam też dostałam buzi, zresztą kurwa nie jedno. Usiadłam w przedziale i wróciłam do domu..
PRZEZ CAŁE jebane ferie byłam szczęśliwa, aż do pewnego pięknego dnia, kiedy ten frajer ustawił sobie status w związku na facebooku. NIKT kurwa, NIKT nie wiedział o kogo chodzi. Napisałam kulturalnie, żeby pozdrowił dziewczynę, na czacie. Okazało się, że jest ze swoją byłą! Tak! Z TĄ POJEBANĄ, która odpierdalała mu różne akcje, przez które miał problemy. Tak, ta była, której napisał, że chce mieć z nią dziecko. Tak, ta była, która kurwa go prześladowała, odkąd się rozstali. Spoko, pozdrawiam. Nie wiedział, za co byłam wkurwiona. To nic, że jednego dnia się ze mną całuje, a kilka dni później kocha inną i z nią jest. NIC KURWA SIĘ NIE STAŁO.
Najlepsze – wyparł się tego, że się całowaliśmy. Dla niego jestem tylko siostrą. JEBANIEC. Dano mu do zrozumienia, że chcę mieć od niego spokój i od tamtej pory się.. nie odzywa ; ]
Na koniec tego zajebiście długiego wykurwu powiem jedno: I OBYŚ CHUJU zdechł.